Dziś tematem na topie jest stan wojenny i wszystkie kurioza, które ostatnio zagościły w Polsce w związku z obchodami czy Towarzyszem Generałem. Ale ja nie o tym.
A w sumie miałem dziś o tym właśnie pisać. Bo jest o czym. To jeden z tych dni w roku, które zdarzają się niezwykle rzadko. Otóż dziś właśnie we wszystkich mediach stan wojenny jest zły, a jego organizator dobry. Ot, temat obszerny i zasługujący na notkę, a u mnie tylko dygresja. Może kiedyś sobie to jakoś odbiję.
Są dziś jeszcze dwie kwestie godne większego tekstu. Obie sprowadzają się do faktu, że pewne zjawiska (co powinno nas przynajmniej niepokoić) stają się normą. Okazało się, że kolejny białoruski działacz niepodległościowy oberwie po głowie dzięki polskiemu wymiarowi sprawiedliwości. Raz się mogło zdarzyć. Ktoś się wykazał brakiem kompetencji czy zwyczajną głupotą. Ale dziś mamy kolejny skandal związany z… No właśnie. Tak do końca nie wiemy z kim, bo prokuratura i MSZ przerzucają piłeczkę na swoja połowę. Typowy „polski bałagan”. Nie wiadomo kto, co i jak, a gdy wychodzą na wierzch wadliwe mechanizmy działania, to nagle odpowiedzialność jakoś się rozmywa. A jak nie spada na jednostki to spada na wszystkich. Trudno, żeby po kolejnym tego typu incydencie (zwróćmy uwagę, że podobnych nieprawidłowości, choć nie tak głośnych, było już kilka) białoruscy dysydenci będą uciekać się pod troskliwe skrzydła polskiego państwa. Tego, które chce uchodzić za ich orędownika. Niemniej dziś (choć w kontekście ks. Popiełuszki – sic!, tudzież stanu wojennego) minister Sikorski wyraził swoje zadowolenie z silnej pozycji Polski w Europie. Ciekaw jestem, czy naprawdę jest ona tak stabilna, skoro nieustannie kompromitujemy się na arenie międzynarodowej. W dzisiejszych czasach uchodzenie za obrońców uciśnionych może pozyskiwać poparcie zachodnich salonów. A szkodzenie im?
Dwa to już norma. Te same słowa można by przytoczyć w temacie belgijskiego zamachowca. Gdy okazało się, że Breivik wcale nie był konserwatywnym, nacjonalistycznym faszystą chcącym pożreć żywcem wszystkich biednych muzułmanów, tylko zwykłym szaleńcem pojawia się kolejny zabójca. O drugim masowym mordercy jak dotąd niewiele wiadomo z wyjątkiem jednego: Podobnie jak jego poprzednik był świetnie uzbrojony. Nic nie wiemy o jego motywach czy tożsamości. Równie dobrze można by zadać pytanie: Skąd miał do cholery granaty? Nawet w Kalifornii nie można chodzić po ulicy z materiałami wybuchowymi. Na tym jednak mrożące krew w żyłach newsy się nie kończą. We Włoszech kolejny zamachowiec zabił dwóch Senegalczyków. O razu przypisuje mu się rasizm, podobnie jak Breivikowi doklejano etykietkę z napisem „nacjonalista”. Może być i tak. Okazuje się, że multikulturowość to kolejna utopijna bajeczka, która wkraczając na pole inżynierii społecznej funduje nam nie tolerancjonistyczny raj, ale kolejne napięcia społeczne. Niezależnie od tego, prawdziwy wysyp szaleńców dopiero przed nami.
W sumie przemoc od dłuższego czasu jest normą. Z pojedynczych incydentów dawno przerodziła się na Zachodzie w stałe zjawisko. Do nas zaczyna docierać z pewnym opóźnieniem. Dantejskie sceny zakłócające Marsz Niepodległości nie umywają się przecież do regularnych walk neonazistów i „antyfaszystów” z Niemiec czy Hiszpanii, mogą być jednak zapowiedzią przenoszenia na nasz grunt podobnych tendencji. Dzisiejszej nocy zdewastowano popiersie płk Ryszarda Kuklińskiego w Krakowie wypisując słowa „zdrajca” i „śmierć USA”. To nie pierwsza dewastacja pomników dokonana w ciągu ostatnich lat przez lewackich… Jak to nazwać? „Aktywistów”? Z drugiej strony mamy również pojawiające się od długiego czasu wypadki bezczeszczenia żydowskich cmentarzy, czy incydenty przypominające wymalowanie na masce samochodu dra Libionki swastyki. Zachodniomyślność płynie do nas szerokim nurtem. Z całym dobrodziejstwem inwentarza. Dwa to już norma. Bo za nią jest już trzy, cztery i pięć. A wkrótce dziesięć. Idę o zakład, że gdy po raz pierwszy wspomniano na łamach tego czy innego wpływowego pisma, że Jaruzelski to „człowiek honoru”, to też początkowo nikt nie brał tego serio. A dziś?
Dwa razy polski wymiar sprawiedliwości przysłużył się Łukaszence. Kiedy kolejny dysydent zapłaci za błędy kraju „Solidarności”? Dzisiejszy dzień przyniósł wiadomość o dwóch kolejnych zamachach. Zapewne to także początek anormalnej normy. U nas złowrogą passę rozpoczął zabójca z Łodzi. Na co powinniśmy się teraz przygotować?


Komentarze
Pokaż komentarze