… czyli dlaczego (znowu) nic z tego nie będzie.
Muszę przyznać, że jako młody czuję się zaniedbywany przez partię (dalej twierdzę, że mitycznych) Młodych, Wykształconych z Wielkich Miast. No, bo co niby Platforma dla nas zrobiła? Właściwie nie jestem sobie w stanie przypomnieć nic pozytywnego. Coś kiedyś się pojawiło o zniżkach na bilety. A, i rzekomo ma być łatwiej zrobić habilitację, co mnie akurat przeraża. Za to jeśli chodzi o to, co PO zepsuła, to przykłady wyliczać z dużą swobodą. Na przykład stypendia, o których w sumie dalej nic nie wiadomo, bo po wdrożeniu nowych regulacji w życie panuje zwyczajowy już chaos.
Tyle w kwestii studiów. O wiele ważniejsze jest jednak to, co po nich. I o tym właśnie chce minister Boni od dzisiaj dyskutować. No tak, w naszym kraju wszystkie pomysły stają zazwyczaj na etapie „dyskusji”, która jest de facto zwykłym gadulstwem sprowadzającym się do nie kończących się dywagacji. Wszystko wskazuje, że na tym poprzestaniemy także w tej sprawie. Bo aby zwiększyć możliwości znalezienia pracy przez absolwentów studiów wyższych trzeba by wprowadzić wszechstronne reformy. Po pierwsze: Wymusić na uczelniach, aby kształciły racjonalnie. Znamienita większość wiedzy, którą sobie przyswajamy na studiach ma znikome znaczenie po ich zakończeniu. Opowieści o tym, jak to ten lub inny przedmiot jest bzdurny i wprowadzany po to, aby kadra akademicka miała co ze sobą zrobić są studentom powszechnie znane. Koniecznością jest także uatrakcyjnienie kierunków związanych z naukami ścisłymi i edukacji w szkołach zawodowych. Obecnie młodzi ludzie walą drzwiami i oknami na kierunki humanistyczne (przy aprobacie łasych na pieniądze i rozdymających limity ponad wszelkie standardy uniwersytetów), podczas gdy potrzeba nam coraz więcej inżynierów. Elity intelektualne się przez to nie rozrastają, a humanistyka jedynie traci na wartości. Po drugie: Należałoby wprowadzić wszechstronną strategię mającą na celu zatrzymanie młodych i często głodnych sukcesu, w kraju. Przede wszystkim można by to zrealizować zwiększając nakłady na badania naukowe, fundując granty badawcze i umiejętnie zagospodarowując odkrycia naszych naukowców. Na razie inwestuje w to tylko zagranica. Ponadto konieczna byłaby reforma pozwalająca na wykorzystanie w pełni potencjału miast i miasteczek, które nie wykorzystują swoich możliwości ekonomicznych. To stworzyłoby miejsca pracy tam, skąd młodzi pochodzą, a już na pewno zmniejszyła by skalę emigracji zarobkowej. Wreszcie: Trzeba uprzystępnić prawo tak, aby łatwiej było założyć i prowadzić samodzielną firmę. Tak swoją drogą, to przydałoby się także, żeby się to bardziej opłacało, np. nie sięgając notorycznie do kieszeni podatnika, żeby łatać dziurę w budżecie.
Wszystkie te zmiany wymagałyby ogromnego wysiłku, a czasem także i znacznych funduszy, których stale nam brakuje. Powyższe argumenty bledną jednak przy jednym, najważniejszym. Każdy student wie, że najłatwiej pracę znaleźć po znajomości. Nie trzeba mieć kilku kierunków, ani świetnej oceny na dyplomie, ani studiów podyplomowych i setek ukończonych kursów. Trzeba po prostu mieć wysoko postawionych znajomych tu i ówdzie, albo po prostu pójść do wujka. Tego Platforma na pewno nie zmieni. Jak dotąd raczej korzysta ona z naszego wypaczonego światopoglądu, niż stara się go zmieniać na lepsze. Przede wszystkim PO musiałaby jednak zacząć zwalczać rozmaite patologie, jak kolesiostwo i nepotyzm, rozbijać wszechwładzę różnych korporacji i narażać się licznym grupom wpływu. Na to żadna władza nie miała nigdy ochoty, a szczególnie ta, dzięki której marszałkiem sejmu jest „Grzechu” Schetyna.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)