Platforma Obywatelska zadziwia. Najpierw zaczęła dbać o młodych, a teraz nominuje Waldemara Skrzypczaka na doradcę w Ministerstwie Obrony Narodowej. Warto się zastanowić: Dlaczego?
Generał na szacunek sobie bez wątpienia zasłużył. Wyleciał z armii za krytykę ówczesnej polityki względem wojska. Dał dobry przykład jak powinien zachowywać się prawdziwy dowódca – przede wszystkim dbać o podwładnych. Jeśli trzeba, to nawet na przekór zwierzchnikom. Zapewne go trochę gloryfikuję, ale nie ulega wątpliwości, że Skrzypczak był osobą, która w wyrazisty, choć kontrowersyjny sposób, potrafiła wyłamać się z własnego środowiska w imię, jak nie patrzeć, zawodowego etosu. Bo niby jakie profity przyniosła mu krytyka stanu polskiej armii? Przesunięcie w stan spoczynku na pewno nie może być postrzegane w kategoriach nagrody. Ponadto, aby zbić jego niewątpliwie słuszne argumenty, od razu oskarżono go o podważanie zasady zwierzchnictwa władzy cywilnej nad wojskiem, co miało mu skutecznie doprawić gębę i wyeliminować z grona medialnych przeciwników. Generał Skrzypczak jest bez wątpienia wyjątkiem w naszym wojsku, w którym najczęściej dominuje wypaczona wersja zawodowej solidarności i zwykły egoizm.
Decyzja o uczynieniu tego człowieka doradcą może budzić zdziwienie. Przecież po usunięciu z wojska słynął z krytyki stanu naszej armii i naświetlaniu jej licznych wad. Było to mocno nie na rękę rządowej propagandzie sukcesu. Ale, jak to na wojnie bywa, czasy się zmieniają i wczorajszy wróg może dziś stać się wartościowym narzędziem poprawy wizerunku. Do niedawna dało się utrzymywać, że w wojsku jest „OK”. Raport Millera postawił jednak wszystko na głowie i dziś podobne stwierdzenia byłyby nie tylko wyjątkowo bezczelnym kłamstwem, ale przede wszystkim podważeniem wyników obiektywnego śledztwa rządu. Gdyby nie to, zapewne sprawie ukręcono by łeb tak samo jak w przypadku afery hazardowej, albo najzwyczajniej w świecie poczekano by aż opinia publiczna o wszystkim zapomni. Ale raport był zbyt wielkim wstrząsem, by Polacy wrócili z dnia na dzień do swoich powszednich grilli. Sposób, w jaki media rzuciły się na tą sprawę wybudził olbrzymie emocje, a te z kolei długo pozostają w pamięci. Dziś więc linia polityczna rządu neguje tą sprzed raportu. A to oznacza, że…
Reformujemy! To hasło znamy od dwudziestu lat i jeszcze się nie znudziło. Ten slogan trafił też na sztandary PO w kampanii wyborczej. A ta się rozkręca i wyborcom należy pokazać, że coś się faktycznie zmienia. I tak najlepszym kandydatem na Człowieka Który Wszystko Zmieni pod egidą obecnego rządu stał się dotychczasowy cierń w stopie, generał-specjalista, który wytykał wszystkie słabości MON. Doskonale wpasował się w ofensywę reformatorską, która zazwyczaj od czasu do czasu towarzyszy postępowaniu Platformy i, jak wszystkie wielkie ofensywy, w końcu zatrzymuje się na pierwszej poważniejszej przeszkodzie.
Waldemar Skrzypczak jest bez wątpienia w dziedzinie medialno-wojskowej celebrytą. Pokazywał się w każdej możliwej stacji, brał udział w wielu dyskusjach, bloguje. Platforma od zawsze budowała swój wizerunek bazując na ludziach znanych, wyprzedzając swojego czasu inne partie w tej dziedzinie. Dzisiaj normą jest upychanie na listach wyborczych celebrytów, a nawet zwykłe medialne popłuczyny. Czemu więc nie Skrzypczak? Na listy się nie nadaje, ale zawsze można go wypromować jako „bezpartyjnego fachowca” w rządzie. Gdy dodamy do tego otaczającą go aurę rycerza w lśniącej zbroi i człowieka honoru staje się PR-owskim asem ma wyborczym stole gry.
Czy rzeczywiście PO chce reform? Gdyby chciała, to już by je wprowadziła. Zamiana na stanowisku ministra obrony narodowej z człowieka który rozbroił polską armię na mało wyraźnego administratora nie wróży rewolucji. Patrząc jak rozpaczliwie rząd poszukuje pieniędzy na łatanie dziur w budżecie można dojść do wniosku, że nie tylko nie wesprze on kosztownych zmian, ale z pewnością sięgnie do budżetu MON w poszukiwaniu oszczędności. Z drugiej jednak strony coś jakby ruszyło. Prezydent napomknął niedawno o jakichś konkretach, Stanisław Koziej także zapowiada pewne działania. Skrzypczak nie wydaje się być osobą, która pasuje do roli PR-owskiej pacynki, ale raczej człowiekiem czynu. A to jest cień nadziei. Co w takim razie może zrobić generał? Na pewno będzie optował za zmianami strukturalnymi, są one bez wątpienia najpotrzebniejsze. Czy nie będą jednak zbyt kosztowne? To bardzo ryzykowne w czasach kryzysu. Może uda mu się ograniczyć biurokrację, która jak dotąd jest chyba największym kamieniem wiszącym u szyi naszej armii. Za wcześnie, żeby o czymkolwiek jeszcze przesądzać, ale z pewnością o Waldemarze Skrzypczaku będzie jeszcze głośno.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)