0 obserwujących
24 notki
8661 odsłon
1101 odsłon

Pejzaż wyborczy z elektoratem w tle

Wykop Skomentuj14


Świetną robotę zrobiła ostatnio dziennikarz Beata Goczał, która w swoim artykule na łamach wirtualnych mediów, zanalizowała przekaz medialno-polityczny głównych kontrkandydatów w zbliżających się wyborach: Andrzeja Dudy i Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, i wychwyciła zasadniczą różnicę jaka w nich tkwi. Andrzej Duda wedle Goczał nie skupia przekazu na sobie, wskazuje na szerszy horyzont, jego hasło wyborcza odwołuje się do większego porządku; “Niech żyje Polska” to zawołanie, wezwanie do aktywności, ale również pewna idea, umocnienia państwa, narodu. Pani Kidawa Błońska z kolei swoją kampanią oraz swoim hasłem („Prawdziwa prezydent”) skupia całą uwagę na sobie, to ona ma być gwarancją zmiany, jej cechy, jej przymioty, jej idee, ona sama ma zapoczątkować „powrót normalności”. 

Słabości Dudy, słabości Kidawy-Błońskiej

Głównych problemem dla Andrzeja Dudy może być to, że siłą rzeczy będzie on musiał brać odpowiedzialność za cały swój polityczny obóz i będzie łączony z każdą osobą z tego obozu (casus Lichockiej), a narracja jego kampanii „chowa go”, zasłania patetycznymi hasłami, co i tak może jeszcze bardziej ograniczyć jego zdolność manewru i żywego reagowania na działania opozycji. Inaczej mówiąc Andrzej Duda jest łatwym, wystawionym na widok - pomimo zasłon, celem; może być atakowany za wszystko, za co odpowiada realnie i nie, a jego możliwości obrony, z racji pełnionej funkcji jak i zbudowanego przez lata, majestatycznego wizerunku, są bardzo ograniczone.

Tym czasem pani Kidawa-Błońska ma inny problem, bardziej… personalny. Najsłabszym ogniwem jej kampanii jest ona sama. Jak się przez ostatnie miesiące okazało nie mając zbyt dużej wiedzy, znacznych umiejętności komunikacyjne, delikatnie mówiąc, a jednocześnie wysuwając się na plan pierwszy obnaża tylko swoje słabości. Jej hasło dodatkowo nie przykrywa jej, nie osłania, tylko ją niepotrzebnie uwidacznia. Jeśli to ona ma być zmianą to oczywiste jest, że musi być w awangardzie, a nie jak podczas prezentacji swojego hasła, zastępowana przez innych.

Bo co by nie powiedzieć i jak nie oceniać prezydentury Andrzeja Dudy, ten “pisowski” prezydent wykazywał się kilkakrotnie (pewną) samodzielnością, gdy niezależność Kidawy Błońskiej to byt pozorowany. Kidawa-Błońska została kandydatką nie z uwagi na jakieś swoje specjalne predyspozycje polityczne i personalne, tylko w wyniku walki frakcyjnej wewnątrz PO. Wyciągnięta z kapelusza, bardziej przypadkowa. Schetyna zresztą nieopatrznie to przyznał już podczas jej zaprezentowania jako kandydata do pełnienia funkcji szefa rządu. Pani Kidawa-Błońska nie była wcześniej w żaden sposób promowana, nawet po jej wystawieniu pozostawała słabo obecna w mediach.

Jeśli jakaś formacja chce wypromować nowego polityka, nową twarz, to przed jego formalnym ogłoszeniem co najmniej przez kilka miesięcy promuje się go w mediach, wysyła na spotkania, wywiady, powierza jakąś ważną formalnie funkcję. Tak aby jego osoba zaczęła się z czymś wyborcom kojarzyć. W przypadku Kidawy-Błońskiej nic takiego nie miało miejsca, stąd prosty wniosek, że była ona kandydatem przypadkowym. Jej nominacja na kandydata na urząd prezydenta była kolejną komedią pomyłek, gdzie nic nie przebiegło, jak powinno. Była pani marszałek uczestniczyła w niej bez protestu, pasywnie.

Miało być inaczej. Miały być debaty, zwycięstwo pani Małgorzaty, zjednoczenia partii wokół pewnego zwycięscy i jej oficjalne namaszczenie. A wyszło tak, że nawet jeszcze styczniu nie było pewne czy to ona wystartuje. Bez sensownego przesłania, z licznymi potknięciami, które nie miały by znaczenia, gdyby za kandydatką szedł mocny polityczny przekaz. Prawdziwość okazała się nieautentyczna.

Specyfika wyborów

Inną rzeczą jakiej wydaje się jej sztab wyborczy totalnie nie rozumie, jest specyficzny charakter nadchodzących wyborów i nie chodzi o chronologię, tylko o sprawy formalne.

Proste. Jeśli prezydent kończy swoją kadencję i nie ma możliwości startu w następnych wyborach, wtedy pojawia się grono kandydatów, z których wyborcy wybierają nową głowę państwa, odpowiadając sobie na proste pytanie “kto jest najlepszy”. Jednakże w sytuacji, gdy urzędujący prezydent ubiega się o drugą kadencję pytanie to poprzedza inne: czy urzędujący prezydent zasługuje na drugą kadencję, i dopiero jeśli ktoś odpowie sobie negatywnie na to wstępne pytanie, przechodzi do drugiego: kto ma go zastąpić. Jeśli jednak odpowiada pozytywnie na pierwsze, to drugiego w ogóle nie rozpatruje. Tym samy wskazywane w badaniach opinii publicznej 40-45 % jakie ma obecnie Duda to wyborcy, którzy zasadniczo odpowiedzieli już sobie na to pierwsze pytanie, i tyle. Zasadniczo nie są zainteresowani pozostałymi kandydatami. Reszta, czyli obecnie jakieś 55-60 % odwrotnie: odpowiedziało sobie na pierwsze pytanie negatywnie i rozgląda się za nową propozycją.

Wykop Skomentuj14
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka