0 obserwujących
236 notek
68k odsłon
  920   0

Tłuczek zamiast skalpela - wywiad z Andrzejem Grajewskim

Andrzej Grajewski, politolog i szef działu Polska i Świat „Gościa Niedzielnego”, mówi o „Złotych żniwach” Jana Tomasza Grossa: Ta książka jest produktem pewnej myśli ideologicznej, a nie pracy naukowej.

Michael Morys-Twarowski: Czytałem pańską recenzję Złotych żniw Tomasza Grossa i Ireny Grudzińskiej-Gross. Skąd się biorą klapki na oczach autorów książki, którzy widzą tylko jedną stronę medalu?

Dr Andrzej Grajewski (ur. 1953) - politolog, szef działu Polska i Świat „Gościa Niedzielnego” od 2007, wcześniej zastępca redaktora naczelnego w latach 1998–2007. Członek Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej w latach 1999–2006. Zasiada w Polsko-Rosyjskiej Grupie do Spraw Trudnych. Autor m.in. książek „Tarcza i miecz. Rosyjskie służby specjalne 1991–1998”_ (Warszawa 1998), „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją” (Poznań 1999) i „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999” (Warszawa 1999).

Andrzej Grajewski: Myślę, że są to klapki ideologiczne, ponieważ takie prace powstają według następującego schematu: wpierw autor wie swoje, a później dobiera do tego stosowne źródła. Te, które mu pasują, uwzględnia, a te, które mu nie pasują, odrzuca. Przykładowo, Gross bardzo często korzysta z pamiętników Ringelbluma. To wybitny historyk żydowski, który zresztą w warunkach niezwykle skomplikowanych – bo ukrywając się w getcie – próbował gromadzić dokumenty nt. Zagłady. To archiwum jest rzeczywiście przejmującym świadectwem. Pytanie: na ile do końca wiarygodnym? Na przykład, Emanuel Ringelblum pisze, że polscy granatowi policjanci wydali czy zabili kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy Żydów. Nie sądzę, by miał jakiekolwiek możliwości zweryfikować tego typu dane szacunkowe.

Nie w tym rzecz, że Gross to traktuje jako fakt niewymagający żadnego komentarza. Jest sprawa znacznie grubsza. Gross stawia tezę, że Kościół był nieobecny w tym wszystkim, że milczał, że go nie było. Natomiast Ringelblum pisze, że w pewnym okresie w każdym kościele warszawskim były głoszone kazania przestrzegające, aby katolicy nie ulegali antysemityzmowi – i tego oczywiście w „Złotych żniwach” nie ma. Gross często cytuje Ringelbluma. To, co niewygodne i nie pasujące do jego tezy, odrzuca. To, co wygodne, a więc że granatowi zamordowali kilkanaście tysięcy żydów, cytuje.

Z takiego pomysłu, który z nauką ma niewiele wspólnego, powstały „Złote Żniwa” opierające się na zdjęciu, które nie przedstawia – jak dzisiaj już wiemy niemal z całą pewnością – tego, o czym Gross pisze. Skoro oś narracyjna jest zbudowana na fałszywym kręgosłupie, na fałszywej strukturze, to trudno, żeby reszta była wiarygodna. To jest po prostu układanka, w której fakty są dowolnie konstruowane, by uzasadnić z góry przyjętą tezę. Nie chcę tu używać grubych słów. Jeżeli jednak mówimy o jakiś ideologicznych klapkach, jest to ideologia antypolonizmu.

Chciałem przy tym od razu powiedzieć, że nie jestem absolutnie przeciwny badaniu trudnych problemów. Powiem więcej: jako przewodniczący Kolegium IPN swego czasu podejmowałem decyzję o prowadzeniu śledztwa w sprawie Jedwabnego. Co więcej, to moja decyzja, pośrednio, umożliwiła Grossowi prowadzenie badań w archiwach IPN-u, kiedy były one nie do końca otwarte ze względu na to, że Instytut był dopiero w okresie tworzenia. Jestem za tym, aby badać wszystko: niezależnie od tego, czy wynik tych badań będzie tytułem do naszej dumy, czy wstydu. Jednak to, co robi Gross, to nie jest nauka, tylko ideologiczne młócenie polskich mózgów. Gross niczego nie odkrywa, nie prowadzi też własnych badań. W swej książce opiera się na ustaleniach, które są dla niego wygodne, a te, które nie są wygodne pomija, albo przeinacza. Kolejny przykład: mówi, że stosunku Kościoła do Żydów w tamtym czasie nie można badać, bo są zamknięte archiwa kościelne.

Pan w recenzji wskazywał, że są otwarte.

Są otwarte. Co więcej, niech Gross pokaże jedno pismo, które wystosował do archiwum kościelnego i dostał odmowę. Potem podobną tezę głosi profesor Jan Grabowski, który jest autorem wstępu do tej książki i z wielką estymą się o niej wyraża. Ci panowie uprawiają pewną ideologię, natomiast z faktami nie ma to wiele wspólnego. Niech Gross albo Grabowski pokaże odmowę wpuszczenia go do archiwum kościelnego, bo z tego co mi wiadomo w tej chwili ukazało się nowe wydanie książki prof. Jerzego Myszora o okupacji na Górnym Śląsku, pracy wyłącznie opartej o kwerendę w archiwach kościelnych w Polsce i Niemczech. Przypominam sobie również monografię biskupa Műnster kard. Klemensa von Galen wydaną w Niemczech, która w znacznej części traktuje o stosunku Kościoła do Żydów w Niemczech. Ona też bazuje na archiwach kościelnych oraz watykańskich, które do 1945 roku są otwarte dla badaczy. To jest nieprawda, że one są zamknięte. W Tajnym Archiwum Watykańskim niedawno został udostępniony obszerny zbiór dokumentów z nuncjatur apostolskich w okupowanej Europie. Trzeba jedynie zadać sobie trud i przeprowadzić tam badania.

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura