Brzydzę się brakiem wartości. Dlaczego? Bo brzydzi mnie bezsens. Po co nam pieniądz, który nie ma żadnej wartości nominalnej. I po co komu człowiek, któremu brak idei?
Wiem - to archaiczne. Przecież dzisiaj budujemy przyszłość! Bez ideologii, dogmatów, religii, nawet, jak przypomina ezekiel, bez historii. I bez sensu.
Aż nagle coś się dzieje. Rozbija się samolot pod Smoleńskiem. Na Love Parade ludzie w panice zadeptują innych. Samoloty wbijają się w bliźniacze wieże World Trade Center. Cokolwiek. I wtedy ta mydlana bańka pryska. Nagły kryzys rozbija ten "nowy, wspaniały świat" i pozostawia pustkę. Brak sensu, który człowiek sam sobie zgotował. Jest osamotniony w tym, co się stało, bo brak mu punktu oparcia. Jakiego? Idei, religii... Cokolwiek chcecie.
A bardziej (z całym szacunkiem, ezekiel) brzydzę się ludźmi, którym brak wartości. Brzydko. Nieładnie. Przyznaję się i biję w piersi: Mea culpa! Ale taki widać mój los! Przybrałem sobie za patrona Horacego, który przecież śmiało stwierdził: "Odi profanum vulgus!" A potem jeszcze dodał: "Et arceo."
Co człowiek pozbawiony wartości może dać innym? Nic. Zabrać? Wszystko. Przecież nic nie ceni. Brak mu wartości, brak mu wyższych idei, tym samym brak mu moralności. Bo to właśnie na wielkich ideach opiera się moralność. A na niej opiera się ład. Nawet mrówka, zwyczajne zwierzę, takie samo, jakich tysiące zgniatamy każdego dnia pod stopami, ma jakąś wartość. We wspólnocie pełni określoną funkcję. Pracuje, broni, rozmnaża się. Działa na rzecz wielkiej idei, najwyższej wartości - w mrówkowym świecie jest to mrowisko. Człowiek pozbawiony wartości stoi w drabinie ewolucji niżej niż ci dzielni myrmidoni. I zmienia się w zwierzę. Wartości to porządek. Wysokie wartości - to już ład. A bez nich się cofamy. Człowiek nie znający świętości nie będzie szanował drugiego człowieka.
Ale najbardziej brzydzę się tym naiwnym pacyfizmem. "Nie będzie wojen." A skąd to mamy, do ciężkiej cholery, wiedzieć? "La belle epoque". Tak współcześni nazwali schyłek XIX wieku i początek XX, przełom między epokami. W ich odczuciu XX wiek miał być kolejnym "Złotym wiekiem". Oto mija wszelkie cierpienie! Postęp techniczny sprawi, że nie będziemy odczuwać bólu! Mamy przecież demokrację, wymarzony ustrój! Człowiek powiedział: "Boże, obejdę się bez Ciebe!" Dla nas XX wiek to niemal piekło wypełnione totalitaryzmami. "La belle epoque" zakończyła I wojna światowa. Największa rzeź jaką widziała ludzkość. Uwielbiana przez pozytywistów technika posłużyła do tego, żeby skuteczniej, szybciej i więcej zabijać. Bóg odpowiedział: "Tak? No, to zobaczymy..." A dwudziestolecie międzywojenne? Jakiś czas temu wpadł mi w ręce artykuł Wieniawy-Długoszowskiego, w którym gromi on kawarnianych politykierów, którzy wieszczą koniec wszelkich wojen po tej światowej, najstraszniejszej. W początku lat trzydziestych, kiedy Europa zbroiła się na potęgę. W Międzywojniu, kiedy stopień zmilitaryzowania społeczeństw osiągnął apogeum. (Większy był chyba tylko we Francji, w czasie Wielkiej Rewolucji.) No i przyszła druga wojna powszechna. Jeszcze gorsza od pierwszej. A dzisiaj? Te same prognozy: Nie, no, teraz to musi byc już lepiej, wreszcie mozemy budować świetlaną przyszłość. Do trzech razy sztuka, jak mawiają...
Brak wojen - brak historii? Wątpliwe. Przyszłe pokolenia będą się nabijać z naszej głupoty. A historycy nadal będą mieli pełne ręce roboty. W dawaniu ludziom odpowiedzi na takie pytania: "Babciu, ty naprawdę myślałaś, że świat może istnieć bez wojny? Jak mogłaś być tak naiwna!"
A tak na koniec: Ezekielu, podobno jacyś szaleni prawicowi blogerzy chcą Cię do czegoś przekonać. Nie martw się! Ja nie zamierzam. Ja po prostu lubię opium dla mas. Każdy lubi czasem zapalić sobie jointa.
P. S.: Jeszcze słówko o lewicowych "wyższych ideach". Czy nie jest chichotem historii (ba, nawet rubasznym śmiechem) fakt, że Karol Marks, który też potępiał wszystkie "wyższe wartości" w imię materializmu (zupełnie jak ezekiel) stworzył ideologię, która tak skutecznie zatruwała ludzkie umysły?


Komentarze
Pokaż komentarze (10)