3 obserwujących
38 notek
23k odsłony
  286   0

Wybory albo śmierć lub śmierć po wyborach, czyli o zbliżającym się końcu rządów PiS

Wyniki sondaży wyborczych wskazują, że PiS osiągną już maksimum tego, co może zyskać w najbliższych wyborach. Dotarł do swojego szklanego sufitu. Błędy w rządzeniu jak i zmiany w trendach wyborczych ostatecznie w 2022 r. lub w 2023 odsuną go od władzy. Przyszły koalicyjny rząd będzie słaby i niestabilny.

W temacie wyborów PiS jest postawiony między przysłowiowym młotek a kowadłem. Utrzymanie obecnej sytuacji, gdy rząd i jego polityka jest determinowany przez długi ogon koalicyjnych partii i partyjek, jest niemożliwy do utrzymania. Na dzień dzisiejszy to Solidarna Polska (20 posłów), Partia Republikańska (8), OdNowa RP (byt typowo kanapowy, ale mający 5 niezbędnych głosów), Kukiz z trzema posłami jako wsparcie plus 5 innych posłów niezrzeszonych.

Przez kilka miesięcy sytuacja uległa wyciszeniu, oczywiście głównie za sprawą wojny na Ukrainie. Ale z powodu tego, że wojna przeszła obecnie w fazę konfliktu lokalnego, dawne problemy powracają. Przypadek głosowania w sprawie prezesa Glapińskiego, KRS czy inicjatywy prezydenta to tylko przedsmak tego jak może wyglądać polityka przez najbliższe miesiące.

Możliwości wyjścia z niej poza nowymi, przyspieszonymi wyborami nie ma. Czy też są bardzo nikłe i niepewne.

Tym co oczywiście powstrzymuje PiS przed ich ogłoszeniem jest prosty fakt, że wyborów tych nie wygra, a na pewno nie w zakresie, aby mieć samodzielne rządy. A koalicjantów czy też opcji koalicyjnych nie ma zbyt wiele. Tylko w przypadku bardzo słabego wyniku PO partia Jarosława Kaczyńskiego mogłaby się pokusić na rozmowy z SLD, o czym szepcze się tu i tam od dawna. Lecz SLD będzie panną, o którą będzie zabiegać wielu. Konfederacja to wieczni malkontenci, których ambicją jest być wieczną opozycją. Jako sojusznik będzie to siła wybitnie niestabilna. PSL obawia się pożarcia przez PiS, więc w mariaż z nim nie wejdzie.

Wyniki PiS-u rzędu 35-38% to nie problem, to tragedia pokazująca, że partia ta straciła już siłę przyciągania nowych wyborców, co więcej, że znacznie uległy odwróceniu trendy wyborcze, które w 2015 r. wyniosły PiS do władzy. Już wybory prezydenckie w 2020 r. powinny być bijącym mocno, na czerwono sygnałem ostrzegawczym. Andrzej Duda sprawował swoją pierwszą prezydenturą bardzo poprawnie, dobrze wyróżniając się na tle poprzedników, był niedostatecznie aktywnym, lecz nie biernym. Jednak tylko cudem wygrał z kandydatem bardzo słabym, obciążonym fatalnymi rządami w Warszawie, narcyzem bez charyzmy. Jednak i tak prawie 50% wyborców było gotowych oddać Trzaskowskiemu pałac prezydencji.

Polityka redystrybucyjna charakterystyczna dla pierwszych lat rządów PiS już nie działa. Tym bardziej w okresie galopującej inflacji, traci ona jakikolwiek sens. Błędy w reformach państwa, w tym sądownictwie i ostatnio finansach poważnie podważyły wizerunek PiS jako partii zmiany. Następnie przyszła frustracja związana z czasem pandemii. I nie ma znaczenia, że akurat PiS na tle innych wprowadzał różnorodne ograniczenia łagodnie, a PO nie działałaby w żaden inny sposób. Znając poprzednie rządy tej formacji, można się spodziewać, że nawet znacznie gorzej. Konfederacja prowadziła przez cały czas pandemii kampanię przeciwko jakimkolwiek ograniczeniom obywatelskim i może temu zawdzięcza 8-10% w sondażach, ale widać, że Polacy generalnie na ograniczenia te się godzili. Frustracja narosła i w naturalny sposób uderzyła w „sprawców”.

To co jednak najbardziej zaskakujące to brak wzrostu w notowania PiS po wydarzeniach na granicy polsko-białoruskiej z poprzedniego roku i teraz za sprawą wojny na Ukrainie.

Pierwsza sprawa jest taka, że w przypadku zagrożenie bezpieczeństwa narodowego społeczeństwo w naturalny sposób grupuje się wokół władzy, tym bardziej jeśli władzę stanowi partia wysoko ceniąca sobie sprawę bezpieczeństwa narodowego. Co więcej „wojna z Łukaszenką” okazała się dla państwa polskiego zaskakującym sukcesem, rząd wykazał, że potrafi oponować sytuację i nie spełniły się żadne zapowiedzi zbliżającej się katastrofy. Wojna na Ukrainie również powinna wpływać znacząco na wzmocnienie PiS, który buduje wizerunek partii opowiadającej się za silną polityką obronną.

Brak takiego wyraźnego wzmocnienia wskazuje, że PiS osiągną już swoje maksimum możliwości wyborczych, że te pozostałe 60 procent społeczeństwa (czy jego głosującej części) nie zagłosuje na tę partię z przyczyn zasadniczych.

Około 2015 r. mieliśmy do czynienia w powszechnym w Europie i Ameryce skrętem w prawo, populistyczno-nacjonalistycznym wzmożeniem. Jednak w większości krajów nie dało ono prawicy trwałych rezultatów. Wyborca prawicowy pozostawał i pozostaje dalej w mniejszości; to, co wyniosło wtedy prawicę do władzy w wielu krajach to sojusz wyborów prawicowych z wyborcami umiarkowanymi, którzy odwrócili się od lewicy, coraz mniej sprawnej i coraz bardziej ideologicznej. Rządy prawicowe były jednak w większości krajów (Finlandia, Estonia, USA czy Austria) krótkie i nieudane. Bo paradoksalnie, aby się przy władzy utrzymać, trzeba było realizować potrzeby wyborcy umiarkowanego, reformować prawicę i formułować konserwatywne (a nie reakcyjne) odpowiedzi na takie problemy jak zmiany kulturowe czy społeczne (w tym etniczne).

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale