Wydawało się, że apogeum sporu politycznego w naszym kraju już minęło. Wszyscy (włącznie z politykami) narzekamy na agresywność polskiej polityki. Dzisiejsze deklaracje świadczą o tym, że to dopiero początek.
- Zero tolerancji dla PiS! - oświadczają politycy Platformy Obywatelskiej. Faktem jest, że ostatnio PO bardzo się rozleniwiło. Ciągłe hołubienie przez media i załatwianie przez salony tego, co nazywa się partyjną propagandą każdego by uśpiło. Ale stało się to, co zawsze PO niepokoi. Właściwie jest to jedyna rzecz, która jest w stanie zaburzyć typowo platformerski błogostan. Słupki idą w dół. A że naszym sondarzowniom nie najlepiej idzie oddawanie rzeczywistości, to naprawdę musi być nędznie. Straszne… Trzeba zewrzeć szeregi i ruszyć w bój! Niestety, trzeba przyznać rację jednej z czołowych twarzy PiS, że ostro to już było. Zginął człowiek. W mediach mord polityczny przeszedł jednak łagodniej niż niedawny cytat z Herberta. Kolejne, dobrze nam znane: „Rodacy, nic się nie stało!”
A Platforma ma już sojusznika w postaci SLD. Ta odmawia PiS-owi demokratycznego mandatu. (Zdumiewające. Jak PiS mówi podobne rzeczy to jest „faszystowski”.) Powód? PiS jest za mało demokratyczny. Za to bardzo demokratyczne jest delegalizowanie politycznego rywala. To spełnia wszystkie standardy tego najlepszego ze wszystkich ustrojów. A do tego to bardzo tolerancyjne. Zapewne gdyby SLD postępowało jak partia opozycyjna wiedziałoby, że zadaniem opozycji jest krytykować i wytykać błędy. SLD nie musi być jednak w pełni opozycyjna. Jeśli wspomniane już słupki PO trochę się skurczą a te czerwone wzrosną, to a nuż zawiąże się jakaś koalicja? I tak SLD od dłuższego czasu w drogę PO nie wchodzi, za to słabszemu wymierzy kuksańca.
PiS-u też nie mam zamiaru bronić. Od dawna idzie przez politykę w rewolucyjnym stylu. „Rewolucyjny” nie oznacza, że Kaczyński wiedzie lud na barykady. Polacy są tak poirytowani kondycją państwa, że nie trzeba wiele, żeby sami na nie poszli. PiS-owska rewolucyjność polega na nieustannym zagrzewaniu do walki i wzywaniu, żeby elektorat dawał z siebie wszystko. Medialnie mają pod górkę. Zgoda. Ale to nie usprawiedliwia braku koncepcji i wchodzenia w zastawioną pułapkę. Od dawna było wiadome, że to, co powie Kaczyński musi być trzy razy przemyślane, bo zostanie skrupulatnie wykorzystane przeciwko nim. A jednak jakoś nikt w PiS-ie się tym nie przejmuje. Podobnie jak nikt z PiS-owców nie stara się obrócić koła fortuny. Gdyby nie smoleńska rocznica i, co ważniejsze, konsolidacja prawicy wokół walki o prawdę smoleńską, to z politycznego poparcia nic by nie było. Z resztą, radykalizm PiS zawsze pozostaje w sferze deklaracji. Odejście z tej partii Marka Jurka było najlepszym przykładem, a od tamtej pory raczej nic się nie zmieniło.
Poziom partyjnej dyskusji dawno osiągnął dno. Obecnie politycy starają się je przekroczyć wgryzając się w zalegającym na nim bagnisty muł. Warto się zastanowić co będzie dalej? Powtórzymy sposoby znane z dwudziestolecia międzywojennego, kiedy to napięcie polityczne znajdowało ujście na ulicy? Kiedy rozwiązywano podobne kwestie przy użyciu pięści, a nawet noża? Nie ma tu co narzekać, że „PiS wyciąga ludzi na ulicę”. Przy tak podgrzanej atmosferze sami wychodzą. Tak jak sami wychodzili na Krakowskie Przedmieście. W taki sam sposób wychodzili ich przeciwnicy. Lżenie staruszek pod pałacem prezydenckim było extremum, nikt jednak nie zagwarantuje, że to się nie powtórzy. Forum znów moze stać się ringiem.
Mamy taką politykę na jaką się godzimy i takich polityków na jakich się godzimy. Czas przestać przyzwalać na odbieganie od demokratycznych standardów. (Bynajmniej nie chodzi mi o to, co rozumie przez to pojęcie SLD.) Czas przestać być grzecznymi wyborcami. Czas przestawać wybierać „mniejsze zło”, jak to niektórzy nazywają. Tą lepszą partię z tych gorszych. Czas odwołać się do ostatecznej instancji, jaka może zburzyć wygodę kasty politycznej. Czas odwołać się do wyjątkowej formy obywatelskiego sprzeciwu.
Czas przestać chodzić na wybory. W ogóle. Z frekwencją u nas nie najlepiej, ale do wyborczej rozpaczy jeszcze daleko. Widać trzeba osiągnąć dno, żeby się od niego odbić. A ja wolę wyborcze dno, niż polityczne bagno.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)