Gdybania na temat zapowiadanego filmu Andrzeja Wajdy nie mają końca. Zarzuca się mu, że wypaczy prawdę historyczną i przedstawi zmitologizowany wizerunek Lecha Wałęsy. Będzie to można jednak ocenić dopiero, gdy się ukaże. Dzisiaj możemy mówić wyłącznie o oczekiwaniach.
A oczekiwania, którym Wajda od dawien dawna wydaje się ulegać, są całkiem proste. Jak nawołuje Jacek Żakowski: „A są tematy, które wielki reżyser może nam opowiedzieć w sposób świeży - jak w >Kanale<, >Popiele i diamencie<, >Niewinnych czarodziejach<, >Wszystko na sprzedaż<, >Bez znieczulenia< czy >Człowieku z marmuru<. To były wielkie filmy nie dlatego, że były to dobre filmy, ale dlatego, że mówiły ludziom bardzo ważne rzeczy o epokach, w których powstawały. W istocie rzeczy to wielkie społeczno-filozoficzne eseje, które kształtowały wrażliwość i świat Polaków.” I dalej: „Mistrzu, proszę, nie opowiadaj nam historii, którą wszyscy znamy i której chwilowo mamy po dziurki w nosie. Opowiedz nam historię, której nam potrzeba. Jak kiedyś.”* Czemu się z tymi słowami nie zgodzić? Funkcją sztuki jest wprowadzanie w duszę odbiorcy niepokoju intelektualnego, zmuszanie go do przemyślenia tego, co dane dzieło ze sobą niesie. Szczególną rolę odgrywa w tym przypadku film historyczny. Powinien on zmuszać widza do przemyślenia jakiegoś wydarzenia historycznego czy postaci, skonfrontowania historii z rzeczywistością i wyciągnięcia wniosków.
Gdyby tych słów nie napisał J. Żakowski, to spodziewałbym się, że właśnie to ma on na myśli – skonfrontowanie przeszłości z teraźniejszością, rozliczenie i przerobienie tego, czego jeszcze nie skonfrontowaliśmy ze sobą. A jednak wątpię, żeby Żakowski zachęcał do zmierzenia się z własną historią. Do tego potrzeba by filmu ściśle (a przynajmniej tak bardzo jak to możliwe) ukazującego stan wiedzy dotyczącej jakiegoś wydarzenia, opisującego fakty historyczne lub naświetlającego braki. A zarówno Żakowski, jak i Wajda („Nie potrafię zaakceptować faktu, że bohater >Solidarności<, człowiek, który odegrał tak znaczącą rolę w historii, jest dzisiaj w Polsce atakowany przez ludzi, którzy w porównaniu z nim są nikim, przyszli znikąd i reprezentują najgorszą część naszego społeczeństwa”**) z góry przekreślają jakoby nasz były prezydent miał być TW „Bolkiem”. Stąd jest wysoce wątpliwe, żeby w zapowiadanym filmie pojawiło się miejsce na wątpliwość, czy choćby zaprezentowanie sporu, przeciwstawnych racji i argumentów, tak historycznych, jak moralnych. Wszystko wskazuje, „My, Naród” (a więc, jak sugeruje tytuł, obraz skierowany do nas wszystkich) nie zmusi nas do pochylenia się nad mroczniejszymi kartami w życiu wąsatego Pana, czy przemyślenia dotyczącego ich sporu. Będzie głosem w dyskusji, a nie arbitralną próbą spojrzenia nad nią z dystansu, jakiej oczekiwalibyśmy od artysty.
Oczekiwania wobec filmu o Wałęsie należy zatem umieścić w innym kontekście. Casus sprawy „Bolka” pokazuje, że racje historyczne zejdą w nim raczej na drugi plan. To nie będzie film o przeszłości, ale raczej o teraźniejszości. O naszej mentalności tu i teraz, ale nie w kontekście „było” i „jest”.
Co pozwala mi wysnuwać tak śmiałe tezy? Wypowiedzi samego Wajdy: „Newsweek: Przecież zawsze pan mówił, że trzeba przypominać, kim jesteśmy i skąd przyszliśmy.
