Problemem w dyskusji, jaka się ostatnio na Salonie pojawiła, jest fakt, że zarówno prawicowi, jak i lewicowi blogerzy starają się na siłę przerzucić cuchnącą piłeczkę, jaką jest norweski zamachowiec, na połowę przeciwnika. Tylko czy tak się da?
Apogeum tego salonowego sporu stanowią bez wątpienia teksty (i kontrteksty) Daniela Kaszubowskiego i Michała Leśniewskiego. Być może pcham palce miedzy drzwi, ale nie mogę się zgodzić z żadnym z nich. Nie ukrywam, że znacznie bardziej różnię się w poglądach z Kaszubowskim.
Używając argumentu pt. „Nietsche nie był nazistą” bloger stara się wybronić socjalizm przed jakimikolwiek konotacjami z Brevikiem. Nawet gładko by mu to poszło, gdyby nie jeden szczegół. Friedrich Nietsche nie mógł być nazistą, bo nazizmu jeszcze wtedy nie było na świecie. Zgadzam się z Danielem Kaszubowskim, że nazizm odwoływał się do tego myśliciela bardzo wybiórczo i, bądź co bądź, niefortunnie, ale twierdzenie że Nietsche mógł być nazistą to podstawowy błąd logiczny.
Zgodzić się można także, że Brevik oburzyłby się pewnie na fakt, że ktokolwiek może określić go socjalistą. Przecież mordował członków socjalistycznej młodzieżówki! Problem w tym, że był on powiązany z orientacją neonazistowską. I tu właśnie zaczynają się schody…
Bo pełna nazwa nazizmu to właśnie narodowy socjalizm, a to z kolei pozwala Michałowi Leśniewskiemu na użycie (przyznajmy, dużego) skrótu myślowego i nazwać Brevika socjalistą. Na to Kaszubowski z kolei przystać nie może, bo nie uważa nazizmu za wytwór lewicy. Czemu zatem nazizm nosił też nazwę narodowego socjalizmu? Ot, zdaniem Kaszubowskiego, to „chłit mauketingowy”, jakby to określił Chińczyk ze skeczu Kabaretu Ani Mru Mru. Sprytny fortel, aby ściągnąć pod swoje skrzydła zwolenników lewicy.* Problem polega na tym, że nie do końca. Aby sobie odpowiedzieć na to pytanie należy najpierw udzielić odpowiedzi na inne: Czy lewica może być nacjonalistyczna? Przywykliśmy, aby nacjonalizm automatycznie kojarzy się nam z prawicą. Na mocy takiego właśnie skrótu myślowego Brevika okrzyknięto przecież początkowo prawicowym radykałem. Skoro lewica może być narodowa (a bez wątpienia była taka np. PPS), to czemu nie miałaby pójść o krok dalej i przybrać odcień nacjonalizmu? Nacjonalizm nie zna barw partyjnych, ani wartości ideologicznych, jest w stanie wejść w sojusz z każdym. W dyskusji padł przykład faszyzmu, który także od lat uchodzi za owoc myśli prawicowej. Nie jest to bynajmniej tak jednoznaczne. Włoski faszyzm był w stanie „dogadać się” z każdym stronnictwem politycznym. Często akcentowane jest, że znaczna ilość działaczy faszystowskich (w tym sam Mussolini) była w przeszłości zadeklarowanymi, czynnymi socjalistami, choć z drugiej strony jeden z najważniejszych przywódców tego ruchu był w przeszłości monarchistą. Z powodzeniem faszyści byli też w stanie stworzyć koalicję np. z liberałami. Ba, Mussolini był w stanie dojść do porozumienia z Kościołem katolickim, który nie tak dawno wyśmiewał. (Przypomnijmy – faszystowscy bojówkarze niejednokrotnie rozganiali nawet katolickie procesje.) Moim osobistym zdaniem czynnikiem, który sprawiał, że faszyści byli w stanie porozumieć się praktycznie z każdym był kręgosłup ideowy ich opcji polityczno-ideowej – właśnie nacjonalizm. To stawianie narodu na pierwszym planie potrafiło zjednać tak socjalistów, jak i konserwatystów. A jeśli nawet nie było czynnikiem jednoczącym, to na pewno nie tworzyło podziałów.
