historia_kołem_się_toczy
Wiele z tego, co widzimy dzisiaj już się kiedyś wydarzyło. Zrozumieć teraźniejszość można analizując historię!
7 obserwujących
50 notek
52k odsłony
  1329   1

Czy kultura i sztuka jest dla idiotów?

W tym wpisie oceniam dla kogo powiedzenie, że coś jest "nie dla idiotów" jest obraźliwe. I wychodzi mi na to, że chyba ewentualnie tylko dla rzeczonych idiotów.

Jak wiadomo Olga Tokarczuk powiedziała ostatnio, że nie pisze „literatury dla idiotów” i że nie zależy jej wcale na tym, żeby jej książki „trafiły pod strzechy”. Wzbudziło to wielkie oburzenie od lewa do prawa. No bo przecież literatura jest dla wszystkich i jak można tak obrażać ludzi.

Tymczasem Olga Tokarczuk powiedziała to, o czym wiedzą wszyscy ale być może wstydzą się do tego przyznać. Kultura i sztuka nie jest dla wszystkich, albo może raczej: są różne rodzaje „kultury i sztuki” i są one przeznaczone dla różnych osób. W innych dziedzinach sztuki jest to może bardziej oczywiste: mamy wielbicieli disco polo, metalu, rocka ale też muzyki poważnej. Nie sądzę, aby Mikołajowi Góreckiemu zależało na przyciągnięciu na sale koncertowe fanów zespołu Bayer Full i raczej nie będzie w tym celu w swoich utworach umieszczał fragmentów piosenki „Mydełko Fa”. Podobnie Martin McDonagh czy Mike Leigh nie tworzą swoich filmów czy sztuk teatralnych „pod strzechy” i nie spodziewają się raczej dochodów box office na poziomie serii marvelowskich.

Powstaje jednak pytanie czy w dobie współczesnej „politycznej poprawności” powinniśmy oceniać ludzi na podstawie ich stosunku do sztuki. Innymi słowy, czy osoby preferujące muzykę poważną od disco polo to osoby o większej wrażliwości czy tylko po prostu o „innej” wrażliwości. Czyli, politycznie poprawne stwierdzenie brzmiałoby: „Wszystkie gatunki muzyki są równoważne i nie można deprecjonować jednego względem drugiego. Jedni lubią country, inni rocka inni disco polo a jeszcze inni Mozarta czy Strawińskiego ale wszyscy oni mają tą samą wrażliwość muzyczną i tylko inne preferencje”. Nie wiem jak Państwo ale ja się z takim stwierdzeniem zupełnie nie mogę zgodzić. O ile piosenki disco polo to po prostu skoczne i proste melodyjki dla wszystkich o tyle na przykład symfonie Haydna wymagają już jakiegoś – wcale niemałego – „wyrobienia” muzycznego. I żeby nie było, że się wywyższam – ja takiego wyrobienia nie mam i moja wiedza muzyczna kończy się na klasycznych utworach Mozarta. Nie mam też nic przeciwko fanom disco polo – po prostu nie ulega wątpliwości, że jest to muzyka znacznie prostsza i mniej wymagająca.

I tu wracamy do literatury. Nie da się ukryć, że mamy różne rodzaje literatury i twórczość Olgi Tokarczuk do najprostszych nie należy. Owszem, przeczytałem „Księgi Jakubowe” i uważam, że są świetne - jednak muszę uczciwie przyznać, że się chwilami męczyłem, bo styl pisania nie był łatwy i trzeba się było skupić podczas czytania. Na pewno nie jest to literatura dla wszystkich i „pod strzechy”. Może bardziej „przyswajalni” są na przykład Bieguni, ale też z całą pewnością większość populacji zakończy czytanie po paru stronach z myślą „to nie dla mnie”. Tak więc trafić pod strzechy Olga Tokarczuk nie ma raczej szans. Czy to jednak oznacza, że jej literatura jest do niczego, bo nie potrafi nią zainteresować „ogółu”? Oczywiście że nie. Tak jak nie można powiedzieć, że do niczego jest twórczość Bacha, bo „nikt jej nie słucha” (oprócz Toccaty i Fugi d-moll). Bo ktoś jednak jej słucha.

A teraz co z tym feralnym „idiotą”? Pewna sieć handlowa ogłaszała się kiedyś, że jest „nie dla idiotów”. Czytam teraz książkę prof. Andrzeja Nowaka „O historii nie dla idiotów”. Czy rzeczywiście to taka zbrodnia powiedzieć o czymś, że jest „nie dla idiotów”? Kto powinien się o to obrazić? Chyba tylko sami idioci? Oczywiście co innego gdyby ktoś powiedział, że na przykład literatura Danielle Steel jest przeznaczona dla idiotów. To byłoby obraźliwe dla wszystkich, którzy czytają jej książki. Jednak użycie tego określenia jako negacji nikogo nie obraża. Olga Tokarczuk nie powiedziała przecież, że ludzie którzy nie czytają jej książek to idioci, powiedziała tylko, że idiotom jej książki się nie spodobają – i trudno się z tym nie zgodzić.

Z tej okazji na Olgę Tokarczuk rzuciła się lewica, co mnie nie dziwi bo „poprawność polityczna” to dla wielu lewicowców Święty Graal. Jednak co najśmieszniejsze rzuciły się też na nią osoby uważające się za prawicowe i wypowiadające się często przeciw poprawności politycznej. Dlaczego? Bo po pierwsze wcale nie są jak widać takie prawicowe a po drugie dokopać komuś, kogo się nie lubi jest zawsze przyjemnie – a powód jest drugorzędny. A może po prostu dlatego, że odczuwają jakieś kompleksy?

 

Lubię to! Skomentuj166 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura