Jest u nas, w Polsce, taka dziwna maniera, że jak ktoś coś napisze nie po czyjejś myśli, to od razu mówi się o stronniczości mediów zamiast zbijać argumenty argumentami. Nie przeczę, że media (szczególnie te nasze) nie są stronnicze, ale tym razem Marek Jurek zachował się jak naburmuszony dzieciak.
Tekst byłego marszałka sejmu* jest tyleż ciekawy, co pusty. Właściwie zaprezentowana przez autora linia obrony przypomina nieco siłowanie się z rzeczywistością. Najpierw zarzuca stronniczość polegającą na ignorowaniu Prawicy RP: „<Uważam rze> od swego powstania nie zauważało Prawicy Rzeczypospolitej.” Później zarzuca skupienie się na PiS-ie: „Tak wrażliwe na medialne niedole PiS – Prawicy Rzeczypospolitej nie przyznało jakiegokolwiek miejsca w debacie publicznej.” Najistotniejsze – podkreśla zasługi: „Dlatego odmawiano nam obecności mimo na przykład faktu, że w wyborach prezydenckich wygrałem we wszystkich (z wyjątkiem Kielc) miastach wojewódzkich z urzędującym wicepremierem-ministrem gospodarki (mając rzeczywiście mikro-budżet), albo że w wyborach europejskich Prawica i UPR (które w obecnych wyborach są razem) miały połowę głosów PSL, jedną czwartą SLD i przede wszystkim jedną dziewiątą PiS.” Twierdzi nawet, że Prawica wyprzedziła Lisickiego w jego rozważaniach: „O tym, że tylko Prawica Rzeczypospolitej uświadamiała opinii publicznej europejskie ryzyko wspólnej waluty, polityczno-federacyjny charakter tego przedsięwzięcia, że to my konsekwentnie przeciwstawialiśmy się likwidacji waluty narodowej, pisał ostatnio Cezary Mech, jeden z najważniejszych ekonomistów komentujących polską politykę; więc można.” Wreszcie zarzuca dewaluację i w ogóle dyskryminację totalną: „Redakcja organu Pawła Lisickiego <uważała, rze> nas – i Polaków, którzy podzielających nasze poglądy – po prostu nie ma.” W końcu przychodzi czas na emocjonalny wyrzut: „Piszę bez złudzeń, bo dobrze znam środowisko dziennikarskie i wiem, jaką reakcję to wywoła. Ale cóż jest lepszego od prawdy? Również od prawdy o obrońcach <wolności słowa>, którzy są gotowi do upadłego bronić wolności poglądów, choć w trochę mniejszym stopniu wtedy, gdy chodzi o poglądy na temat ich własnej działalności.”
Spójrzmy trochę na zaprezentowaną argumentację. O tym, że media mówią albo o PO, albo o PiS wiadomo od dawna. Żadne odkrycie. Zasługi, jakie Jurek wymienia są mało wartościowe. Palikot też ma przecież jedną-którąś-tam procent wyniku SLD, ale to jeszcze nie czyni z niego gracza. Twierdzenie, że euro jest efektem ideologii też nie jest wyłącznie domeną Prawicy RP. A podnoszenie dumnie głowy twierdząc, że jest niebezpieczne w chwili, gdy Unia właśnie przez euro trzeszczy w posadach, to już w ogóle zwykła kpina. Pozostałe argumenty to wyłącznie chwyty retoryczne i emocjonalny szantaż. Po człowieku, który zazwyczaj jest merytoryczny spodziewałbym się więcej niż pustych słów.
I wreszcie najważniejsze: Marek Jurek narzeka, że nie mówi się o Prawicy RP. A o czym tu mówić? Prawica jest partią jednego człowieka, ze słabymi strukturami i, jak udowodniła przedwyborcza mobilizacja, pozbawiona woli walki i wiary w to, że może w ogóle zaistnieć na polskiej scenie politycznej. A jedyne, co Marek Jurek (rzekłbym: „i jego ludzie”, ale oprócz niego Prawica RP z niczym mi się nie kojarzy) potrafi robić, to „bronić do upadłego” wyznawanych wartości. Cóż, kiepska ta obrona, bo te wartości są stale deprecjonowane.
Sama „obrona do upadłego” nie wystarczy. Istotą polityki jest skuteczność. Bo i po co nam nieskuteczny polityk, który nie zadba o nasze interesy? No, fakt, Tusk jakoś się trzyma… No, ale tak jakby coraz gorzej. Tak czy inaczej: Jurek Tuskiem nie jest. (I dobrze.) Tusk sporo osiągnął nic nie robiąc. Do czasu. Jurkowi jakoś uparte sterczenie w Okopach Świętej Trójcy z mieczem w ręku nie zapewniło żadnych sukcesów. Podobnie jak samej Świętej Trójcy, wartościom, które tak pragnie chronić. Może dlatego, że polityk musi być raz lisem, a raz lwem?
Mam do Marka Jurka żal. Przyznaje się bez bicia. Żal, bo winę za niepowodzenia ponosi zwykle lider. Należę do całkiem sporego grona ludzi, którzy chcieliby zagłosować na Prawicę RP, ale najzwyczajniej w świecie im szkoda. Bo po co głosować na kogoś, kto się nawet nie stara. Ot, od czasu do czasu wystąpi w telewizji w modnym programie broniąc tradycyjnych wartości, mężnie stawiając czoła aborcyjnemu lobby, ale mój głos i tak zmarnuje. Bo nie jest człowiekiem, który potrafi przekuć wynik wyborczy w realne zmiany. Bo Marek Jurek nie jest ani lisem, ani lwem. Jemu nie chodzi o zwycięstwo, tylko o wieczną walkę. Brak mi prawdziwej prawicy w dyskursie politycznym. I bardzo mi szkoda, że ta prawdziwa nie ma woli walki.
Prawica RP jest dziś prawicową Polską Partią Pracy. Nie wiadomo kto, co, gdzie i jak. Ja jako obywatel niewiele o niej wiem, bo w ogóle nie kieruje do mnie swojego przekazu. Pojawia się w czasie wyborów przebłyskując w mediach jako wyborczy folklor. I dopóki prawda będzie Marka Jurka tak uwierać i obrażać, to nic nie zapowiada, że coś się zmieni.
___________________


Komentarze
Pokaż komentarze (6)