Socjalizm jest od zawsze ruchem wielonurtowym. Są nawet zwolennicy „chrześcijańskiego socjalizmu”. (Choć wielu socjalistów zapiera się dzisiaj jak może przed przyznaniem się do jakichkolwiek powiązań pomiędzy socjalizmem a „opresyjnym” chrześcijaństwem.) Kaszubowski dostrzega nawet głębsze związki: „W ideologiach socjalistycznych można także znaleźć motywy chrześcijańskie i republikańskie – nie czyni to jednak socjalizmu ideologią katolicką.Po prostu to, że coś zawiera pewne elementy, nie czyni z tego czegoś tym samym.”** Czy zatem cokolwiek stoi na przeszkodzie, żeby tak różnorodny prąd ideowo-polityczny czerpał z dorobku nacjonalizmu nie przestając być socjalizmem? Nazizm zawierał przecież wiele haseł charakterystycznych także dla socjalizmu: progresywizm, myślenie utopijne i rewolucyjne, idea wyzwolenia z wszelkich tradycyjnych pęt (w tym od chrześcijaństwa), mityzacja starożytności (w tym przypadku germańskiej) itp. itd. Na długo po dojściu do władzy Hitler miał twierdzić, że większość jego partii stanowią socjaliści.
A jednak socjalizm nacjonalistyczny, narodowy, to trochę inna bajka. Stąd przeradzające się w agresywną walkę podziały, na które Kaszubowski tak silnie kładzie akcent. Socjalizm narodowy nie może przecież znieść socjalizmu międzynarodowego (internacjonalistycznego), kosmopolitycznego na takiej samej zasadzie jak lewica rewolucyjna nie była (i nie jest) w stanie ścierpieć lewicy ugodowej. Jak widać nie wszystko, co stoi w opozycji do (takiej czy innej) lewicy jest automatycznie prawicą. Idąc dalej ta logiką można by stwierdzić, że prawicowy w odniesieniu do socjalizmu jest anarchizm, ponieważ zaprzecza jego istotnym założeniom, a to przecież byłby oczywisty absurd. Problem polega na tym, że w dzisiejszych czasach nasz sposób patrzenia na socjalizm (a, śmiem twierdzić, że także na lewicę w ogóle) zdominował jeden nurt. Próżno dziś szukać kontynuatorów myśli PPS. Zafascynowani Daszyńskim lewicowcy są obecnie raczej (przyznaję, może to zbyt ostre i krzywdzące słowa) socjalistycznym folklorem niż liczącą się siłą. II wojna światowa obnażyła zbrodniczość nacjonalistycznego socjalizmu, a tym samym zdeprecjonowała egzystujące w jego ramach narodowe kierunki. Socjalizm jest dziś w przeważającej części postrzegany jako ideologia stojąca w opozycji do narodu.
Tylko co to wszystko ma do Brevika? Cóż z tego, że powiązany był z neonazistami i masonami, skoro twierdzi, że jest „kulturowym chrześcijaninem”, a w swoim lęku przed islamem faktycznie posługuje się retoryką typową dla dzisiejszej prawicy? Może i da się to wszystko zwalić na jego rzekome szaleństwo. (Tylko czy jest ono udowodnione? Jak dotąd nie.) Ale jest też świadectwem naszej epoki. Tak na dobrą sprawę to całe podkładanie sobie nawzajem Brevika jak kukułczego jaja nie ma większego sensu w czasach, gdy prawica i lewica tworzą wspólnie jednolity front walki o prawa gejów, a chrześcijanie wyświęcają kobiety na kapłanów i żądają „prawa” do aborcji. Nasze czasy są niezwykle chaotyczne zarówno na płaszczyźnie ideologicznej, jak i religijnej. Nas, Polaków to jeszcze nie dotyczy w takim stopniu, jak innych, ale Europa Zachodnia już całkiem się pogubiła. Brevik może być zagubionym ideologicznie człowiekiem lub zwykłym wariatem. Ale może być też typowym wytworem naszej epoki, człowiekiem, który traktuje ideologię (a co za tym idzie wartości, jakie nim kierują) z dużą swobodą.
Nie wszyscy jesteśmy socjalistami. No, na przykład, ja nie jestem. Kaszubowski z typowym dla socjalisty lekceważeniem traktuje swoich ideowych adwersarzy. Nie wydaje mi się, że jestem „kanapowy”, przeczy temu fakt, że wciąż spotykam osoby o podobnym światopoglądzie. Czy socjalistą jest Brevik? Biorąc pod uwagę otaczające jego osobę emocje i sprzeczne ze sobą medialne przekazy, raczej się tego szybko nie dowiemy.
________________________
* Podobne tezy można wciąż znaleźć w rzetelnych opracowaniach naukowych, co pokazuje jak bardzo zideologizowany jest nasz sposób patrzenia na narodowy socjalizm. Od pół wieku lewica i prawica przerzuca się wzajemnie Hitlerem tak jak dziś Brevikiem.
** Cóż, ideologia powstała w Europie, która przez długie wieki (długie średniowiecze + znaczna część okresu wczesnonowożytnego) była właśnie chrześcijańska siłą rzeczy musi nieść w sobie ładunek związany z tą właśnie religią.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)