Wrześniowe rocznice stały się dobrą okazją do odnowienia wątku historycznego w naszej debacie publicznej. Jednym z powracających nachalnie motywów tej debaty jest dążenie do pojednania i wybaczenia pomiędzy narodami, do przekreślenia wojennych rachunków krzywd.
Wydaje się panować powszechny konsensus, iż narodowe wybaczenie i pojednanie są znaczącymi wartościami. Że ich osiągnięcie jest czymś pożądanym. Chciałbym sobie pozwolić na próbę podważenia tego konsensusu.
Zostawmy na boku pojednanie bo jest to dla mnie sformułowanie cokolwiek nieostre. Jeżeli ma oznaczać normalizację a nawet przyjazność stosunków między narodami to tylko przyklasnąć. Jeżeli ma być tożsame z wybaczeniem – to co innego.
Jeżeli wybaczenie ma znaczyć to co znaczy domyślnie czyli puszczenie win w niepamięć, nie żywienie urazy – to ja jestem przeciw. Są trzy narody którym Polacy mieliby co wybaczać – Niemcy, Rosjanie i Ukraińcy. We wszystkich trzech przypadkach, z różnych względów, o narodowym przebaczeniu nie ma mowy.
Co innego relacje osobiste. Osobiste wybaczenie przez taką czy inną ofiarę wojny to sprawa jej osobistego mierzenia się z jej sumieniem i pamięcią. To jednak rozgrywa się u każdego w cichości jego serca i nam – zwłaszcza tym co sami wojny nie przeżyli – nic do tego. Kiedy jednak mówimy o przebaczeniu narodowym, kiedy takie przebaczenie próbują dokonywać w naszym imieniu politycy czy hierarchowie Kościoła – mówimy o czymś zupełnie innymi. Skoro przyjmujemy naród za byt samoistny, istotowo różny od prostej sumy jednostek aktualnie spełniających takie czy inne kryterium narodowościowe, musimy bardzo ostrożnie podchodzi do prób formułowania wiążących deklaracji w imieniu tegoż narodu. Naród – wspólnota kulturowa, wspólnota doświadczeń dziesiątek pokoleń przeszłych i potencjalnego bytowania dziesiątek pokoleń przyszłych – jest sprawą zbyt wielką, aby w jego imieniu można się było wypowiadać autorytatywnie wyłącznie w wyniku tego że w jakichś wyborach dostało się ponad 50% głosów, albo że pełni się inną funkcję społeczną. Jeżeli są winy tak straszne, że nie tylko jednostki, ale naród jaki taki może żywić urazę – to również nadzwyczajne muszą być okoliczności narodowego wybaczenia. Żadne deklaracje czy przemówienia tu nie wystarczą.
A jakie zbrodnie są tak straszne, że obciążają nie tylko osobistą, ale powszechną, narodową, pamięć? Oczywiście zbrodnie przeciw narodowi, wyniszczanie narodu jako takiego. My, Polacy, doświadczyliśmy w XX wieku trzech takich zbrodni.
Pierwszą, w pewnym sensie najbardziej bolesną i niezrozumiałą zbrodnię wyrządzili nam sąsiedzi – Ukraińcy. Rzeź Polaków na Wołyniu i Galicji Wschodniej była z jednej strony zaplanowaną na zimno zbrodnią ludobójstwa – z drugiej wybuchem jakiejś zupełnej dziczy, jakiegoś narodowego szaleństwa Ukraińców rodem z zamierzchłych wieków. Niezrozumiałą nie tylko, dlatego że mordowali się często sąsiedzi, często krewni. Również dlatego, że z dwóch narodów w identycznej sytuacji geopolitycznej, tak samo zagrożonych eksterminacją ze strony totalitaryzmów, jeden za swój największy problem uznał nagle biologiczny byt drugiego narodu. I postanowił ten byt zakończyć.
Krew dziesiątek tysięcy kresowych Polaków palonych żywcem, ćwiartowanych, rżniętych piłami do tej pory nie została zmyta z rąk Ukraińców. A zmyta mogłaby być bardzo łatwo. To fakt, że mordy odbywały się przy współudziale a co najmniej akceptacji dużych mas Ukraińców, że dochodziło nawet do święcenia noży, siekier i wideł do „rezania Lachów” w cerkwiach – ale inspiratorami, kierownikami i głównymi wykonawcami byli faszyści z OUN-UPA. Warunkiem wystarczającym do narodowego wybaczenia wydaje się więc samo jasne potępienie mordów przez Ukraińców.
Dopóki jednak bohaterami zachodniej Ukrainy są ludobójcy z UPA, dopóki stawia się pomniki im i ich ideowemu przywódcy Banderze, dopóki próbuje się rozpowszechniać kłamstwa o rzekomej wojnie domowej czy też symetrii pomiędzy ukraińskim zorganizowanym ludobójstwem a polskimi próbami samoobrony i nielicznymi przypadkami rozpaczliwego odwetu – dopóty o wybaczeniu nie może być mowy. Myślę, że Polacy mogliby zrozumieć desperackie położenie Ukrainy w czasach II wojny światowej (jakże podobne do położenia Polski), mogliby nawet zrozumieć że taka desperacja mogła doprowadzić do szaleństwa bratobójczych mordów. Ale warunkiem naszego zrozumienia i wybaczenia jest zrozumienie i skrucha po stronie przeciwnej.
