60
BLOG
Niedawno na łamach „Przeglądu” pojawił się artykuł bardzo krytycznie oceniający marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego. Muszę przyznać, że czytając go czułem się nieco zdziwiony – brzmiał zupełnie, jakby był „poprawną politycznie” rozprawą sprzed kilkudziesięciu lat. Autor bardzo negatywnie odnosi się do kwestii ucieczki naczelnego wodza z kraju w 1939 roku, chociaż jego logika nieco mnie dziwi. Idąc dalej jego tokiem rozumowania należy przecież w czambuł potępić Rząd na Uchodźstwie i Polskie Siły Zbrojne walczące za granicą kraju. Przecież znaczna większość z nich opuściła kraj właśnie w wyniku przegranej kampanii wrześniowej. Wszyscy (żołnierze i politycy), którzy przedostali się na Węgry i do Rumunii, którzy zostali tam internowani i zbiegli na Zachód, żeby walczyć o wolność zajętej przez okupantów Ojczyzny stają się w obliczu takiej interpretacji tchórzami. Bez wątpienia jest to teza krzywdząca. Z resztą, zamieszczone razem z artykułem komentarze historyczne najczęściej albo stwierdzają niejednoznaczność trudnej decyzji, jaką musiał podjąć Rydz-Śmigły, albo mówią o jej zasadności. Pozostanie z zajętej Polsce w oczywisty sposób było by bezcelowe. Wojsko Polskie poniosło klęskę, a jedyną szansą na podjęcie skutecznych działań było zejście do podziemia i poszukiwanie pomocy u silniejszych aliantów zachodnich. Sam marszałek, jako naczelny wódz, miał wręcz obowiązek uniknięcia niewoli, mógł przecież zostać wykorzystany przez agresorów. Ponadto schwytanie tak wysokiego przedstawiciela państwa polskiego było by dla Niemców i Sowietów dużym sukcesem, a dla Polaków prawdziwą klęską. B. Machalica w specyficzny i (przyznam to szczerze, niezrozumiały dla mnie) sposób patrzy na honor żołnierza polskiego. Właściwie z tekstu można wnioskować, że Polak musi być idiotą, który poświęca się w bezcelowy sposób. Musi szarżować z szabelką na czołg i zawsze ponosić klęskę w starciu z silniejszym przeciwnikiem. Można w tej interpretacji posunąć się nawet dalej porównując żołnierza polskiego do krasnoarmiejca, który ma nigdy się nie poddawać i, broń Boże, nigdy się nie cofać. Szczerze mówiąc nigdy nie postrzegałem historii polskiego oręża w ten sposób. Nie uważam, że gloryfikacja bezsensownych ofiar należy do naszego polskiego etosu. Nie sądzę też, że hańbą jest szukanie lepszego, nawet niekonwencjonalnego, wyjścia z sytuacji w imię przyszłego zwycięstwa. A tak postąpił przecież nie tylko Rydz-Śmigły, ale także i inni przedstawiciele polskiego państwa. Chyba tylko przy założeniu, że marszałek miał dorastać do fałszywego, komunistycznego stereotypu wodza, który „kulom się nie kłaniał”. W niniejszym artykule potępiona zostaje też przedwojenna działalność Rydza-Śmigłego. Nie wydaje mi się, by realizacja przez marszałka jego politycznych zamierzeń była czymś złym, podobnie jak posiadanie prawicowych poglądów. Pewnym nadużyciem wydaje mi się także obarczanie go winą za wzrost antysemickich tendencji i śmielsze wypowiedzi działaczy ruchu narodowego. Należy zwrócić uwagę na to, że endecja czując się pewniej mogła pozwolić sobie na ostrzejsze komentarze, jednak nie widzę niczego niewłaściwego w próbie połączenia się z nią. Narodowcy posiadali duże poparcie, a to posunięcie mogło uczynić frakcję rządzącą silniejszą, szczególnie, że różnice programowe między tymi stronnictwami politycznymi nie były tak wielkie jak można by sądzić. Potępiać marszałka można zatem jedynie wtedy, jeśli przyjmie się, że ruch narodowy sam w sobie był czymś złym, co najwyraźniej ma na myśli autor artykułu. Głównym zarzutem jest antysemityzm. Machalica zapomina jednak, że nie był on wtedy nietypowym zjawiskiem także w krajach Europy Zachodniej. Dziś patrzymy na antysemityzm czując na sobie piętno Holokaustu, którego przecież nie było przed wojną. Ponadto zapominamy, że antysemityzm, tak jak każde zjawisko społeczne ma swoją genezę. Nie czuje się niechęci do drugiego człowieka bez żadnego powodu. Dużym nadużyciem jest moim zdaniem porównanie rządów sanacji do faszyzmu. Nie muszę chyba wspominać, że podobna retoryka była stałym elementem komunistycznej propagandy. Nie da się nie zgodzić z tym, że autorytaryzm łamie podstawowe prawa i wolności człowieka. A wtedy panował w Polsce właśnie ustrój autorytarny. Istnieje jednak duża różnica między autorytaryzmem, a totalitaryzmem, o której wie dzisiaj (bądź powinien wiedzieć) każdy uczeń gimnazjum. Autor zapomina też (lub chce zapomnieć), że demokracja w tym czasie przeżywała kryzys w całej Europie. Krytyka sanacji jest moim zdaniem potrzebna, jednakże musi być ona wolna od fałszu, który charakteryzował minioną epokę. Podobny sposób patrzenia na historię w oczywisty sposób nasuwa skojarzenie, że jest on stworzony na potrzeby określonej opcji politycznej. Autor popełnia największy grzech, jaki można popełnić pisząc o przeszłości – patrzeć na nią z dzisiejszej perspektywy. Co więcej, mam wrażenie, że niektóre argumenty są nieco wymuszone, a nawet nielogiczne, dzięki czemu artykuł wydaje się być stworzony na polityczne zamówienie. Czytając go można sobie przypomnieć retorykę obrońców bohaterskiej Armii Ludowej, która walczyła zgodnie z narodowym etosem (nie zważając na to, że w odpowiedzi na jej akcje Niemcy zabijają setki cywilów) podczas gdy AK „stała z bronią u nogi”.



Komentarze
Pokaż komentarze