Horatius Horatius
214
BLOG

W sprawie Katynia

Horatius Horatius Polityka Obserwuj notkę 2

Jest niemal pewne, że stoi przed nami największa jak do tej pory szansa na rozpoczęcie realnego dialogu o Katyniu. I całkiem możliwe, że ją stracimy.

 
Analitycy są pewni – Rosja chce się otworzyć na Zachód. Naturalnie, nie tak jak my to postrzegamy. Chce to zrobić na swój sposób, czyli „tak trochę”. Nie zależy jej na „demokratyzacji”, „wolności słowa” i innych mrzonkach. Wielki Niedźwiedź chce się rozwijać gospodarczo, a naturalnym rosyjskim rynkiem zbytu jest (i zawsze była) Europa.
 
A więc Moskwa chce postawić jedną nogę w Europie, ale zrobić to na tyle stanowczo, aby mocno stać. A najkrótsza droga wiedzie przez Polskę. Pod tym względem od wieków niewiele się zmieniło. Tyle tylko, że dotąd parła na Zachód w sposób militarny, aby wykorzystać geopolityczne walory Polski, a dziś dąży w stronę Europy Zachodniej raczej na płaszczyźnie polityczno-gospodarczej.
 
Rosji więc zależy. A nam? Też. Chcemy w Światłej Europie wyglądać co najmniej tak światle jak ona sama, więc musimy być wobec wszystkich mili i przyjacielscy. Jak nie, to będziemy traktowani bardziej jak zaściankowy kuzyn niż partner zza miedzy. Pytanie brzmi: Czy musimy tym samym rezygnować z naszych interesów?
 
Nie. Możemy wykorzystać starania Rosji dla własnych celów. Na przykład do uzyskania dostępu do akt, które wciąż leżą w rosyjskich archiwach. Do rehabilitacji ofiar Katynia i ich godnego upamiętnienia. Nie twierdzę, że to będzie łatwe, ale że jest to osiągalne. Trzeba jedynie podjąć grę i zadbać o ustalenie nowych warunków. To od nas zależy, czy będziemy pomostem między Rosją a Europą Zachodnią, czy Niedźwiedź będzie musiał się trochę nagimnastykować, żeby dobrać się do miodu. Nie uważam przecież, że jesteśmy w tym przypadku niezbędnym ogniwem, ale najlepszą opcją. Rosja nie ma dobrej prasy na Zachodzie, a najłatwiej jest jej ocieplać swój wizerunek przez pewne gesty dotyczące naszego kraju. Szczególnie po 10 kwietnia.
 
Wielu zwraca uwagę, że nie ma ze strony Kremla tak dobrych chęci, jak w przypadku Niemiec, więc nie może być mowy o prawdziwym godzeniu się. Bez wątpienia tak jest. Nie można powiedzieć, że rzeczywiste pojednanie jest Rosji w ogóle potrzebne. A nam? Czy naprawdę musimy się z Rosjanami od razu „bratać”? Przecież z rosyjskim społeczeństwem już od dłuższego czasu jesteśmy „zbratani”. Co innego rosyjska władza, ale ta jest raczej skłonna patrzeć na nas raczej jako na narzędzia swojej woli. Zatem „pojednanie”, o którym ciągle mowa dotyczy tak na dobrą sprawę wyłącznie elit władzy. A to nie jest korzystne, a wręcz może być ryzykowne. Nikt przecież nie mówił, że scenariusz z XVIII wieku nie może się powtórzyć. (Przypominam: Rosja w tym czasie niemal całkowicie podporządkowała sobie nasze polityczne elity, co ostatecznie doprowadziło do wchłonięcia znacznej części Rzeczypospolitej przez Imperium Rosyjskie.)
 
Potrzebujemy realnych działań, ale takich, które będą nam na rękę. Możemy dać Rosji potwierdzenie jej propagandowej linii w zamian za realne korzyści polityczne, w tym za możliwość ostatecznego odkłamania zbrodni katyńskiej.
 
Problem polega na tym, że u nas we wsi nikt tak nie myśli. Wszyscy biorą z dziecinną naiwnością to, co powinno ograniczać się tylko do wizerunkowych zabiegów. (A przynajmniej robią wszystko, żeby dowieźć, że tak myślą.) Po co? Nie będę po raz kolejny przytaczał argumentów o „narodowej zdradzie”, to bez sensu. (Choć nie zaprzeczam, że prywatne interesy naszych polityków odgrywają tu istotną rolę, zapewne jednak w inny sposób niż się nam to wydaje.) Ważniejsze jest jednak to, że nasza polityka zagraniczna jest wyłącznie miałka. Brakuje nam możliwości kreowania wizerunku naszego kraju na świecie, i to na wszystkich płaszczyznach: od polityki zagranicznej, po historyczną (kłania się mit Polaka-antysemity i Polaka-kolaboranta). W konsekwencji opinie na temat naszej polityki zagranicznej przypominają to, co my nazywamy „wymachiwanie szabelką”. Inni też to robią. Ba, wymachują nawet potężnymi mieczyskami! Ale robią to inny sposób, subtelniej. Jakby walczyli szpadą. Podobnych braków jest wiele: Brak koncepcji, brak jednolitej linii w polityce zagranicznej, brak wybitnych przywódców.
 
A przede wszystkim brak chęci. Przed 1989 rokiem Katyń był jednym z najistotniejszych kół napędowych przemian politycznych. Po okrągłym stole o nim zapomnieliśmy. Dla polityków jest tym, czym i dla gimnazjalistów – kolejną data z historii Polski, którą odświeżamy (albo i nie) z okazji tej czy innej rocznicy. Dlatego mord katyński nie odmieni naszej polityki zagranicznej, tak jak odmienił wewnętrzną.

 

 

Horatius
O mnie Horatius

Najlepiej przekonać się jakie mam poglądy czytając moje teksty.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka