Horatius Horatius
98
BLOG

Feminada

Horatius Horatius Polityka Obserwuj notkę 0

Stało się. Kobiety rozpoczęły krucjatę. Uzbrojone w nową, obco brzmiącą dla przeciętnego Polaka broń – parytet, rozpoczynają uzdrawianie polskiej demokracji. Cel tej inicjatywy jest bez wątpienia szczytny, jednak warto się chociaż przez chwilę zastanowić, czy proponowane przez feministki (bo głównie kobiety o poglądach lewicowych wydają się bronić tzw. parytetu) metody nie przyniosą więcej szkody niż pożytku.

Aby uleczyć chorobę należy najpierw postawić diagnozę. Problem jest widoczny gołym okiem – jest to mały udział Polek w życiu politycznym. Można jednak mieć wątpliwości czy zwolenniczki parytetu dobrze rozumieją przyczyny tego zjawiska. „Kobiety chcą się bardziej zaangażować w politykę.” – twierdzą. Czemu zatem tego nie robią? Czyżby złe, męskie, szowinistyczne i seksistowskie świnie blokowały możliwość politycznego awansu naszym biednym niewiastom? Raczej wątpliwe. Gdyby rzeczywiście tak było zapewne dzielne bojowniczki o prawa kobiet użyły by tego argumentu już na wstępie. Jedyna rozsądna odpowiedź wydaje się zatem stosunkowo prosta: kobiety nie angażują się masowo w politykę bo po prostu tego nie chcą. Argument parytetowych bojowniczek w oczywisty sposób mija się z prawdą, jednak jest przez nie mimo to przywoływany. Po co? Bo jest najwygodniejszy. Celem nie jest faktyczne usunięcie problemu, ale ustanowienie parytetu, cudownego remedium, które sprawi, że uciśnione kobiety z miejsca porzucą garnki, odkurzacze i wszelkiego rodzaju sprzęt domowy aby rzucić się w wir polityki. Najprawdopodobniejszym skutkiem tego rozwiązania może być jednak sytuacja, która ma miejsce we Francji. Pomimo ustanowienia parytetu wciąż na scenie politycznej dominują tam mężczyźni. Diagnoza jest zatem wadliwa, a metoda leczenia choroby jeszcze gorsza. Aby w polskim parlamencie było więcej kobiet nie należy stwarzać im możliwości zaangażowania się w politykę, które z resztą już posiadają. Należy je do tego zachęcić. Oczywiście, zagwarantowanie im sukcesu może być mobilizujące, ale na pewno nie podniesie standardu polskiej polityki. O ile, w co nie wątpią zaangażowanie w parytetową inicjatywę feministki, w ogóle je zaktywizuje.

„Chcemy udowodnić, że jesteśmy tak samo dobre jak mężczyźni.” Te słowa słychać nie tylko z ust feministek. To jasne, że kobiety nie są gorszymi pracownicami, zarządcami ani politykami od mężczyzn. Podobnie jak mężczyźni nie są gorsi od kobiet. Ustanowienie parytetu wydaje się jednak temu przeczyć. Skoro kobiety nie są wcale gorsze i są w stanie same wywalczyć swoją pozycję, to po co gwarantować im ten przywilej? Parytet po raz kolejny okazuje się nie rzeczywistym rozwiązaniem problemu, ale lekarstwem na jakiś kompleks, niewiarę w możliwość osiągnięcia sukcesu przez kobietę. Jak na ironię, nie spotkałem się jeszcze z podobną opinią wśród mężczyzn. Przeciwniczki parytetu, okrzyknięte przez Sławomira Sierakowskiego volksdeutschami, swoje stanowisko zbudowały właśnie na tym argumencie.

Ta (jak do tej pory) głównie medialna inicjatywa jest głoszona pod sztandarem odnowy polskiej polityki. Zastanawia jednak, w jaki sposób uzdrowić demokrację może zmiana, która godzi w jej podstawy. Istotą demokracji jest równość, którą podważa właśnie parytet tworząc sztuczny podział na „równych i równiejszych”. Ma on być także w opiniach jego zwolenniczek zaledwie początkiem długofalowej reformy, która ma się zakończyć zagwarantowaniem podobnych praw m. in. mniejszościom religijnym, narodowym itd. Idąc dalej tym rozumowaniem dochodzimy do jakiegoś dziwnego stanu w którym prawdziwa demokracja już nie istnieje, kuriozum w którym prawa mają tak naprawdę jedynie ci, którym zostały one zagwarantowane. Traci także sens sama konstytucja, która przecież gwarantuje równe prawa każdemu obywatelowi. Jej zapisy stają się fikcją, skoro poszczególnym grupom trzeba dodatkowo nadawać prawa. Parytet wydaje się też podważać ideę parlamentu, który zamiast w rzeczywisty sposób odzwierciedlać pewien stan, opinię całego społeczeństwa staje się de facto izbą, w której po prostu zasiadają ci, którym gwarantuje to prawo.

Parytet, o ile w ogóle zostanie wprowadzony, w oczywisty sposób podważa jakiś stan. Warto jednak postawić sobie pytanie, czy burzenie istniejącego porządku nie idzie za daleko i czy to rozwiązanie eliminuje problemy, czy tylko stwarza nowe.

Horatius
O mnie Horatius

Najlepiej przekonać się jakie mam poglądy czytając moje teksty.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka