Niedawno z dużą przyjemnością wróciłem do opowiadania Andrzeja Sapkowskiego „W leju po bombie”. Z każdą kolejną stroną docierało do mnie, że jest bardziej aktualne, niż kiedykolwiek.
Nie mogę się zdecydować czy lubię political fiction czy nie. Jedne historie mi jakoś podchodzą, a inne w ogóle nie. „W leju po bombie” jest dla mnie po prostu świetne. (Może to przez analogie do II RP?) Fakt, trochę zalatuje antyklerykalizmem, trochę hiperbolizuje te i owe stereotypy, miejscami przebija się nawet polityczna poprawność ale tak w ogóle to historia się klei, ciekawa, postacie wyraziste. Jednym słowem – styl Sapkowskiego. Założę się jednak, że autorowi nie wydawało się nigdy, że kiedykolwiek to może się ziścić.
Oglądam dziś „Wiadomości” a tu bach! Polskie dzieci zostały okrzyknięte na Litwie Hitlerjugend i w ogóle V kolumną. I to tylko o dzieciach. Ciekaw jestem jak niedługo litewskie media zaczną określać dorosłych Polaków. Jestem w stanie zrozumieć, że według tych czy innych badań Litwini to wymierający naród i zaczynają się obawiać o przyszłość. Jestem w stanie zrozumieć, że wymagają od mieszkających tam Polaków lojalności wobec litewskiego państwa. Sam wymagałbym tego samego od Litwinów w Polsce, więc sprawa jest chyba jasna. Ale wojującego litewskiego nacjonalizmu nie możemy tolerować, bo w przeciwnym razie prędzej czy później obróci się on przeciwko nam. Druga część składowa dawnej Rzeczpospolitej Obojga Narodów ma do nas wyraźny uraz i obarcza nas winą za chyba wszystko o co tylko może. Jeśli radykalniej język, to zradykalnieją też czyny. Jeśli nie powiemy teraz „sprzeciw”, to później będzie za późno.
Muszę przyznać, że boli mnie historyczny konflikt z Litwinami. Mamy chyba najlepszy mit założycielski, jaki tylko może posłużyć do utrzymywania dobrych relacji. Razem zdołaliśmy utworzyć najpotężniejsze państwo w skali całego regionu, razem zapisaliśmy naprawdę piękną kartę w historii obu narodów. Ale ten mit trzeba na nowo odkryć. Odkurzyć, postawić w widocznym miejscu, pochełpić się nim. A to nie przejdzie. Po pierwsze, to najpiękniejszego okresu w dziejach Polski – I RP, wszyscy się nie wiedzieć czemu wstydzimy. Pod drugie, okrzyknięto by to z miejsca jako „wszechpolski nacjonalizm”, albo coś podobnego. A skoro sami nie jesteśmy do tego przekonani, to jak tu przekonywać Litwinów? Szczególnie, że rząd już dawno puścił w diabły koncepcję jagiellońską i ogląda się bezradnie na Unię Europejską, co Wilno już od dłuższego czasu ma nam za złe. Jednym słowem: Jest źle i będzie jeszcze gorzej.
W opowiadaniu Sapkowskiego nie to wydaje się jednak najważniejsze. To nie szaulisi w Suwałkach są tam tak naprawdę szokującym faktem. Najgorsze jest to, że polskie państwo w praktyce nie działa. Z Litwinami walczą Amerykanie i Freikorpsy (!) zamiast polskiej armii, która jest w Iraku (skąd to znamy?). Domy ochrania nie policja, tylko Straż Obywatelska i Samoobrona Chłopska, a o jakimkolwiek polskim rządzie ni widu ni słychu. Nic chyba tak nie obnażyło słabości polskiego państwa jak katastrofa smoleńska. Jak nic innego dowiodła, że to nie państwo jest dla obywateli, ale obywatele dla państwa, że nie wypełnia wobec nich swoich podstawowych obowiązków zadowalając się monolitycznym trwaniem. Już doszło do przewartościowania wartości jaką jest państwo. Nasza armia już cała jest za granicą, a nasz rząd nie potrafi upomnieć się o swoje za granicą.
To jak? Ockniemy się w leju po bombie?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)