Wielu chciałoby być dzisiaj złymi prorokami.
Głównie na Salonie24. Ja też. Bo wielu pisało i zwracało uwagę na tak prosty fakt, że słowa i czyny dzieli bardzo cienka granica. I jak zwykle dziś wszyscy umywają ręce. Że takie rzeczy się przecież zdarzają, że to „tragiczny wypadek”. To wszystko już było. Wszystkie podobne hasła już padły. Już w sumie dziwię się własnej naiwności, gdy siadam przed telewizorem i myślę, że teraz to już nikt nie będzie rozmywał odpowiedzialności. A tu znowu niespodzianka. I co z tego, że to nielogiczne? Głupie? Ludzie to kupią.
Na koniec tylko jedna analogia:
W 1922 r. zamordowano prezydenta Gabriela Narutowicza. Dokonał tego Eligiusz Niewiadomski. Artysta, intelektualista, wzór uczciwości, urzędnik. Jego też oskarżano o to, że był szaleńcem. A z jego słów wynika, że doskonale wiedział co robi. Wtedy prezydent stał się ofiarą politycznej histerii, dziś określiliśmy to mianem „nagonki”. Zupełnie jak dzisiaj. I wtedy też Narutowicz zmarł „w zastępstwie”. Za Piłsudskiego. Dziś miał zginąć Kaczyński.
Niedługo później wynoszono Niewiadomskiego na piedestał. Czekam tylko, aż to się powtórzy z Ryszardem C.


Komentarze
Pokaż komentarze