Horatius Horatius
258
BLOG

Ziarna i plewy

Horatius Horatius Rozmaitości Obserwuj notkę 0

Ci, którzy od dłuższego czasu marzą o tym, żebyśmy wreszcie wyrównali do Zachodu mogą odczuwać satysfakcję. Chociaż chyba nie o to im chodziło.

 
A analogia do zamieszek w Londynie nasuwa się sama. W obu przypadkach wiodącą rolę odgrywała młodzież. Nie sądzę, aby na ulicach Warszawy rzucali brukiem osobnicy w wieku 30+. Młodzież nam się nudzi, a jak nie ma co robić, to szuka sobie rozrywki. Lepszego wytłumaczenie zaistniałej sytuacji nie dostrzegam. W to, że obie strony rozpaliły do czerwoności namiętności ideologiczno-polityczne do końca nie wierzę. Taki np. Sutowski może sobie gloryfikować Frakcję Czerwonej Armii, ale, prawdę powiedziawszy, nie wyobrażam go sobie pochylonego nad ładunkiem wybuchowym domowej roboty. Nie przeceniałbym też rzekomej prawicowości cechującej środowiska kibolskie. Powątpiewam, że ci, którzy przychodzą na mecz z kastetami i łańcuchami chcą bić się po mordach ku chwale Ojczyzny. Każdy powód do bitki jest dobry. Uliczne bójki rodem z niemieckich ulic są zatem niczym więcej, jak jakąś mutacją znanego z powieści Palahniuka „Fight clubu”. Lekarstwem na codzienną nudę czasów po „końcu historii”, a jednocześnie świadectwem, że wciąż można ją napisać.
 
Miało być dobrze, a wyszło jak zwykle. Pisałem już, że hasła, które przyświecały Marszowi Niepodległości bardzo mi odpowiadają. Organizatorzy przedstawiali ją jako otwartą, choć stricte prawicową, apolityczną inicjatywę patriotyczną, która miała być wyrazem naszej tożsamości narodowej. Niby nic złego. Spodziewałem się jednak, że dojdzie do jakichś incydentów. Każdy, kto posiada głowę na karku mógł się spodziewać, że w tak wielkim tłumie oprócz matek z dzieckiem pojawią się także głodni wrażeń skini lub kibole. Muszę przyznać, że w tym punkcie organizatorzy mnie mocno zawiedli. Nie słyszałem nic o np. zakazie zasłaniania twarzy podczas marszu. Taka mała rzecz z pewnością zmniejszyłaby skalę niepożądanych utarczek. Spodziewałem się utarczek. Wyszła regularna bitwa.
 
Skoro już mowa o tym, kto zawiódł najbardziej, to chyba na pierwszym miejscu wypada wymienić władze miasta. Oglądam sobie TVP Info i krew się we mnie gotuje. To co w końcu z tym Marszem? Najpierw go zdelegalizowano, a jak poszedł sobie dalej to nagle zrobił się legalny. Proste! Jak się biją to jest źle, a jak się nie biją to jest dobrze. Typowa postawa polskiej administracji, która niemal rytualnie umywa od wszystkiego ręce i ucieka od odpowiedzialności. A tego, że dojdzie do starcia włodarze stolicy mogli spodziewać się na długo wcześniej. No bo jeśli dwie manifestacje – prawicowa i lewicowa – spotykają się na swojej drodze, to z reguły nie jest przyjemnie, prawda? A jak idzie jeden marsz, a na jego trasie stoi drugi, to chyba katastrofa gotowa.[1] No, ale dla światłych i przewidujących urzędników nic nigdy nie jest jasne. Lepiej przecież szacować straty i płakać, że w budżecie nie ma na to środków (czy też cokolwiek innego…).
 
Z medialnych migawek wyłania się za to pozytywny wizerunek policji. Właściwie taką policję chciałbym mieć na co dzień (a nie mam). Działa od razu, izoluje obie grupy, jak trzeba nie waha się użyć broni gładkolufowej. Do tego profesjonalnie przygotowany do swojej roli rzecznik władz porządkowych, który cierpliwie i spokojnie wszystko wyjaśnia reporterom. To trochę… Zbyt piękne, żeby było prawdziwe.[2] Same media dostały dziś za swoje. Co najmniej od czasu katastrofy smoleńskiej dziennikarze nie są, delikatnie mówiąc, zbyt lubiani. Najpierw jeden z fotografów dostał w twarz. Cóż, rozumiem, że ten zawód wymaga ryzyka „na pierwszej linii”, ale nonszalanckie opieranie się o barierkę za którą kłębi się masa zakapturzonych postaci chyba nie jest najmądrzejsze. Swojego rodzaju memento stanowiło też spalenie wozu TVN. Może jednak bezpieczniej jest powrócić do dziennikarskiej niezależności? Przed wyborami ekipa „Faktów” przechodziła wręcz samą siebie, więc raczej się temu zdarzeniu nie dziwię. Zwłaszcza, że, jak stwierdził Kazimierz Wóycicki[3]: „Wszystko co widziałem przeczy wiadomościom TVN. Zupełny brak obiektywizmu i rzetelności dziennikarskiej.” Widać społeczeństwo postanowiło się upomnieć o jakość informacji. TVP Info też pokazało dzisiaj obiektywizm ze wskazaniem. Jakoś w cieplejszy sposób prezentowano tam „Kolorową Niepodległą”.
 
