Szczególnie w Lublinie. Wygląda na to, że widmo poprawności politycznej na trwale zawisło nad lubelskimi ośrodkami akademickimi.
Niedawno dostało się kolegom z KUL-u. Co prawda Braun faktycznie pogwałcił zasady savoir vivre’u (i nie zmieni tego fakt, że w dużej mierze miał rację), niemniej po tej sytuacji na środowiska studenckie padł blady strach. No bo jak przeprowadzić interesujące spotkanie, skoro za sam wybór gościa można porządnie oberwać? Można się czepiać, że od kontrolowania spotkania jest moderator, jednak nie zmienia to faktu, że zawieszenie Koła Naukowego Historyków Studentów KUL wywołało klasyczną traumę wśród lubelskich studentów.
A dziś ta tendencja została utrwalona przez uczelnię zza miedzy. Debata pomiędzy Michałem Kabacińskim z Ruchu Poparcia Palikota i Mariana Kowalskiego z ONR nie doszła do skutku. Trudno domniemywać czy bezpośredni wpływ na tą decyzję miała (występująca przed kamerami) opiekun koła czy rektorat. W każdym bądź razie uczelnia powiedziała stanowcze: NIE! Wedle słów opiekunki Studenckiego Koła Dziennikarskiego Wydziału Politologii ONR nie jest na UMCS mile widziany, choć zgodnie z oświadczeniem władz poszło o kwestie bezpieczeństwa. (Niby jakie? Barierki i armatki wodne?) Warto zauważyć, że bardzo fair postąpił poseł RPP, który zwrócił przed mediami uwagę, że jedna strona jest w tym przypadku wyraźnie faworyzowana.
Jednym słowem: Nie zależnie skąd jesteś, drogi studencie, z KUL-u czy z UMCS-u, nie wychylaj się zbytnio. Wszelkie kontrowersyjne treści nie są w świątyniach dialogu respektowane, a jakiekolwiek przemycanie nieprawomyślności na uniwersytety zostanie w najlepszym razie zablokowane. ONR jest kojarzony z antysemityzmem, fakt. Braun też nie pokazał klasy niewybrednie wyrażając się o wielkim kanclerzu uczelni, na której gościł. Niemniej działalność uniwersytetu opiera się na dyskusji, a jej wyeliminowanie (nawet nie wiadomo jak ostrej) godzi w samą jego istotę. I nie jest w tym przypadku ważny uczelniany PR (tak ważny przy przyciąganiu kolejnych setek studentów), czy poglądy polityczne uczelnianych władz. Chodzi tu o samą istotę działania, naczelne zasady, które powinny zakładać uszanowanie każdego głosu. W najlepszym wypadku można pokazać bzdurność czyichś poglądów wykazując to w dyskusji. Ale łatwiej jest po prostu jej zakazać.
Wolność słowa w najlepsze hula po Lublinie. Skoro uniwersytety nie są w stanie brać na siebie roli forum naszych czasów, to co powinno je w tym zastąpić? I jak wróży to na przyszłość?


Komentarze
Pokaż komentarze (27)