Horatius Horatius
593
BLOG

Zbrodnia, którą można było przewidzieć

Horatius Horatius Polityka Obserwuj notkę 6

Przelewający się przez Internet huragan opinii i stwierdzeń dotyka chyba wszystkich ważniejszych aspektów norweskiej tragedii. Nie ustają także gdybania na temat tego, czy można było jej uniknąć bądź ją przewidzieć.

 
Najczęściej dotyczą one jednak tylko jednego, góra dwóch argumentów. 1. Prawica rodzi zbrodnię. 2. Religia rodzi zbrodnię. Jak widać są to raczej zdogmatyzowane slogany niż głębokie wynurzenia. Niestety, dyskusja wokół dramatycznych wydarzeń, których doświadczyli niedawno Norwegowie, opiera się głównie na sloganach, a więc pustych hasłach wykrzykiwanych w porywach emocjonalnego uniesienia. Sądzę, że gdyby choćby w przybliżeniu zestawić ze sobą zbrodnie popełniane pod szyldem prawicowości i lewicowości, to raczej ta druga strona miała by w tym niechlubnym rankingu miażdżącą przewagę. Prawica nigdy nie dorobiła się tak romantycznych i krwawych mitów jak chociażby Frakcja Czerwonej Armii. Nie uważam jednak, że prawica jest nieskazitelna. Żeby zbić ten argument wystarczy podać chociażby przykład generała Franco. A jednak twierdzenie, że to prawica jest zawsze śmiertelnie niebezpieczna w czasach, w których wciąż nie można z przyczyn ideologicznych zrównać w świadomości Europejczyków nazizmu z komunizmem jest swoistym kuriozum.
 
Podobnym, pustym sloganem jest to, że „religia prowadzi do wojen”. Zazwyczaj ci, którzy się nim posługują poprzestają na samym stwierdzeniu oczekując pochwał i uznania oraz nie przytaczając żadnych przykładów. No, czasem pojawiają się krucjaty, temat oklepany i mocno wypaczony w zbiorowej świadomości. Problem polega na tym, że, jak uczy nas historia, wojny religijne były istną arkadią w porównaniu z epoką konfliktów ideologicznych, którą otworzyła Wielka Rewolucja Francuska. Nie zmienia to oczywiście faktu, że wojny religijne były okrutne. Niejednokrotnie polski szlachcic nie wahał się wejść do kościoła z szablą pokrytą krwią prawosławnego. Nie widział w tym nic zdrożnego, przecież zabił schizmatyka. A jednak purytanie potrafili puścić wolno pojmanych wrogów pouczając ich w myśl własnych wierzeń i co najwyżej goląc im głowy na znak pokuty. Uderzające, zwłaszcza w porównaniu z pacyfikacją Wandei czy Lyonu lub koszmarem II wojny światowej. Wiadomo, że niejednokrotnie religia była czynnikiem cywilizującym różnej maści konflikty. Czy to właśnie nie przesłanie nowej wiary – chrześcijaństwa, przerobiło dzikich, skorych do rozwiązywania wszelkich sporów siłą wojów w skrępowanych kodeksem honorowym rycerzy?
 
Prawica próbuje nieudolnie odbijać piłeczki którymi jest ostatnio wręcz bombardowana. Na razie jednak brakuje jej argumentów, bo przytłoczone są emocjonalną reakcją wszelkich możliwych krytyków prawicy. A rozentuzjazmowani krytykanci pozwalają sobie obecnie na wszystko. Wiadomo zatem wszem i wobec, że morderca był psychopatą, „chrześcijańskim fundamentalistą”, prawicowcem, nacjonalistą, konserwatystą, przeciwnikiem islamu, syjonistą, neonazistą… Uff. Dużo tego. I to właśnie ta mnogość określeń dowodzi, że w sumie niewiele o nim wiemy, a większość jest wytworem medialnej koniunktury, odwoływania się przez media do skrajnych emocji odbiorców i szukania sensacji. Nie bez grzechu wydają się też norweskie służby. Podawanie profilu psychologicznego podejrzanego w tak szybkim czasie nie należy chyba do szczytu profesjonalizmu. Do sformułowania tak jednoznacznych twierdzeń nie wystarczy przeczytać kilka wpisów na Facebooku lub Twitterze. Do tego trzeba długich rozmów z doświadczonym psychologiem. O wiele lepiej prezentuje się na tym tle nasza policja, która po zatrzymaniu krakowskiego bombera stronią od wszelkich jednostronnych sądów.
 
