Marcin Horała Marcin Horała
154
BLOG

Historyczna szansa UPR

Marcin Horała Marcin Horała Polityka Obserwuj notkę 13

Jako były wieloletni członek, sympatyk a nawet członek władz UPR obserwuje ostatnie przetasowania w tej partii z dużym zainteresowaniem. Od dawna uważałem że jedynym sensownym rozwiązaniem jest likwidacja UPR jako partii, bo to szyld absolutnie zgrany i swoim istnieniem tylko kanalizuje i marnuje wysiłek kolejnych pokoleń młodych ludzi - którzy z większym pożytkiem mogliby tworzyć prawicowe skrzydło w którejś z partii relewantnych politycznie. Tymczasem ostatnie wydarzenia zdają się pokazywać iż dla UPR otworzyło się maleńkie okienko, mały prześwit szansy na sensowny byt polityczny. Wiedzę swoją opieram nie tylko na krążącym po sieci wpisie Artura Górskiego, ale również pewnej (choć przyznaję, że ograniczonej) wiedzy zza kulis.

Okienko szansy otwarło się dzięki odejściu i tworzeniu nowej formacji przez Janusza Korwin-Mikke. Bo przy szczupłości sił UPR jakikolwiek realny manewr polityczny wymaga jakiejś współpracy z dużymi partiami - a dla każdej z tych partii ewentualne korzyści ze współpracy z UPR były niewspółmiernie małe w stosunku do potencjalnych strat wizerunkowych, których żywym, bijącym źródłem pozostaje ciągle JKM. Partia która chce przyciągać dziesiątki procent elektoratu po prostu nie może sobie pozwolić na ryzyko sytuacji, że polityk kojarzony z nią w jakikowliek sposób zacznie publicznie wychwalać Hitlera albo obrażać osoby niepełnosprawne. Wyraźnie odcięcie się Korwina od UPR likwiduje takie niebezpieczeństwo.
 
Mamy więc obecnie trzy zupełnie niezależne ośrodki około-UPRowskie:
 
1. JKM i jego nowa partia. Wiadomo - totalny margines i kontestacja wszystkiego naokoło. Czekanie na przejęcie władzy w wyniku rewolucji, kryzysu tysiąclecia tudzież cyklu plam na słońcu. Jak kogoś to bawi to niech sobie razem z Korwinem czeka. Z tej mąki jakiegokolwiek politycznego chleba nie będzie.
 
2. Tomasz Sommer i "Najwyższy Czas!". Zdaje się hołdować coraz bardziej złudnej koncepcji Zjednoczonej Prawdziwej Prawicy na Prawo od PiS. W teorii zjednoczenie PR, UPR, LPR pod błogosławieństwem Torunia i z Markiem Jurkiem jako kandydatem na prezydenta mogłoby przekroczyć próg. Po pierwsze błogosławieństwa Torunia nie będzie bo Ojciec Dyrektor NIGDY nie popiera małych partii, jedyny taki moment to 2001 rok i LPR ale wówczas na prawicy po prostu nie było dużych partii. Ojciec Dyrektor dobija dealów z dużymi partiami a partie małe podpuszcza i rozgrywa po to by wynegocjować lepsze warunki. Poza tym ZPPPP nie powstanie bo mające ją tworzyć podmioty są za bardzo skłócone, postrzegają się nawzajem jako największą konkurencję tudzież obciążenie wizerunkowe. Dominuje myślenie "po co tworzyć ZPPPP i się dzielić z innymi skoro sami możemy grać taką rolę - a więc celem na najbliższe wybory jest wykończenie potencjalnych konkurentów do tego miana". Nie wspominając o tym że wariant ten testowany był już mniej-więcej dwukrotnie jako LPRz w 2007 i Libertas w 2009 i jakoś nie wypalił. PiS w powszechnej świadomości (bez względu na politologiczną analizę programu) JEST partią prawicową - a jest na tyle dużym organizmem że na prawicy po prostu brakuje tlenu na inne inicjatywy.
 
3. Aktualne władze statutowe UPR czyli frakcja "logistyczna". Zdaje się flirtować z myślą opisaną przez Artura Górskiego czy też Marka Mojsiejewicza na salonie24 opcją PiSowskiego FPD. Partii, będącej PiSowskim wehikułem do odbieranie liberalnych głosów Platformie. To jest właśnie owo okienko szansy, ów prześwit który wydaje się jedyną szansą na powrót po kilkunastu latach do realnej politycznej gry. Oczywiście wszystko tu zależy od ostatecznej kalkulacji Jarosława Kaczyńskiego czy mu się taki manewr opłaci. Jeżeli Prezesowi PiS wyjdzie że się nie opłaci to oczywiście bez sentymentów strząśnie UPR z siebie jednym ruchem. Wydaje się jednak że taki manewr może się opłacić - po prostu jest pewna pula elektoratu której PiS samodzielnie PO nigdy nie odbierze - a UPR odebrać może. I w związku z tym może się PiSowi opłacać podciągnięcie UPR do pozycji małej, ale rzeczywistej siły politycznej.
 
 
Jest to duże ryzyko, dobrowolna wasalizacja partii, zdanie na łaskę i niełaskę nie słynącego z sentymentów prezesa PiS. Ale zarazem jedyna realna szansa na uzyskanie rzeczywistego znaczenia. I być może ostatnia, bo odejście JKM może spowodować odcięcie dopływu nowym młodych sympatyków i powolne usychanie nawet tej obecnej, mocno szkieletowej, partii. Oczywiście, że na tym aliansie z PiS można stracić, ale – żadnych złudzeń panowie – to jest jedyny wariant, który daje też szansę na jakiekolwiek zyski.
 
Z powyższego punktu widzenia nie ma najmniejszego sensu załagadzania sporu z Korwinem i korwinistami. Im krzyżyk na drogę i życzenia powodzenia w akcji podziemnej. Natomiast miałby sens dogadanie się z Tomkiem Sommerem, bo „NCz!” to jest realne aktywo. Tyle że najpierw środowisko „NCz!” musiałby się mentalnie przestawić z kursu „jeżdżenia po Kaczorach” a nawet przełknąć ewentualność popierania reelekcji Lecha Kaczyńskiego…

Z wykształcenia prawnik i politolog. Z zawodu specjalista organizacji zarządzania procesowego i zarządzania projektami. Z zamiłowania samorządowiec i publicysta. Radny miasta Gdyni, ekspert Fundacji Republikańskiej, przewodniczący Zarządu Powiatowego PiS w Gdyni. Zamierzam kandydować na urząd prezydenta miasta Gdyni.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Polityka