„Jak nie z nami, to przeciw nam!” Zdaniem tzw. antyfaszystów jestem zmuszony wybrać między nimi a faszyzmem. Trzeciej drogi nie ma, nie było i nie będzie.
Dlaczego? Bo, jak obwieszczają, „blokowali, blokują i będą blokować”. A to sprawia, że o żadnej dyskusji mowy nie ma, bo musi być po ichniemu. Ot, czysto demokratyczna postawa. Zamiast konsensusu, czy chociażby dialogu, kulturalnego „nie zgadzam się z Panią/Panem”, zakrzykiwanie się nawzajem i „blokowanie” przeciwników ideowych. Środowiska „blokujące” nie uznają klasycznych form mieszczących się w demokratycznym państwie prawa. Choć w kółko mówią o tolerancji, to w gruncie rzeczy nie tolerują nikogo o odmiennym światopoglądzie z miejsca kwalifikując go jako faszystę.
Co oznacza słowo faszyzm? W sumie, to nie wiadomo. Faszyzm, nacjonalizm, (neo)nazizm i nietolerancja używane są w „blokerskich” obwieszczeniach (bo przecież nie w dyskursie) tak naprawdę zamiennie i znaczą w praktyce to samo. Cóż, można by się zapewnie sprzeczać. Na temat tego czy faszyzm i nazizm są tym samym i jak mają się do nacjonalizmu toczy się przecież akademickie dysputy. Generalnie jednak hasło „nietolerancja” wydaje się w wypowiedziach blokerów mieć wartość nadrzędną. Tylko konia z rzędem temu, kto wyjaśni co ono oznacza. I jakie są granice nietolerancji. Bo czy krytykując postawy narodowe i skrajnie upraszczając ich wizerunek blokerzy nie wykazują się tym samym… Brakiem tolerancji? I czym ona w ogóle jest? Czasem mam wrażenie, że ten termin nie jest rozumiany jako zgoda na coś, ani obojętność wobec jakiejś odmienności, ale bezwarunkowa kapitulacja wobec czyjegoś światopoglądu wiążąca się ze stuprocentowymi ustępstwami wobec czyjejś (mocno dyskusyjnej) wrażliwości. Jest to de facto autodyskryminacja i cenzura własnego sumienia, jakaś mutacja poprawności politycznej, tylko jeszcze bardziej zaawansowana. Czemu w imię tolerancji mam nie tolerować siebie? Czy dyktat tolerancji nie jest czasem faszyzmem?
I niby czym jest antyfaszyzm? Wydawać by się mogło, że wszystkim, co jest wobec faszyzmu przeciwstawne. Ale nazwa jest w gruncie rzeczy zwodnicza. Wśród członków Porozumienia 11 Listopada trudno znaleźć inicjatywę, która nie jest lewicowa. Mamy więc różnorodne kolektywy, „Krytykę Polityczną”, lubelską TEKTURĘ, Stowarzyszenie Młodzi Socjaliści, Czarny Sztandar, Federację Anarchistyczną itd.[2] Od dziesięcioleci antyfaszyzm jest kojarzony z lewicą i to niezwykle skrajną, żeby nie powiedzieć komunizującą. Czyli co? Mam wybierać między kijem a pałką? Jak nie faszyzm to lewacka utopia? Jak widać jako osoba o prawicowych poglądach nie mogę (z punktu widzenia antyfaszyzmu) nie być faszystą. Tylko jak, np. konserwatysta, ma kochać faszyzm? Przecież faszystowskie bojówki rozpędzały w latach 20. katolickie procesje. I niby dlaczego cała prawica jest wrzucana z miejsca do jednego wielkiego wora? Będąc konserwatystą nie można być jednocześnie nacjonalistą. Wszak nacjonalizm to przecież jakobiński wymysł Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Kontynuatorzy tradycji Burke’a nie mogą być nim zachwyceni. To tak jakby brać socjalizm, anarchizm i komunizm i stawiać między nimi znak równości. A jednak się da. Wystarczy tylko spojrzeć na prawicę antyfaszystowskimi okularami. Na kartach „Brunatnej księgi”[1] to nie ma znaczenia. Konserwatysta, narodowiec i neonazista – jeden kij! Bo tylko lewica posiada „monopol na zbawienie”. Jako rzekł klasyk… Ups! Nietolerancja! Klasyczka: „Jeśli ktoś nie był komunistą za młodu, to nie będzie przyzwoitym człowiekiem.” Cała reszta to faszyzm.
Muszę przyznać, że trochę mnie to bawi. Z jednej strony dowodzi, że lewactwo (bo nie mogę użyć w tym wypadku określenia „lewicowcy”, byłoby to obraźliwe wobec tych, którzy podpisali wiszący na Głównej list otwarty[3]) zastępuje refleksję pustymi sloganami, a z drugiej, że nie czyta książek. Nie chcę zadzierać nosa, że niby ja przeczytałem wszystko, co napisano na ten temat. Nie chcę też twierdzić, że swojego czasu najradykalniejsza część prawicy nie zadurzyła się w Mussolinim. To byłoby kłamstwo. Nie można wreszcie zaprzeczyć, że na polskiej prawicy nie ma w ogóle trybalnego rasizmu czy dennego antysemityzmu. (Choć jest to nurt marginalny, a nie wiodący, jak chcieliby inni.) Ale włoski faszyzm miał w gruncie rzeczy lewicowe korzenie. Bo Mussolini był w końcu wcześniej socjalistą, a trzon ruchu faszystowskiego stanowili socjaliści i anarchiści. Początkowo faszyzm najlepiej rozwijał się w takich obszarach Włoch, jak Emilia czy Toskania, uchodzących za najbardziej „czerwone”. Faszystowski korporacjonizm wywodził się wprost z syndykalizmu. Mussolini odrzucał marksistowską teorię walki klas, potrzebował więc czegoś, co uzupełniło by ten ideologiczny ubytek. Realizację syndykalistycznych idei przez faszystów można wyraźnie dostrzec szczególnie w środowisku wiejskim.
I wreszcie: Skąd wzięła się idea faszystowskich bojówek, a później także osławionej milicji? Czy nie był to efekt typowo lewicowej alergii do służb stricte mundurowych? Większość polskich lewicowych (i lewicujących) partii politycznych w latach 20. czynnie wspierała program powszechnego przygotowania społeczeństwa do wojny („Naród pod bronią”), m. in. przez propagowanie idei milicji. (Notabene, w Stanach Zjednoczonych jest to raczej cecha charakterystyczna konserwatywnego Południa.) Czy to nie lewackie bojówki tak namiętnie biją się ze skinami? No, ale wrzeszczący „no pasaran” bloker z pokojowo zasłoniętą bandamą twarzą to nie lewacki bojowiec. To „aktywista Antify”.
Nie wezmę udziału w Marszu Niepodległości. Nie to, że się boję, że mnie „zablokują” albo rzucą we mnie koktajlem Mołotowa. Nie to, że ta idea mi się nie podoba. Co prawda nie do końca mi po drodze z głównymi organizatorami, ale pociągające są dla mnie hasła patriotycznej i, co ważniejsze, apolitycznej manifestacji[4]. Niemniej jak co roku po prostu pójdę na lokalne uroczystości pod pomnik Piłsudskiego. Może niedługo to też będzie faszyzm? I może niedługo to też będą „blokować”.
______________________


Komentarze
Pokaż komentarze (3)