Zarówno blogerzy, jak i publicyści są nadzwyczaj przewidywalni. Od wczoraj trwa przerzucanie piłeczki: Kto jest winny? No to rzucę i ja.
Od kiedy wybuchły pierwsze starcia w pamiętnym dniu 11.11.11 jasne było, że prędzej czy później obie strony zaczną zrzucać na siebie odium winy. Dzisiejszy dzień upłynął właśnie na podobnych dywagacjach. Przypomina to przepychanki na szkolnym boisku. „To ty zacząłeś!” „Nie, to ty zacząłeś!” Nie ma tylko wszechwładnej Pani do której można by się poskarżyć.
Prawica za nic nie ustąpi lewicy, a lewica nie popuści prawicy. Prawica nie chce się do końca pokajać za wybryki kiboli i (nie uwierzę, że ich tam nie było) skinheadów, bo tym samym wręczyła by „Kolorowej” pałkę do ręki. Ciężko jest się przyznać, że naprawdę część uczestników przyjechała się tam po prostu „ponap…” jak na wiejskiej dyskotece. I ciężko z tego wyciągnąć wnioski. Bo można by dojść np. do takich, że widocznie ONR i Młodzież Wszechpolska to nie najlepsze szyldy dla imprez, którym przyświecają podobne ideały. A lewica w kuriozalny sposób tłumaczy się za Antifę. Albo ich nie było, albo w heroiczny sposób bronili tej kolorowej wysepki demokracji w morzu agresywnego faszyzmu. (Dzieci w wózkach wiezione na Marszu Niepodległości też się w to wliczają?) I dalej to tłumaczyć jak tam u nich było wesoło i pacyfistycznie. Dzięki mężnym, zapewne także pacyfistycznym, obrońcom ludu z Antify. (Daruję sobie dowodzenie, że odziani na czarno „aktywiści Antify” z pokojowo zasłoniętymi twarzami nie przyjechali tu tylko i wyłącznie „bronić przed nazizmem”. Sturmabteilung, osławione SA, też przecież początkowo służyła do „ochrony”…) Swoją drogą, jakaś cienka ta nasza skrajna lewica, skoro musi importować bojówkarzy zza Odry. No, ale „do obrony przed faszyzmem” zawsze warto skrzyknąć zagraniczny kontyngent. Przecież stara doktryna tak bliskiej lewicy rewolucji mówi, że wróg jest wszędzie. No bo „skrajna prawica”… Zastanawiam się tylko, czy w ostatnich dniach w mediach jakakolwiek prawica nie była „skrajna”?
Najbardziej żal mi policji. Tej obrywa się od jednych i drugich. Częściowo zasłużenie (kto by się w tym kraju spodziewał zaradnych gliniarzy?), a częściowo dlatego, że tak najłatwiej. W tym wypadku dzieci się zbuntowały i zaczęły obwiniać także panią. A fakt, że wśród policjantów kilkudziesięciu odniosło obrażenia przechodzi jakoś niezauważony.
Skoro już zwarliśmy się w tej gorączkowej walce to może pomińmy to całe medialno-blogerskie szaleństwo i wróćmy do samego początku. Jeszcze przed całą aferą Rafał Ziemkiewicz zwracał uwagę, że wiec pod nazwą „Kolorowa Niepodległa” najzwyczajniej złamał prawo, a konkretniej art. 52 kodeksu wykroczeń:
„Art. 52. § 1. Kto:
1) przeszkadza lub usiłuje przeszkodzić w organizowaniu lub w przebiegu niezakazanego zgromadzenia,
2) zwołuje zgromadzenie bez wymaganego zawiadomienia albo przewodniczy takiemu zgromadzeniu lub zgromadzeniu zakazanemu,
3) przewodniczy zgromadzeniu po rozwiązaniu go przez przewodniczącego lub przedstawiciela organu gminy,
4) bezprawnie zajmuje lub wzbrania się opuścić miejsce, którym inna osoba lub organizacja prawnie rozporządza jako zwołujący lub przewodniczący zgromadzenia,
5) bierze udział w zgromadzeniu posiadając przy sobie broń, materiały wybuchowe lub inne niebezpieczne narzędzia,
- podlega karze aresztu do 14 dni, karze ograniczenia wolności albo karze grzywny.
§ 2. Podżeganie i pomocnictwo są karalne.”*
Wygląda na to, że chłopczyk w czerwonej (czy jak kto woli – kolorowej) koszulce zaczepił tego w białej (biało-czerwonej?) i teraz drze się na całe gardło: „Biją mnie!” Zajmując ul. Marszałkowską i pokojowo zastawiając ją odzianymi na czarno blokerami organizatorzy wiecu „Kolorowa Niepodległa” złamali prawo. Abstrahując od faktu, że odmawianie komuś prawa głosu czy manifestowania swoich poglądów jest antydemokratyczne (czy wręcz faszystowskie), doszło po prostu do zwykłego przestępstwa. A skoro „Kolorowa” tak kocha demokrację, to powinna się chyba oddać władzy prawa?
__________________


Komentarze
Pokaż komentarze