W Lublinie odbywa się międzynarodowa konferencja na temat przyszłości i przeszłości socjaldemokracji na przełomie XXI wieku. Muszę przyznać, że nie jestem jej uczestnikiem, ani nawet słuchaczem, ale sam temat niniejszego spotkania siłą rzeczy musi dawać sporo do myślenia.
Lewica się chwieje. W Europie, naturalnie. W Szwecji doznaje właśnie druzgocącej klęski, na Węgrzech już zaznała, a PR-owsko-ideologiczny reżim Zapatero w świetle sondaży też nie prezentuje się najlepiej. Nawet w Grecji fala protestów, która jeszcze nie tak dawno zajmowała media, była w gruncie rzeczy wyrazem wściekłości wobec lewicowych rządów, które zepchnęły państwo w otchłań kryzysu. U nas najradykalniejszy lewicowy nurt, a więc antykościelny i możliwie najbardziej postępowy wkracza, jak się zdaje, w swój „Złoty wiek”. Tak przynajmniej przewidują to wszyscy politolodzy, dziennikarze i wszystkie „mądre głowy” (i niemądre też) znane nam z ekranów telewizorów. I to niezależnie od prezentowanych przez siebie poglądów. Co prawda przewidywanie przyszłości zazwyczaj wiąże się z dużym ryzykiem błędu, jednak wszystko wskazuje, że tym razem diagnozy są słuszne. Polacy są zmęczeni dualistycznym, partyjnym podziałem sceny politycznej. Mają dość wybierania mniejszego zła i straszenia przebrzydłym Kaczyńskim. Chcą alternatywy. Mają też, jak wskazuje Gazeta Wyborcza, dość Kościoła za sprawą uwikłania duchownych w politykę, a nawet tego uwikłania… Braku (bierność hierarchii kościelnej w czasie „awantury o krzyż”). Gazeta Wszechwiedząca tu się jednak myli. Igor Janke słusznie powołuje się na sondaże świadczące o odpływie wiernych z kościołów. Konsumpcjonizm, niski poziom nauczania religii, niechęć wielu duchownych do pobudzania aktywności religijnej wiernych i zwykłe lenistwo („Nie idę do kościoła bo mi się nie chce. Bo tam jest nudno.”) robią swoje. Tym samym tracić zaczynają wartości i tradycja, a wraz z nimi ta część sceny politycznej, która się do nich w naturalny sposób odwołuje – prawica.
Sama prawica jest od dawna w kryzysie. Właściwie nie istnieje, bo wszyscy politycy i cały elektorat został pożarty przez PiS. Nie ma mowy o odmiennych koncepcjach, poglądach, czy choćby deklaracjach organizacji prawicowych. Tylko ta partia reprezentuje prawicę w mediach, a więc to trochę tak, jakby prawicą była. Nawet Marek Jurek, które w mediach pojawia się nader często jest ukazywany przede wszystkim jako ciekawostka, ten, który przeciwstawił się Prezesowi i odszedł z PiS. (W podobny sposób traktowani są też ci politycy PiS-u, którzy popadli w niełaskę straszliwego Kaczora.) Żadne alternatywne inicjatywy nie mogą się przebić. Albo nie mają takiej ambicji. Są za słabe, nieskonsolidowane, nie mają zaplecza politycznego i medialnego. Przecież znaczna większość polskich elit jest albo lewicowa, albo liberalna, co sprawia, że „prawa strona” nie ma szans zaistnieć w mediach. Z powodzeniem może za to Owsiak hołubiący elity i nie ukrywający swojej „postępowości”. Nie wspominając już o pewnej słabości intelektualnej polskiej prawicy, bo od dawna ma ona trudność z dotarciem do młodzieży. A ta wydaje się chętniej głosować na Napieralskiego. Fajnego faceta strzelającego na prawo i lewo pustymi, populistycznymi sloganami.
Na płaszczyźnie politycznej widać w Europie Zachodniej pierwsze symptomy powrotu prawicy. Naturalnie, nie świadczy to na pewno o jej sile w przyszłości, ale ta tendencja bez wątpienia staje się coraz wyraźniejsza. Także kryzys Kościoła może wydawać się niekiedy mniej dramatyczny. Społeczeństwa zachodnie zaczynają się czuć trochę zmęczone brakiem wartości i rozszalałym konsumpcjonizmem. To z pozoru o niczym jeszcze nie świadczy, może jednak przerodzić się w szersze zjawisko.
U nas, jak zwykle, wszystko na odwrót.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)