Horatius Horatius
264
BLOG

Lewica nie potrafi stanąć ponad podziałami

Horatius Horatius Rozmaitości Obserwuj notkę 1

Lubelska lewica nie chce nazwania jednego z lubelskich placów imieniem Lecha Kaczyńskiego.

 
Lech Kaczyński nie był ani wybitnym prezydentem, ani znaczącym działaczem opozycji Solidarnościowej, a tworzenie jego legendy ma bezpośredni związek z poruszeniem wywołanym ‘katastrofą smoleńską’. W związku z powyższym można odnieść wrażenie, iż nadawanie jego imienia obiektom miejskim, jest podyktowane przesłankami politycznymi, a nie historycznymi.” – twierdzi Federacja Młodych Socjaldemokratów, młodzieżowa przybudówka SLD. Młodzi socjaldemokraci twierdzą, że Lech Kaczyński tak naprawdę nic ważnego dla Polski nie zrobił, a dla Lublina to już w ogóle i że nie można zrównywać z Józefem Piłsudskim, ani Janem Pawłem II. Dzielnie reprezentując „część opinii publicznej Koziego Grodu” stwierdzają, że uczczenia wymaga zbiorowość (ofiary katastrofy), „a nie tylko wybrany przez nich ‘reprezentant’” i obawiając się „osłabiania więzi z miastem przez mieszkańców, którzy takich decyzji nie pochwalają” wzywa do nadania nazwy nie zmarłego prezydenta, ale „Ofiar Katastrofy Smoleńskiej”. Socjaldemokraci nie mogą się także powstrzymać od stwierdzenia, że „zaznaczenia wymaga również fakt, iż do tej pory nie zostały w pełni wyjaśnione okoliczności katastrofy, a co za tym idzie nie wykluczono teorii mówiącej o wywieraniu nacisku na pilotów i ewentualnej współodpowiedzialności Prezydenta za katastrofę”*.
 
Mocno subiektywne sądy. Skoro FMS tak bardzo dba o wspólnotę i drży przed „osłabieniem więzi z miastem” przez mieszkańców to może mogło by zrezygnować z politycznej poprawności i gorliwego przytakiwania „tak, to na pewno wina Kaczyńskiego”? Bo jeszcze moja więź z miastem ulegnie osłabieniu. Bo dla mnie na przykład Lech Kaczyński mógł być całkiem niezłym prezydentem. Może nie fenomenalnym, ale na pewno lepszym niż poprzednicy. A może niektórzy oceniają go lepiej? Albo nawet twierdzą, że był czołowym działaczem „Solidarności”! A przecież FMS bardzo dba o prawa mniejszości, co ilustrują słowa o „części opinii publicznej”. Ja też jestem taką częścią. I zapewne znalazło by się w naszym mieście jeszcze trochę takich, którzy są podobnego zdania. I wszyscy stanowimy taką część. I co teraz? Nas też młodzi socjaldemokraci wezmą gorliwie w obronę? Nie? Dlaczego?
 
Ups! Przybudówce SLD coś się „wymckło”. Czyli jednak Lech Kaczyński był reprezentantem zbiorowości, prezydentem Rzeczpospolitej Polskiej wybranym w wolnych wyborach przez całe społeczeństwo/naród (skreślić co tam kto woli). Niezła wpadka. Lepiej by było tego nie napisać. Teraz jest moda na twierdzenie, że PiS jest anarchiczny, bo odmawia legalnemu, wybranemu w demokratycznych wyborach rządowi prawa do rządzenia. Czyli to jednak był „reprezentant”. I jako taki właśnie zginął. Nie jako prywatna osoba, polityk tej czy innej partii, tylko prezydent RP. Naszego państwa, wybrany przez nasze społeczeństwo. To dlatego zdjęcia pary prezydenckiej były przedstawiane z biało-czerwoną obwódką. Reprezentant całej naszej wspólnoty. W skład której wchodzi też Lublin. A o masy socjaldemokraci dbają jak nikt inny. Jak widać.
 
Tak bezstronno-stronniczego tekstu dawno nie czytałem. Młodzi lewicowcy! Zdecydujcie się w końcu! Albo stajecie ponad podziałami, albo reprezentujecie „część opinii publicznej”. Nie da się jednocześnie hołubić wszystkich i wybranych. Albo się wybiera apolityczne stanowisko ( odrzucając „przesłanki polityczne, a nie historyczne”) i dba się, żeby nikomu nie nadepnąć na odcisk, albo reprezentuje sie wybraną opcję polityczną i ideologiczną. Nie da się zjeść ciastka i go mieć.
 
Nie tylko SLD-owska młodzież protestuje. Oburzył się też w swojej zbiorowej mądrości Kolektyw „Tektura” skupiony wokół Przestrzeni Działań Twórczych „Tektura”. To środowisko słynie nie tylko z ambitnych inicjatyw kultury alternatywnej (osławiony plakat ze Stalinem i ofiarami Katynia), ale także z lewicowego usposobienia (wyrażającego się np. przez wyświetlanie filmów gloryfikujących Frakcję Czerwonej Armii).
 
A oto i oświadczenie: „Pragniemy wyrazić zaniepokojenie planami nazwania przez radych Prawa i Sprawiedliwości skweru znajdującego się w okolicy Centrum Kultury imieniem Lecha Kaczyńskiego. Uważamy, że nomenklatura polityczna w nazewnictwie miejsc publicznych nie przystaje w tym wypadku do charakteru placu. Wspomniana przestrzeń ma z założenia pełnić funkcję rekreacyjną. Nazwanie placu imieniem tragicznie zmarłego prezydenta burzy neutralność przestrzeni kojarzonej z radością, wypoczynkiem, sprzyjającej oderwaniu się od codziennych problemów i politycznych sporów.
Uważamy, że dobrym rozwiązaniem wyboru nazwy skweru byłoby przeprowadzenie plebiscytu wśród mieszkańców Lublina. Łączy się to z ideą miasta otwartego, w którym mieszkańcy współtworzą i współdecydują o przestrzeni, w której żyją.”**
 
No, już trochę lepiej. Przynajmniej Tektura potrafi jasno powiedzieć czego chce. I rozwiązanie kompromisowe wymyśleć – „plebiscyt”. W sumie nawet nie byłoby się do czego przyczepić, gdyby nie…
 
Aż zacytuję jeszcze raz. „Wspomniana przestrzeń ma z założenia pełnić funkcję rekreacyjną. Nazwanie placu imieniem tragicznie zmarłego prezydenta burzy neutralność przestrzeni kojarzonej z radością, wypoczynkiem, sprzyjającej oderwaniu się od codziennych problemów i politycznych sporów.” No tak. Bo przecież trzeba zapomnieć. Zabawić się. Pogrillować. A tu trauma zagląda w oczy. Bo Lublinianie to wrażliwi ludzie są. A nuż się popłaczą…
 
Tak narzekamy, że wszystkie nasze pomniki i miejsca pamięci są smutne i zieją grobowym powietrzem na kilometr. Cóż, taką mamy historię. A może by to przełamać? Może by tak pokazać nie śmierć, ale życie i właśnie w ten sposób uczcić zmarłych? Nazwanie placu imieniem najdostojniejszego z nich nie przeszkadza uczczeniu reszty. Jedno pociąga za sobą drugie, to chyba normalne. Można by pokazać, że to byli ciepli, aktywni ludzie, społecznicy i politycy z „prawa i lewa” (jak to określa FMS). I że Lech Kaczyński też taki był. A może powinna to zrobić właśnie „Tektura”? To byłby naprawdę nowatorski i alternatywny projekt łamiący dotychczasowe konwencje. I pożyteczny. Ale łatwiej zasłonić się „neutralnością”. Łatwiej zamknąć usta niż mówić.
 
Jak widać nie tylko prawica i PiS „mąci” i prowadzi „wojnę polsko-polską”. Lewica też nie potrafi łączyć i nie wciska stokrotek w lufy karabinów. Też potrafi okopać się na ideowo-politycznych stanowiskach i nie oddawać ani guzika. Nawet, gdy śmierć zagląda w oczy. Śmierć z lotniska w Smoleńsku. Naprawdę żałuję, że ta katastrofa nie mogła nas pojednać. Teraz dochodzę do wniosku, że już chyba nic nie może.
 
A na koniec drobna refleksja. Wyobraźmy sobie następującą sytuację: Rozbija się samolot z głową państwa na pokładzie. Nie ważne czy spada na terenie Polski czy Rosji. Liczy się, że prezydent nie krył swoich lewicowych sympatii, a już najlepiej, żeby był wegetarianinem i ekologiem. Następnie radni Koziego Grodu uchwalają nazwanie jednego z placów/jednej z lubelskich ulic jego imieniem. Ja nie miałbym nic przeciwko. Czy i wtedy lewicowe środowiska zakrzyknęły by jak jeden mąż, że tak nie można? Czy odwoływano by się do rzekomej apolityczności czy „neutralności” i nawoływano by do powrotu do grillowania?
 
Wątpliwe.
 
 
 
 
________________
 
* Żeby nie zarzucać mi „tendencyjności” i „wycinania zdań z kontekstu” radzę zapoznać się z treścią:
 
**
 
 
Horatius
O mnie Horatius

Najlepiej przekonać się jakie mam poglądy czytając moje teksty.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Rozmaitości