Andrzej Wajda:Ale to nie powinno prowadzić do strachu przed obcymi, bo tak rodzą się demony nacjonalizmu. Umundurować się, powiewać biało-czerwonymi flagami, aby na pierwszy rzut oka było widać, że to my. Przeżyłem na własnej skórze dwa systemy totalitarne i uważam, że Polakom nie może się nic gorszego przytrafić niż jednomyślność jako forma patriotyzmu.”**
Andrzej Wajda:Ale to nie powinno prowadzić do strachu przed obcymi, bo tak rodzą się demony nacjonalizmu. Umundurować się, powiewać biało-czerwonymi flagami, aby na pierwszy rzut oka było widać, że to my. Przeżyłem na własnej skórze dwa systemy totalitarne i uważam, że Polakom nie może się nic gorszego przytrafić niż jednomyślność jako forma patriotyzmu.”**
Odpowiedź jest całkiem prosta. „My, Naród” będzie filmem prezentującym światu nasze postkolonialne zagubienie. Sądzę, że będzie w nim pobrzmiewał brak tożsamości. Z jednej strony solidarnościowy mit, a z drugiej niechęć do biało-czerwonych flag. Nie jestem w stanie przewidzieć jak Wajda pogodzi te dwa tak przeciwstawne aspekty, ale idę o zakład, że nie zdoła uniknąć tej sprzeczności. Jeśli zrobi film zbyt „narodowy” i patriotyczny zostanie potępiony jako nacjonalista. A jednak „Solidarność” niosła ze sobą istotne przesłanie narodowe, nie tylko związane z sytuacją ówczesnego „tu i teraz”.
Od zrelatywizowania patriotyzmu (a co za tym idzie zagubienia własnej tożsamości) w filmie najważniejszy będzie jednak sam Wałęsa. A jak zostanie przedstawiony? Należy się po raz kolejny odwołać do słów samego reżysera: „Nie warto zabierać się do niego, jeżeli nie będzie scenariusza i to takiego, który da mi szansę powiedzenia o Lechu tego, co ja bym chciał powiedzieć. Czy pokazać go tak, jak go widzi świat. Bo tutaj go uplątali, umoczyli w jakieś sytuacje, które naprawdę nie mają żadnego znaczenia. Tym bardziej że on się z tego wytłumaczył. I wszystko wskazuje na to, że to, co powiedział, jest prawdą. No, ale to są sytuacje typu -ukradli nie ukradli, ale są zamieszani w kradzież zegarka.”**** Abstrahując od tego, że Wałęsa tak na dobrą sprawę nigdy tego nie wyjaśnił i nieustannie cofał swoje wypowiedzi, to właśnie w tym tkwi sedno rozumienia „My, naród”. On nie będzie opowiadał o Wałęsie tak, jak my go widzimy, tylko jak patrzą na niego inni. Od dwudziestu lat chłoniemy bezkrytycznie wszystko, co płynie do nas z Zachodu. Tak samo postąpimy gdy wypadałoby samodzielnie zabrać głos.
„Katyń” mnie poruszył. Był bardzo ważnym przesłaniem dla świata, wyrazem naszego własnego sposobu patrzenia na naszą historię i zarazem manifestacją naszej własnej tożsamości. Chyba właśnie temu zawdzięcza on swój sukces, nie tylko katastrofie smoleńskiej. Nie wierzę jednak tym, że Wajda wzniesie się tym razem na wyżyny swojego kunsztu, ani że „My, naród” będzie apogeum jego kariery. Ten film mnie nie poruszy. Nie będzie nakręcony dla mnie. Nie będzie z punktu widzenia Polaka-Europejczyka zmagającego się z własną, nierozliczoną historią, ale z perspektywy Europejczyka, człowieka, który równie dobrze mógłby mieszkać w Hiszpanii czy Anglii. Zapewne spełni on życzenia J. Żakowskiego i będzie świadectwem naszych czasów. Epoki w której wolimy patrzeć na wszystko cudzymi oczami.
_____________
*** http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/kultura/wajda--walesa-jest-kosciuszka-naszych-czasow,73531,3



Komentarze
Pokaż komentarze (4)