Historia jest jak bumerang. Potrafi wracać z niebytu i uderzać ze zdwojoną siłą. Ludzie dawnego systemu stroją się w nowe szatki, a stare powiedzonka nabierają nowego znaczenia.
A uosobieniem tych tendencji jest bez wątpienia Ruch Poparcia Palikota, najnowsza nowinka w naszym ukochanym przez wszystkich rodaków sejmie. Uosobienie tzw. nowoczesnej lewicy, tak podziwiane przez wszystkich postępowców wydaje się jednak być zbudowane na starych, dobrze nam znanych fundamentach. Najpierw na wiecu zjawił się nie kto inny, ale sam Jerzy „Rząd Się Sam Wyżywi” Urban, brzydzący się „mową nienawiści” i znany z typowo lewicowej empatii do bliźnich. A dziś… Fronda donosi o kolejnym dowodzie nowoczesności RPP*. Wanda Nowicka, znana z ciągania po sądach Joanny Najfeld (z którą i tak przegrała!), przyszpilona została zdradziecko przez mainstreamowego dziennikarza Jarosława Kuźniara. Dlaczego? On sam jeden raczy wiedzieć… Może RPP za bardzo zagraża tak kochanej przez TVN-owców Platformie? Nie ma co gdybać. Niezależnie od tego, Nowicka została zaatakowana zarzutami o posiadanie wielbiącej komunizm latorośli. Po wielu rozpaczliwych próbach zasłaniania się dennymi sloganami w stylu „to mowa nienawiści” rzuciła wreszcie: "Jeśli ktoś nie był komunistą za młodu, to nie będzie przyzwoitym człowiekiem".
Zapewne „mową nienawiści” byłoby stwierdzenie, że cieszę się, że nie mam takiej matki, więc, wybaczcie Salonowicze, ale tego nie napiszę. Poprzestanę na tym, że wolałbym, żeby moja matka nie traktowała komunizmu jako cnoty, niezależnie czy dla „młodych, czy dla „starych”. No, chyba, że najbardziej cnotliwi ludzie pracowali w MO czy SB. Drzewiej posługiwano się podobną maksymą: „Kto za młodu nie był socjalistą, ten na starość będzie świnią.” Głównie zasłaniali się nią bynajmniej nie młodzieńcy, ale dojrzali ludzie, którzy po 1918 r. jakoś podejrzanie szybko się z socjalizmu leczyli. Dlaczego? Bo wcześniej socjalizm wielu utożsamiało z realizacją polskich aspiracji niepodległościowych, a jak już nie było o co walczyć, to nagle lewicowe hasła straciły dla nich dawny smak. Jak widać Nowickiej udało się to zdanie zreinterpretować. Wybaczcie, ale nie jestem w stanie zgadnąć jakie przesłanie niesie ze sobą dzisiaj. Cóż takiego komunizm głosił dawniej, że dziś może być uznany za trochę już przestarzałą i nieaktualną, ale jednak cnotę? Szacunek dla innych ludzi? Chyba nie. Tolerancję? Odpada. Praworządność? Znowu pudło. Walkę o demokrację? No, to już na pewno…
Darujmy sobie pastwienie się nad Nowicką i przejdźmy do meritum. RPP uważano za novum. Po podniesieniu z ziemi wzgardzonego przez polskiego prawie-Zapatero Biedronia i umieszczeniu na liście Ryszarda Grodzkiego/Anny Grodzkiej Palikot stał się niemal ikoną nowej lewicy. Liczono, że będzie facetem, który wywoła u nas rewolucję obyczajową i przez drogę, na której gilotynowano by ancien regime, wprowadzi nas do lewicowo-liberalnej Światłej Europy. Bolączką polskiej lewicy był od zawsze postkomunizm. Nie mieliśmy hipisów, bo cnotliwi panowie z MO i SB się nimi zajęli, to i w ciągu ostatnich dwudziestu lat nie było komu równać nas do Zachodu. Palikot jawił się zatem jako istne remedium, człowiek spoza komunistycznych struktur, który uzupełni brakujące ogniwo i dokona tego, co musiało się kiedyś stać. (Dogmat postępu zakłada przecież w „racjonalny” sposób, że rozwój w lewicowo-liberalnym kierunku jest nieunikniony. Można go tylko opóźniać.) Nawet polscy konserwatyści spoglądali na Palącego Koty z mieszaniną ulgi i strachu – wreszcie usunie te komunistyczne gęby, ale za to wprowadzi nas w różowy świat homoseksualizmu**. Ale z wolna zaczyna do nas docierać, że Pierwszy Clown Rzeczypospolitej potraktował Biedronia i Nowicką jak pistolet i dildo. Wziął, pomachał, zapozował do zdjęć i lada chwila odłoży. Zapomniano, że RPP to partia jednego człowieka, który potrafi powiedzieć absolutnie wszystko i zrobić niemal wszystko, żeby osiągnąć swój cel. Nawet Witold Mrozek z „Krytyki Politycznej” konstatuje, że: „I owszem, jest tam parę godnych uwagi nazwisk – jak Wanda Nowicka czy Anna Grodzka. Ale czy naprawdę skompromitowane SLD zastępować mamy człowiekiem, który lekką ręką chciałby wprowadzić odpłatność za <niedochodowe> kierunki studiów? Dlaczego nikt nie wspomni, że Palikot czerpie z pomysłów innego odnowiciela lewicy sprzed dekady – Leszka Millera? On też chciał wprowadzić podatek liniowy – rozwiązanie, którego dziś nie broni nawet Platforma Obywatelska… Niemożliwa jest „lewica” bez związków zawodowych i praw pracowniczych – a czy wyobrażamy sobie związkowca na liście Palikota? Czy mamy wreszcie szukać remedium na tzw. <postkomunę> w ruchu, który na swoich listach ma RACJĘ Polskiej Lewicy, partię, która szerzej objawia się w zasadzie raz do roku – podczas manifestacji poparcia dla generała Jaruzelskiego?”***
Ot, wraca stare. I nie pomoże odgrzewanie starych kotletów w postaci wyrzucania krzyża z sejmowej sali. (Który to już raz?) Chcieliśmy obudzić się w tolerancyjnej Europie, a jesteśmy w dobrze już znanym z czasów kariery Palikota w PO cyrku, w którym na dodatek powiewają zza baby z brodą charakterystyczne uszy Urbana. Rewolucję kulturalną rozpoczął u nas nie jakiś natchniony zapaterysta czy drugi Lenin, ale zwykły cwaniak i karierowicz. Zamiast holenderskiej zielonej gandzi mamy w fifce przaśną kiszoną kapustę. Upalić się tym nie upalimy, a co najwyżej możemy dostać mdłości.
_______________
** http://www.konserwatyzm.pl/artykul/2084/janusz-palikot---pierwszy-dekomunizator-iii-rp, http://rzymski-katolik.blogspot.com/2011/10/wypowiadamy-januszowi-palikotowi.html


Komentarze
Pokaż komentarze