Marsz Niepodległości będzie przede wszystkim stanowił realny problem dla wizerunku polskiej prawicy. Dzisiejszy dzień był przecież triumfem „antyfaszystowskiego” Porozumienia 11 Listopada. Prowokując Marsz odnieśli z góry zamierzony skutek: My jesteśmy mili, kolorowi i tolerancyjni, gramy tu sobie i bawimy się, a tamci to źli faszyści, groźni i ponurzy, którzy biją wszystkich i emanują agresją.[4] Media już przypisały rozruchy tylko i wyłącznie do Marszu. Tylko czy grupa, która dla demolki się od niego odłączła, to dalej jest Marsz Niepodległości? Nieważne. Teraz będzie można uruchomić rewolucję na całego i zintensyfikować akcje przeciwko „skrajnej prawicy” w postaci tak emanujących tolerancją akcji, jak np. zasłonięcie pomnika Dmowskiego.[5] Nie, to przecież wcale nie jest prowokacja… To my jesteśmy tymi dobrymi! Fakt, afera z chowającymi się w proletariackiej kawiarni „Krytyki Politycznej” bojówkarzami Antify z Niemiec (sic!), którzy tłukli Bogu ducha winnych rekonstruktorów nie pozostawiła dobrego wrażenia. (Zwłaszcza, że pakowani do „suk” anarchiści wcale nie wyglądali na męczenników ludu… Może luksusowy klub KP nie jest na tyle warowny, żeby stać się drugą komuną paryską?) Ale na pewno zostanie to szybciej zapomniane, niż pacyfikacja Placu Konstytucji.
 
Czas będzie oddzielić ziarno od plew i pokazać, że prawica wcale nie jest wyłącznie „skrajna” i agresywna. Że my też potrafimy generować pozytywne emocje i obcy nam jest bojówkarski terror, który z uporem maniaka przypisuje się narodowcom. Marsz pokazał też niekończący się problem ONR-u i Młodzieży Wszechpolskiej, na których wciąż ciąży odium antysemityzmu i „nietolerancji”. Od lat obie te organizacje pokazywane są jako grupa skinheadów, a dzisiejszy dzień tylko ten obraz potwierdził. Jeśli jest inaczej, to zarówno ONR, jak i MW powinny coś z tym zrobić. I to szybko. Co więcej, będzie to problem wszystkich ludzi i środowisk uważających się za spadkobierców Dmowskiego. A stąd już tylko krok do potępiania zwolenników Piłsudskiego. No, bo przecież sanacja to dla niektórych też czysty faszyzm. W „szerokim znaczeniu” tego słowa, jak rzekłby prof. Hartman.[6] Słuchając więc tego corocznego festiwalu lukrowania Marszałka (jako piłsudczyk szczerze wówczas cierpię) spodziewałbym się tego, że już niedługo każdy rodzaj bardziej tradycjonalistycznej postawy zostanie okrzyknięty faszyzmem i ksenofobią. Przeciwstawienie się tej tendencji będzie dla prawicy prawdziwym wyzwaniem. Zwłaszcza, że, nie czarujmy się, lewica wcale nie będzie skora bić się w piersi za „aktywistów” Antify.
 
Co więcej, sadzę, że dalsza organizacja kolejnych Marszów Niepodległości będzie poważnym błędem. (Oglądając telewizyjne materiały nie sądziłem, że zgodzę się w tym punkcie z prof. Ciskiem.) Postawy w stylu „nie możemy się poddać lewackiemu terrorowi” mogą przynieść przeciwny do zamierzonego efekt, podobnie jak dzisiejszy Marsz. Bo następne patriotyczne manifestacje będą tylko ściągać kolejne grupy zadymiarzy i corocznie psuć wizerunek polskiego patriotyzmu. Należy się raczej skupić wokół lokalnych, państwowych obchodów i dbać o uatrakcyjnienie ich dla młodzieży.
 
Dzień 11 listopada 1918 r. był świętem narodowej zgody. Zarówno prawica, jak i lewica zjednoczyły się wówczas w celebracji odzyskania niepodległości. Fakt, że 11.11.11 nie potrafiliśmy tego powtórzyć nie najlepiej o nas świadczy. I jeszcze gorzej o naszej przyszłości.
 
_______________
 
 
Horatius
O mnie Horatius

Najlepiej przekonać się jakie mam poglądy czytając moje teksty.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości