Horatius Horatius
466
BLOG

Dlaczego warto nie zagłosować?

Horatius Horatius Polityka Obserwuj notkę 2

Albo dlaczego warto oddać głos nieważny.

 
Znamy już numery list poszczególnych partii, a więc wiemy w jakiej kolejności pojawią się one na kartach do głosowania. W takiej właśnie kolejności będziemy mogli zapoznać się z kandydatami, jakich wystawią nam do wyboru partie polityczne. Przyjrzyjmy się zatem danemu nam wyborowi w kolejności o jakiej zadecydowało losowanie:
 
1. Prawo i Sprawiedliwość. Partia przez jednych wynoszona na piedestał, a przez drugich mieszana z gnojówką. Obie grupy mają to do siebie, że mobilizują się wzajemnie do działań „za” i „przeciw”, najczęściej obciążonych olbrzymim ładunkiem emocjonalnym. Sprawia to, że rozgrzane do czerwoności emocje są niemal jedyną rzeczą, która tą partię otacza. W ostatnim czasie widać jednak pewien ferment: utworzono centrum programowe, zadbano o zaplecze społeczne w postaci szeregu organizacji, sformułowano szereg merytorycznych propozycji dla wyborców, wymieniono część tradycyjnych kandydatów na specjalistów. W tym usunięto tych parlamentarzystów, którzy angażowali się w działalność antyaborcyjną. Ostatnio PiS nie wsparło obywatelskiej inicjatywy, która miała na celu usunięcie tzw. „kompromisu” w kwestii aborcji, co doprowadziło do jej ostatecznego upadku. Jak więc nazywać PiS partią prawicową (pod którą się podszywa)?
 
2. Polska Jest Najważniejsza. Powstała dzięki frondzie w szeregach PiS. Szybko opuszczona przez kilkoro sztandarowych działaczy, co wydatnie ją osłabiło. Miała być „fajną” prawicą, stała się mdłą i zagubioną przystawką polityczną, ogniwem pośrednim między PO i PiS szukającym swojego miejsca i starającym się nieudolnie uformować własne propozycje polityczne. Prawica w wersji light do dzisiaj jest partią bez wyrazu, mimo wzruszających i jakże rozpaczliwych starań Pawła Kowala.
 
3. Sojusz Lewicy Demokratycznej. Tyle w tej partii lewicy, ile mięsa w parówkach i tyle w niej demokracji, co alkoholu w piwie bezalkoholowym. W ostatnim czasie partia ta zmarnowała swój cały „fajny” wizerunek, który zdobyła w czasie wyborów prezydenckich, kiedy to jej chwałą był wynik (ho-ho-ho!) kilkunastu punktów procentowych. Dziś przewodniczący nie rozdaje już o wczesnych godzinach rannych jabłek, więc nici z sukcesu. Ostatnio SLD wraca do starych, sprawdzonych postkomunistycznych tradycji, co widać po spektakularnych konfliktach wewnętrznych. Nie jest lewicą na czasie, bo gardzi Biedroniem odrzucając go na rzecz postkomuny.
 
4. Ruch Palikota. Najbardziej populistyczna i pozbawiona programu partia od czasów Samoobrony. Do dziś tak na dobrą sprawę nie wiadomo jaki ma kręgosłup ideowy i czy ma go w ogóle. Ma etykietkę skrajnej lewicy, co w praktyce sprowadza się do zbierania odpadków po SLD (Biedroń), ex-celebrytów, osób po operacji zmiany płci i innych (nie ubliżając nikomu) osobliwości, oraz napastowaniem politycznych przeciwników poprzez oblężenie ich w ich własnych domach. Jedna z licznie powstających w ostatnim czasie partii jednego człowieka. Na jej czele stoi wyeksploatowana partyjnie persona będąca do niedawna specem od mokrej roboty, słynąca z głupiego zachowania i sprowadzająca polską debatę polityczną na jeszcze niższy poziom. (Dzięki Palikotowi wiemy, że to w ogóle możliwe.) Niesławny Janusz Palikot dzisiaj zachowuje się trochę jak obrażona primadonna, pisze książki, a całą swoją egzystencję na obrzeżach polityki zawdzięcza mediom, które traktują go trochę jak cyrkowe dziwadło (dajmy na to - babę z brodą). Skutecznie dezawuuje i ośmiesza tzw. „nowoczesną lewicę”.
 
5. Polskie Stronnictwo Ludowe. Koalicjant, który od czasu do czasu stara się pokazać, że coś go różni od PO. „Wódz” PSL pozuje na specjalistę w sprawach ekonomicznych, stąd te właśnie kwestie stały się sztandarowymi hasłami całej partii. Polacy nie do końca rozumieją o co im z tym chodzi, więc „ludowcy” starają się mimo wszystko zachować trochę z dotychczasowej przaśności. Partia bez wyrazu, ale i tak się dostanie do parlamentu dzięki silnie zakorzenionym w terenie klientelistycznym więziom z krajanami.
 
6. Polska Partia Pracy – Sierpień 80. Wie ktoś może co to jest? I co to ma do sierpnia ‘80? Partia pojawia się od czasu do czasu w mediach przy okazji tych czy innych wyborów strzelając na prawo i lewo tanimi lewicowymi hasłami. Typowy plankton polityczny.
 
7. Platforma Obywatelska. Temat-rzeka… Jedyne co ma do zaoferowania, to strach przed Kaczyńskim, walka z teoriami spiskowymi i typowa postkolonialna reformatorska narracja, która już dawno się przejadła. Słynie z tego, że nic nie robi, ukręca łeb aferom, wiecznie coś buduje i reformuje, a później za to przeprasza i z „kocimi oczkami” liczy na to, że wyborcy znowu jej wybaczą. Lubiana za dawanie Polakom świętego spokoju. Nielubiana za coraz częstsze i coraz bardziej dramatyczne sięganie do kieszeni wyborców. Dawno już zrezygnowała z polityki miłości i nie bardzo wie, co ma począć w tej sytuacji. Magiczna znajomość sztuki zwanej Pi-Jar, w której niedawno przodowała, niemal do cna wyczerpała zasoby many. Rekompensują to wpływy quasi-ideologiczne w tym, co w naszym społeczeństwie nazywa się elitami intelektualnymi i w mediach. Przed wyborami stara się nieudolnie pokazać, że coś tam gdzieś tam reformuje i kupić sobie różne grupy społeczne, głównie młodych, których od pewnego czasu traci. Coraz bardziej stacza się na lewo, ale (na szczęście dla jej zwolenników) dalej jest mimo wszystko bezideowa.
 
Zaraz, zaraz, chyba o czymś zapomniałem. Tak jest! Jest jeszcze kilka partii lub prawie-partii, które nie dobiły do tego boskiego poziomu, ale mimo to też będziemy mogli wśród nich wybierać. A zatem, w kolejności alfabetycznej:
 
Komitet Wyborczy Nasz Dom Polska – Samoobrona Andrzeja Leppera. Resztki starej(?) Samoobrony, które zmobilizowały się, aby stworzyć krótkoterminową inicjatywę polityczną pod wpływem stworzonego niedawno mitu Andrzeja Leppera. Rozpłyną się razem z nim. Jest niemal pewne, że działacze tego ruchu są tak samo egoistyczni, jak działacze Samoobrony, skoro odwołują się do tej właśnie tradycji.
 
Komitet Wyborczy Prawica. Kojarzony wyłącznie z Markiem Jurkiem. Jedyna true prawica w naszym kraju, co wyjaśnia dlaczego prawie jej nie ma. Szczątkowy program i nikły entuzjazm, który przynosi mniej niż mizerne rezultaty. Wielu chciałoby na nią zagłosować, ale szkoda im głosu.
 
Liga Polskich Rodzin. Tak, tak, Moi Drodzy. To jeszcze istnieje.
 
