Blog
Myśli w konserwie
Marcin Horała
Marcin Horała samorządowiec, polityk, publicysta
0 obserwujących 247 notek 82417 odsłon
Marcin Horała, 27 marca 2014 r.

Spółdzielnie mieszkaniowe - skąd się bierze zło?

 Wszyscy znamy problemy, z jakimi borykają się mieszkańcy spółdzielni mieszkaniowych. Nieracjonalna polityka zarządów, zawyżanie kosztów, przerosty administracji, lekceważenie mieszkańców – długo można by wymieniać. Szczęśliwy, kto te problemy zna tylko ze słyszenia.

 

 

Ja, będąc mieszkańcem jednej z największych spółdzielni mieszkaniowych w Polsce, niestety nie jestem w tak szczęśliwym położeniu. Kontaktów z moją administracją staram się unikać dość skutecznie. Gdy byłem do nich zmuszony - np. sprzedając czy kupując mieszkanie, odczuwałem je bardzo nieprzyjemnie, jak kontakt z obcą cywilizacją (czyli mówiąc wprost z PRL-em). Wszystko wymagało kilku pieczątek, nic nie można było załatwić od ręki i właściwie najlepiej jakby osobiście (oczywiście przed 15.00) łazić od pokoju do pokoju z zapasem bombonierek.

Nie dziwi więc, że raz po raz podejmowane są kolejne próby zmiany prawa spółdzielczego. Wiele z nich idzie w dobrym kierunku (zwiększenia uprawnień członków, transparentności działań władz spółdzielczych, ograniczania korupcji i nepotyzmu). Właśnie w sejmie trwają prace nad kolejnymi. Już sam fakt że mamy ponad 30 nowelizacji prawa spółdzielczego z 1982 roku, wskazuje, iż właściwie należałoby przystąpić do napisania od podstaw nowej, spójnej regulacji. 

To wszystko prawda. Ale jest też i druga strona medalu czyli powszechna bierność i tumiwisizm mieszkańców. Często jest tak, że o swoje prawa awanturuje się w spółdzielni drobna grupka „oszołomów”. Siłą rzeczy są bez szans w starciu z zasiedziałym we władzach gronem wzajemnej adoracji i powiązanymi z nimi (często wprost więzami rodzinnymi) pracownikami etatowymi spółdzielni. Na zebrania wyborcze spółdzielców potrafi nieraz przyjść kilka procent uprawnionych, tak że rodziny aktualnych władz i pracowników spółdzielni stanowią na sali większość.

Mądre zmiany w prawie spółdzielczym są konieczne. Ale żadne uprawnienia nic nie dadzą, jeżeli nie będzie chętnych by z nich skorzystać. Już teraz wiele statutów i regulaminów spółdzielni jest całkiem niezła, tylko pozostaje na papierze. I odwrotnie – gdyby nie kilka a kilkadziesiąt procent spółdzielców zaczęło chodzi na zebrania i wybierać do władz ludzi autentycznie dbających o ich interes, spółdzielcze kliki w całym kraju zostałyby zdmuchnięte w kilka miesięcy.

Ja sam postanowiłem się przełamać i wziąć aktywny udział w najbliższym zebraniu członków spółdzielni. Gorąco zachęcam Państwa do tego samego.
 
artykuł ukazał się wcześniej na portalu stefczyk.info
 
 



 

 

 
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Z wykształcenia prawnik i politolog. Z zawodu specjalista organizacji zarządzania procesowego i zarządzania projektami. Z zamiłowania samorządowiec i publicysta. Radny miasta Gdyni, ekspert Fundacji Republikańskiej, przewodniczący Zarządu Powiatowego PiS w Gdyni. Zamierzam kandydować na urząd prezydenta miasta Gdyni.

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • @MR.SPOCK Przepraszam, ale nie widzę sensu w dyskutowaniu z kimś, kto twierdzi że lepiej ode...
  • @GITA2 Wiem, to jest jednak niestety problem prawny. A mianowicie: jak zmusić prywatnego...
  • @HOSTOJA Ubiegam się o nominację

Tematy w dziale