Od dawna wiadomo, że wojna pobudza rozwój nauki. Rządy przestają liczyć każdą złotówkę i inwestują w badania naukowe, bo wiedzą, że mogą one dać im przewagę nad przeciwnikiem. Dzięki drugiej wojnie światowej mamy radar, odrzutowce, antybiotyki i oczywiście energię jądrową. W latach zimnej wojny wojsko w USA inwestowało ogromne pieniądze w rozwój nauki – także badań podstawowych. Szacuje się nawet, że większość badań była finansowana z funduszy na obronność (jak DARPA). Do wojny ostatecznie nie doszło, ale te wydatki pozwoliły USA uzyskać przewagę technologiczną, którą utrzymuje do dzisiaj.
W Polsce mamy w tej chwili także poczucie wzrastającego zagrożenia. Wojna nie wybuchnie dziś lub jutro, ale może wybuchnąć w niedającej się przewidzieć przyszłości. Czy w tej sytuacji polski rząd inwestuje w badania naukowe czy rozwój technologii, jak to robili Amerykanie? Wręcz przeciwnie! Polski rząd ogranicza wydatki na naukę i badania argumentując to… koniecznością zwiększenia wydatków na obronność. Zamiast pracować nad własnymi rozwiązaniami wydajemy fortunę na koreańskie czołgi, amerykańskie samoloty, tajwańskie drony czy szwedzkie okręty podwodne.
Miałoby to może jakiś sens, gdybyśmy już byli w stanie wojny, bo wtedy nie byłoby czasu na rozwijanie własnych rozwiązań. Jednak w aktualnej sytuacji za 10 lat obudzimy się w obliczu zagrożenia z przestarzałym sprzętem i brakiem jakichkolwiek własnych technologii. Czy znowu Polak musi być mądry po szkodzie?





Komentarze
Pokaż komentarze (2)