To wołanie dyktuje mi bezsilna rozpacz, po stracie tych wszystkich, a nie wszystkich, wybacz mi Panie, kochałem tak, jak bliźnich swych kochać należało.
Ale kiedy rozpacz, niczym ból dojmujący, nagły ale rwący i przemijający, ustaje na chwilę, uderza pytanie,może to pytanie przedwczesne, może - niestosowne, może wobec ogromu tej tragedii - podłe, ale przecież kiedyś trzeba będzie je postawić: dlaczego pilot zgodził się na lądowanie w takich warunkach?


Komentarze
Pokaż komentarze