Zawsze przed wielkim konfliktem zbrojnym jest tak, że każdy wie, że wybuchnie, choć nie może przewidzieć kiedy. Z wyborami jest trochę inaczej, bo każdy zna ich datę. Ale pozostałe prawidła wojen się już nie zmieniają. Przede wszystkim najważniejsza: Liczy się mobilizacja!
Już jutro będzie równo tydzień do wyborów. Już jutro chciałem nawoływać do moich rodaków, aby nie szli na wybory, bo w sumie w tegorocznej kampanii jakoś wszyscy są albo mętni, albo niezdarni. (Pisałem o tym jakiś czas temu). Że znowu kampania plakatowa, ze tych ludzi zupełnie nie kojarzę, choć mienią się w większości społecznikami. A jednak coś się zmieniło. A jednak poszedłem po rozum do głowy. Przejrzałem na oczy i zobaczyłem, że te wszystkie slogany o wyborze „mniejszego zła” jednak coś w sobie mają. Zostałem po prostu zmobilizowany.
Bo jak tu walczyć, jak nie ma kim? Czy jakikolwiek wódz idzie na wojnę nie posiadając żołnierzy? Nie! Trzeba ich natchnąć, sprawić, żeby uwierzyli w naszą wizję i pod naszymi sztandarami ruszyli w bój. Mobilizacja nasila się tuż przed samym wybuchem wojny, w okresie największego napięcia. I w naszym kraju mobilizacja rozszalała się na dobre. Zawsze przodownikiem w dziedzinie rewolucyjnej agitacji był PiS. To politycy tej partii zazwyczaj z gracją wysoko wykwalifikowanych oficerów politycznych zagrzewali swoich wyborców do walki i wyciskali z nich siódme poty, byleby ci na pewno na nich zagłosowali. A tu niespodzianka. PiS jakiś taki spokojny, wyluzowany. Za to po drugiej stronie piętrzą się barykady. TVN oglądam ostatnio bardzo wyrywkowo, bo materiały ekipy „Faktów” stały się znacznie bardziej antykaczystowskie niż zazwyczaj. I weźmy jeszcze takiego Michnika. (Z góry przyznaję, że jego tekst znam tylko z medialnych doniesień. „Wyborczej” nie czytam od czasu, kiedy stwierdziłem, że zanim ją otworzę, to jestem w stanie przewidzieć co jest w środku. Zupełnie jak TVN-owskie newsy ostatnio.) Fakt, że pisze on o zdegustowanym Złym Kaczorem nastolatku też o czymś mówi. Jest to stary jak świat zabieg propagandowy. O tym, że mobilizacyjny huragan na dobre się u nas rozkręcił świadczy banalność wymowy michnikowskich argumentów: Głosujmy przeciw Kaczorowi, bo młodzi nam z kraju niechybnie co do jednego pouciekają! Cóż, wątek tego, że zdaniem młodocianego „roboty u nas nima” zszedł na drugi plan. Kaczor ważniejszy.
A jednak to nie banalna propaganda zagrzała mnie tak do walki. Cóż to takiego? Co to za straszliwa groźba, skoro ktoś tak zdegustowany poziomem naszej polityki jak ja zawahał się nad wrzuceniem niezakreślonego świstka do pudełka? (Nie, no, do urny się pofatyguję… Bo mi później Wielcy Znawcy zabronią narzekania… Jakbym musiał się do tego zastosować.) Otóż… Palikot, Drodzy Państwo.
Ruchowi Poparcia Palikota słupki rosną, a ja nadziwić się nie mogę, jak facet, który nie ma żadnego poważnego hasła wyborczego może zjednywać sobie moich współobywateli. A, że sondaże kłamią? Sondaż sondażem, prognoza pogody też może się mylić, a jednak będę wiedział czy zakładać kurtkę czy T-shirt. Że moi współziomkowie są zdolni popierać Pierwszego Clowna Polskiej Polityki wiem nie od dziś. Jeszcze gdy Mr P. był na topie nie raz słyszałem: „A ja tam Palikota popieram, a co? Inteligentny facet.” No i co z tego, że miesza ludzi z najgorszym łajnem? Ważne, ze ma tytuł naukowy. Cóż, Heidegger był zdaniem wielu najwybitniejszym myślicielem swoich czasów, a nosił w marynarce wpiętą swastykę. W początku lat 30. największą wylęgarnią nazizmu były w Niemczech uniwersytety. (A nie było wówczas tamtejszego podgatunku Młodych, Wykształconych z Wielkich Miast, drodzy Czytelnicy.) Wykształcenie mądrości nie daje.
Co jest asem Palikota w tegorocznych wyborach? Dwie rzeczy. Po pierwsze: Znudzenie. Bo kogóż nie nużą „te same gęby”? I to od X lat? A jaką furorą były Aniołki Kaczyńskiego! No, wreszcie coś nowego. I to fajne laski! To był bez wątpienia największy sukces PiS-u w tej kampanii. A jednak to mimo wszystko odgrzewany kotlet – stara jakość w nowym wydaniu. A taki Ruch Poparcia? To już novum. I to pełną gębą. Drugim argumentem jest bez wątpienia fakt, że Palikot to świetny happener. Polacy są zdegustowani niezmiennym, przaśnym rytuałem kampanii. Tu prezes przyjedzie, tam pięć słów wygłosi, pogładzi dziecko po główce, przytuli jakieś rozkoszne zwierzątko, posłucha lamentów krajan i pojedzie dalej limuzyną. Stąd w tegorocznej kampanii szereg innowacji. A w nowatorskiej socjotechnice Palikot jest mistrzem. (Ciekaw jestem od kogo się tego nauczył…) Szczególnie trafia to do młodych, dla których szczególną rolę odgrywają normy estetyczne, a nie twarde argumenty.
A co jeśli nasz uroczy happener osiągnie dobry wynik? No, pomyślcie, drodzy wyborcy. Czy można (współ?)rządzić błazeństwami? Hasłami w stylu „opodatkować Kościół!” czy „My Wam zrobimy nowoczesność!” Cóż, da się. Zapatero na przykład. Za jego rządów stawiano na „nowoczesność” i szeroko rozumianą rewolucję obyczajową, a skończyło się zapaścią finansową. Ale jest jedna różnica. I to kolosalna. Zapatero brał to na poważnie. Nie robił z tego cyrku. A Palikot? Człowiek, który finansował prawicowe czasopismo „Ozon” chce nas teraz uświadamiać w prawach tzw. „mniejszości seksualnych” i straszyć przepastnymi portfelami księży. I to w jarmarcznej atmosferze. Zapatero potrafił przynajmniej sprowadzić katastrofę z klasą…
Jednym słowem: Im więcej Palikota w polityce, tym bardziej odbije się nam to czkawką. A media znowu będą nas zasypywać tematami zastępczymi, a później załamywać ręce nad losem Młodych, Bezrobotnych z Wielkich Miast. Ruch Poparcia może tylko popsuć naszą politykę jeszcze bardziej. A nam niestety teraz potrzeba realnych i niepopularnych zmian, trzeźwej, merytorycznej debaty.
Jestem zmobilizowany! Wdziewam mundur, zakładam hełm, biorę w garść karabin i idę walczyć. Nie do końca za swoją sprawę, może i tak. Ale na pewno przeciwko Większemu Złu.
P. S.: Pan Redaktor może się na mnie srodze zawieść. Podobnie jak na innych młodych. Czas pokaże. Mobilizacja jeszcze się nie zakończyła.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)