Bohaterami zachodnich (ważne zaznaczenie bo na wschodzie jest inaczej) Ukraińców powinni być nie mordercy z UPA, ale ich ofiary, które również po stronie ukraińskiej można liczyć w tysiące (jeśli nie dziesiątki tysięcy). Bohaterscy Ukraińcy, którzy ryzykowali śmiercią ostrzegając i ratując przed mordem sąsiadów-Polaków. Ukraińscy mężowie, którzy odmawiali mordowania polskich żon i dzieci – i za to ginęli z rąk UPA jako „zdrajcy” narodowej sprawy. Oczywiście każdy naród sam wybiera sobie swoich bohaterów. Ale dopóki wyborem zachodnich Ukraińców są mordercy, a nie ich ofiary – nie mogą liczyć na nasze przebaczenie.
Drugie narodowe nie-wybaczenie wiąże nas z Rosjanami. Z pewnego punktu widzenia to nie-wybaczenie również może się wydawać dziwne. Bo tak naprawdę sprawcami mordów na Polakach byli komuniści, a nie Rosjanie. To były zaplanowane i wykonane z zimną krwią zbrodnie aparatu totalitarnego państwa – państwa narzuconego Rosji przemocą. Nawet jakby grzebać w metrykach czołowych bolszewików to wyszłoby, że byli to Żydzi, Bałtowie, Polacy, Gruzini i inni – a w małym stopniu Rosjanie. Tyle że grzebanie w metrykach nie ma tu sensu bo komunizm był ideą nie do pogodzenia z jakąkolwiek ideą narodową. Zostając komunistą zostawało się międzynarodowym rewolucjonistą bez ojczyzny – był to więc akt narodowej apostazji. Co więcej, to naród rosyjski był pierwszą i największą ofiarą komunizmu. Byłaby więc podstawa do wybaczenia krzywd jakich Polacy doznali z rosyjskiej ręki – uznanie wspólnoty naszych narodów jako ofiar komunizmu. Wybaczenie można by budować na stwierdzeniu, że rosyjscy wykonawcy zbrodni byli tylko mniej lub bardziej świadomymi narzędziami a prawdziwym katem był nie naród rosyjski lecz ideologia komunistyczna.
Cóż z tego, skoro sami współcześni Rosjanie nie kwapią się do dokonania takiego rozróżnienia. Rządzy obecnie Federacją Rosyjską bezpieczniacy widzą w czasach Stalina bijące źródło imperialnej dumy. I nie idą tym samym bynajmniej wbrew opinii przytłaczającej większości Rosjan. Dopóki Rosjanie sami będą utożsamiali się z komunistycznym imperium, dopóki powszechny będzie mit II wojny światowej jako Wielkiej Wojny Ojczyźnianej narodu rosyjskiego z hitlerowskim najeźdźcą (a nie zgodny z prawdą obraz walki na noże między dwoma równymi sobie moralnie gangsterami: nazizmem i komunizmem, którzy pokłócili się przy podziale wspólnego łupu) – dopóty o wybaczeniu Rosji przez Polaków nie może być mowy.
I na koniec mamy trzeci przypadek nie-wybaczania: Niemców. Tu mamy przyznanie się do win i wyrażenie skruchy. Choć i prowadzoną pół-oficjalnie zręczną politykę historyczną mającą na celu przeniesienie win z Niemców na nieokreślonych narodowo „nazistów”, z którymi nawet Niemcy mieli rzekomo walczyć. Ani chybi owi naziści desantowali się na Niemcy z kosmosu. To jednak wątek na razie przynajmniej podskórny i nie dopowiedziany do końca, więc możemy go tymczasowo pominąć. Czy wobec tego Niemcom – wobec wyrażanej skruchy i zdecydowanego odcięcia się od zbrodniarzy - możemy przebaczyć?
Niemcy – i to nie jacyś spuszczeni na spadochronach z kosmosu naziści, ale Niemcy jako naród (również niemieccy przeciwnicy Hitlera jego politykę wobec Polaków popierali) – potraktowali nas jak jakieś robactwo które trzeba możliwie sprawnie wybić. Względnie jak bydło, które trzeba dobrze wydoić i zaprząc do wozu – po czym przerobić na mięso, klej, paski i inne przydatne przedmioty. Zamachnęli się na egzystencję Polaków jako narodu, z całą zbrodniczą konsekwencją i charakterystyczną dla niemieckiego ducha rzetelnością i zaangażowaniem.
Tego nie można przebaczyć, bo po prostu to są rzeczy, których się nie wybacza. Czy ktoś słyszał o jakichś oficjalnych uroczystościach na których Żydzi wybaczaliby za Holokaust i mówili że teraz to już między nimi a Niemcami jest wszystko w porządku? My Polacy doświadczyliśmy od Niemców zbrodni, za które nie będzie nigdy przebaczenia, bo być go nie może. Jedynie z biegiem stuleci kwestia ta może się zdezaktualizować podobnie jak na przykład teraz nieaktualny jest problem czy, kto i komu ma przebaczać zniszczenie Troi.
Brak przebaczenia wobec Ukraińców, Rosjan i Niemców nie oznacza że mamy traktować ich teraz wrogo. W interesie naszego narodu – jak i każdego innego – leży prowadzenie przez jego państwo polityki międzynarodowej opartej na interesie a nie na resentymentach. Możemy i powinniśmy z państwami naszych byłych oprawców handlować, współpracować, zawierać i dotrzymywać sojusze i układy. Ale nie wybaczać, nie udawać, że między nami wszystko jest w porządku, nie zachowywać się tak, jakby nic się nie stało.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)