A poszczególne określenia które dotyczą młodego Norwega mocno się ze sobą gryzą i, delikatnie mówiąc, nie są wcale takie oczywiste. Bo niby skąd wiadomo, że jest szaleńcem? No, bo dopuścił się okrucieństwa – twierdzą zgodnym chórem medialne newsy. A rozsądni, będący w pełni władz umysłowych ludzie nie popełniają zbrodni? Czy wszyscy gestapowcy, SS-mani czy czekiści byli socjopatami? Wątpliwe. Zamach na dzielnicę rządową był drobiazgowo zaplanowany i skrupulatnie zorganizowany. Czy mógł tego dokonać szaleniec? No, może Joker tak. Jednak zamachowiec nim nie jest. To człowiek z krwi i kości. Prawdopodobniejszym rozwiązaniem jest więc ideologiczne zaślepienie. A więc prawicowiec. A skąd to wiadomo? Dziś kryterium posiadania prawicowych poglądów jest dość oczywiste. Wystarczy nie wyznawać lewicowo-liberalnej doktryny. Każdy nacjonalista czy przeciwnik masowej imigracji automatycznie staje po prawej stronie. Według modnych i szanowanych opinii modnych i szanowanych ludzi, a także mediów, prawicowcem był sam Hitler… Cóż, spuśćmy na to zasłonę milczenia i skupmy się na zamachowcu. Nacjonalista? Być może, strzelał w końcu nie do losowo wybranych ludzi, ale do członków młodzieżówki socjaldemokratycznej. „Chrześcijański fundamentalista”? I zabija niewinnych ludzi? Dziwny to chrześcijański tradycjonalista, który studiuje nauki Jezusa, a później morduje ludzi, ale w czasach, gdy w protestanckich wspólnotach wyświęca się na duchownych aktywnych homoseksualistów wszystko jest możliwe. Konserwatysta? Zupełnie nie wiem, jakie przesłanki pozwoliły tak określić Andersa Behringa Breivika, ale chciałbym je poznać. Tylko osoba, która ma dość nikłą wiedzę o konserwatyzmie może wrzucać do jednego worka konserwatystę i nacjonalistę. A do tego człowieka, który na portalu społecznościowym prezentuje swoje zdjęcia w masońskim stroju… To chyba trochę sprzeczne, prawda?
 
Wróćmy jednak do meritum. Czy tą zbrodnię dało się przewidzieć? Bez wątpienia tak. Co prawda wszystkie media zgodnym chórem obwieszczają, że Norwedzy to nadzwyczaj otwarci, mili, gościnni i pacyfistyczni ludzie, ale… Ale chyba coś nam umknęło, skoro do tej tragedii w ogóle doszło i zapewne ten obraz jest trochę zbyt uproszczony i wyidealizowany.
 
Uwzględnić w tym wypadku należy dwa konteksty: europejski i skandynawski. Nie jest tajemnicą, że masowa emigracja doprowadziła w Europie do odrodzenia się nacjonalizmów. Lewicowo-liberalne środowiska przekrzykują się w panicznych, dramatycznych doniesieniach o tym, że rosną szeregi tych, którym nie podoba się, że w swoim własnym kraju są w mniejszości. Jest w tym dużo propagandy, to prawda, ale nie zmienia to faktu, że multikulturowość okazała się kolejną nierealną utopią, wizją idealnej wspólnoty, która nijak nie miała się do rzeczywistości (choć u nas nadal dobrze się trzyma). Nic zatem dziwnego, że można się spodziewać wzrostu różnego rodzaju napięć na tym tle, a nawet przemocy. Szczególnie w tak otwartej na emigrantów Norwegii.
 
O wiele ważniejsza jest jednak sytuacja w samej Skandynawii. Od długiego czasu tamtejsze państwa są w czołówce krajów wdrażających lewicowo-liberalne idee w życie. Ma to swoje plusy – obywatel jest tam przeważnie szanowany przez państwowe agendy, które czują się zobowiązane wobec niego i jego praw. Ale cena jest olbrzymia. Przede wszystkim jest to osłabienie relacji międzyludzkich, a zwłaszcza rodzinnych. Młodzi ludzie mają „prawo do wyboru” własnego światopoglądu, w końcu nie można ich „gwałcić” wpajając im cokolwiek, w szczególności wartości tradycyjne. Rezultat jest taki, jaki jest. Młodzi, jak to młodzi, kierują się w stronę radykalnych ruchów i ideologii. Od lat Skandynawia jest wylęgarnią neonazizmu, nacjonalizmu, agresywnego neopogaństwa, satanizmu, antychrześcijaństwa i radykalnej lewicy (komunizm, maoizm itd.). Nie ominęło to także Norwegii. To stąd wywodzą się takie metalowe gwiazdy jak Burzum czy Mayhem, których muzycy znani są z podpalania zabytkowych kościołów (i, skądinąd, świetnej muzyki).
 
Liberalno-lewicowy raj wcale nie gwarantuje bezpieczeństwa. Przecież „postępowa” Finlandia też nie uniknęła krwawych zdarzeń. Należy się jednak poważnie zastanowić, czy ich realną przyczyną jest nie prawicowa agresja, ale lewicowo-liberalne mity.
 
 
 
 
 
Horatius
O mnie Horatius

Najlepiej przekonać się jakie mam poglądy czytając moje teksty.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka