Mam wrażenie, że zgubiłem gdzieś Święta. Tylko gdzie się one podziały?
Miałem o nich napisać już dawno. (I chyba to jest pierwszym dowodem na to, że serio je zgubiłem.) Ale nie napisałem. Zebrałem się do tego dopiero dzisiaj, bo chyba tak naprawdę dopiero teraz do mnie dociera, że gdzieś mi one umknęły.
Może w przedświątecznym zamieszaniu? Sprzątanie, zakupy, to, tamto, siamto i owamto. Każdy z nas to zna. I każdemu z nas przysłania realny sens świętowania. Albo wręcz przeciwnie, chyba zniknął w rozpełzającym się z wolna od kilku dni rozprężeniu? Święta idą! To okres w którym wykładowcom nie chce się już nawet wykładać, a studentom słuchać. Do tego godziny rektorskie gonią godziny rektorskie. U innych też nie widziałem zanadto świątecznego nastroju. Życzenia to właściwie czczy rytuał. Niedawno spotkałem znajomego. Wyjeżdża na Święta. Drugi cieszył się, że wreszcie sobie porządnie popije. No, świątecznie, nie ma co. To tak jakby przygotowywać się na kolejny długi weekend, taką wyczekaną majówkę, tylko w grudniu.
Zniknął gdzieś cały ten klimat. Może to przez śnieg? U mnie wokół domu nie ma go już teraz ani grama. Trochę popadało, ale jak tylko człowiek się zorientował, że będą jednak białe święta, to śnieg złośliwie wziął się i rozpuścił. Cham jeden. W telewizji niby leci „Kevin sam w domu”, czy coś w ten deseń, ale w najpopularniejszym wśród Polaków świątecznym towarzyszu też tego niepowtarzalnego klimatu ani śladu. Lecą same komedie romantyczne. Z tym kojarzą się nam Święta? Z plastikowym romansem? Kolędy przypominają podwójnie polukrowany „Taniec z Gwiazdami” czy inny tandetny festiwal. Nawet Google zrobił jakieś pseudo-nowoczesne logo z mikołajem, choinką i czymś tam jeszcze. Ot, typowe symbole, nomen omen, Bożego Narodzenia.
Ach! Teraz sobie przypomniałem! Przecież w tym roku uświadomiliśmy sobie, że już (w większości) nie jesteśmy katolikami. Ruch Poparcia Palikota dostał się do parlamentu z dobrym wynikiem, Nergal podarł Biblię i został za to stosownie nagrodzony, Człowieka-Motyla wynoszono pod niebiosa, a „Newsweek” i „Wprost” prześcigały się w tym, kto dowali bardziej gorszącą okładką. I to wszystko w kraju, gdzie wciąż większość deklaruje się jako katolicy sarkając jednocześnie na księży. No to jak tu utrzymać „magię świąt”?
Tylko… Co roku tak narzekamy. Że coraz mniej Boga w Bożym Narodzeniu, że komercha i tandeta, albo rodzinny spęd. Ale jak się idzie tuż przed wigilią do spowiedzi, to jakoś dziwnym trafem kościoły pękają w szwach.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)