Nowa Prawica. Partia jednego człowieka, choć początkowo miała całkiem niezły potencjał. (Który doszczętnie zmarnowała.) Jedyne co tworzy jej zespół przekonań to Janusz Korwin-Mikke, lider z dość luźnym i często chaotycznym systemem światopoglądowym, który nie jest w stanie przedstawić go jako racjonalnego programu politycznego. Rasowy polski „gdybacz”, czyli wieczny teoretyk i skrajny marzyciel. Ostatnio jest „na fali” dzięki temu, że popiera go 9% młodych i 0% starych. Po wyborach zginie ze szklanych ekranów tak szybko, jak się pojawił, chyba że znowu palnie coś dziwacznego i radykalnego, żeby się wylansować na 5 minut.
 
Unia Prezydentów – Obywatele do Senatu. Kolejna w tej dekadzie „partia fachowców” okrzyknięta przez media najciekawszą, bo „obywatelską” (dziennikarze mają chyba na tym punkcie fioła) inicjatywą. Po wielu licznych trudnościach udało im się przepchnąć część swoich kandydatów. Unia szybko zniknęła z medialnych newsów. Zapewne dlatego, że nic nie łączy kandydatów, oprócz nazwy. Jak to określił jeden z odwiedzających ich oficjalną stronę: „Kupa nieznanych nikomu osób”.* To, że ich członkowie wejdą do senatu sugeruje, że będą tam spokojnie wypełniać fotele przez najbliższą kadencję nie posiadając wpływu na realny dyskurs polityczny.
 
Wybaczcie, jeśli coś pominąłem z pomniejszych ruchów i quasi-partii.
 
Więc? Jaki mamy wybór? Tak na dobrą sprawę - mały. Tegoroczne wybory to kolejna wojenka PO vs PiS, zresztą mało emocjonująca. Widać to po dyskusji na Salonie – wybory odgrywają w niej raczej marginalną rolę, a blogerzy kłócą się raczej o kwestie w stylu „a X powiedział…”. Pozostałe stronnictwa to przystawki lub potencjalni koalicjanci, a w większości po prostu zwykłe monady. Typowe dla naszej niedojrzałej demokracji. Podobnie jak to, że dominuje bezideowość, brak realnych propozycji politycznych i merytorycznych, a zastępuje je zwykłe krzykactwo. Kilka nowych partii jednego człowieka, co zawdzięczamy znudzeniu starymi partiami jednego człowieka, a w szczególności ich wodzów. Kampania jest nudna, kandydaci w większości nieznani. Bo jak wyborcy mają ich znać, skoro nie wychodzą do obywatela? Ot, typowo polskie wybory – wybiorą, bo wybiorą, a i tak liczą się tylko jedynki. Co nam dało wprowadzenie jednomandatowych okręgów do senatu? Nic. Dalej nie znamy kandydatów. Ponadto „Izba refleksji” jest raczej przechowalnią pełniącą podrzędną rolę wobec sejmu, gdzie toczy się realna gra polityczna.
 
Jak więc spełnić nasz obywatelski obowiązek? Pójść do urny i grzeczniutko wrzucić karteczkę. A później tup, tup, tup, do domciu, na obiadek. Bo tak trzeba. Trzeba „wybrać mniejsze zło”. Najlepiej nasze zło, albo to zło, z którym nam po drodze. Nam, którzy do wyborów zachęcamy. No, idźcie głosować! To „obywatelskie”. A do tego Unia się uśmiechnie. No, raz, raz, szybciutko! Biegusiem! Robić mi tu zaraz „społeczeństwo obywatelskie” i do urn! To, co, że nic to nie zmieni? Sytuacja polityczna nie ulegnie zmianie, politycy nie pójdą po rozum do głowy i nie wysilą się na realne działania. Wrócimy sobie do grilla (no, sezon na grill się w prawdzie skończył…), a głos oddamy kierując się zwykłym kaprysem, albo czystą estetyką (bo ładnie mówi/wygląda/uśmiecha się). A później przed telewizor, emocjonować się wraz ze studiem TVN/TVP, odgadywać jaka frekwencja i kto wygrał, a nade wszystko - kto kogo przebił. SMS wysłany. Czekamy na wyniki „Tańca z Gwiazdami”.
 
___________________
 
 
 
 
Horatius
O mnie Horatius

Najlepiej przekonać się jakie mam poglądy czytając moje teksty.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka