W ostatnim czasie Salon24 jest rozgrzany do czerwoności. Co roku z okazji Wielkiej Orkiestry Świątecznej pomocy jest na blogach bardzo ciekawie, ale w tym roku przekroczyło to wszelkie granice. Jakie są tego przyczyny?
Gdy tylko wejdę na główną w kółko Owsiak i Owsiak. Zupełnie jakby oprócz niego nic innego nie istniało. A orkiestra ma to do siebie, że jeden człowiek nie może jej tworzyć. Jednoosobowa orkiestra to zwyczajny solista. Zatem Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy to nie tylko Jurek Owsiak. Dzisiaj moi znajomi jeździli po mieście i rozwieszali plakaty. Jakoś nie widziałem, żeby coś podobnego robił sam szlachetny sir Jurek. Ona raczej nagrywa reklamówki w różnych egzotycznych miejscach. Zatem WOŚP to nie Owsiak, tylko tysiące wolontariuszy, którzy będą w najbliższym czasie zbierać datki. Z Woodstockiem jest podobnie. Jurek i Jurek. Owsiak to, Owsiak tamto. „Róbta co chceta” i „róbta co chceta”. Problem polega na tym, że jakoś nie wyobrażam sobie samego woodstockowego demiurga, który stawia w pojedynkę Dużą Scenę.
Zatem i jedno i drugie to nie jest sam wyłysiały hipis. Czy tego chcemy, czy nie chcemy WOŚP to wielki ruch społeczny stworzony pod hasłem pomocy innym. Sama krytyka, która płynie szerokim nurtem na Salonie i w licznych mediach wcale tego nie zmienia. Ale fakt, że finansowanie Orkiestry jest owiane mgłą tajemnicy jest wręcz rażący. Podobnie jak to, czego można by się dokopać w jej dokumentach finansowych. Założę się, że znamienita większość wrzucających „pieniążek” do puszki wcale nie myśli wtedy o Przystanku Woodstock. Podobnie jak nie każdy z wolontariuszy przyjeżdża na festiwal, który organizuje się rzekomo żeby im podziękować. A do tego sam Owsiak awanturujący się z każdym, jak gdyby był fajną laską w miniówce której każdy chce założyć na palec pierścionek zaręczynowy… Cóż, powodów, żeby krytykować Owsiaka i pozostającą w jego cieniu Orkiestrę nie brakuje.
Analogicznie jest z Woodstockiem. O upolitycznieniu festiwalu wielokrotnie wspominałem, np. w tekście „No to może jeszcze o Woodstocku?” Z drugiej strony nie mogę samego PW nazwać, jak określił to Foxx, „hucpą jawnie polityczną”. Dlaczego? Bo ani ja, ani żaden z moich kumpli nie jedziemy tam ani dla wyrażenia partyjnego poparcia, ani z miłości do Jurka. Obecny na Woodstocku Przystanek Jezus też nie jest przybudówką PO czy fanklubem Owsiaka. Cóż, Foxxie, każdy widzi to, co chciałby widzieć. Młodzież nie jeździ tam z powodów ideologicznych, chcąc kontestować istniejący system. Nie żyjemy w czasach PRL-u, a Woodstock to nie Jarocin. Tam się jedzie napić piwa, przypalić jointa, wyrwać jakąś fajną laskę i posłuchać muzyki. Zdaję sobie sprawę, że tym, którzy dorastali w latach 80. (choć czasem wygląda to jakby wciąż tam tkwili – wątek godzien odrębnej notki) zupełnie nie mieści się to w głowie. A raczej zmieścić się nie chce z innych powodów… PW to także nie jest sam twórca „Kręcioły”. To ludzie, którzy tam przyjeżdżają.
Ale do rzeczy. Skąd tak mocna i jednoznaczna krytyka wszystkiego co owsiakowe, która właśnie przelewa się przez media i Sieć? Z silnej polaryzacji politycznej, która zachodzi w Polsce.
W ciągu ostatniego roku prawica znalazła się w defensywie. Tryumf Palikota i dająca o sobie znać pełzająca rewolucja obyczajowa wyraźnie „prawych” zaniepokoiły. Podobnie jak zupełnie irracjonalna wygrana PO (której każdy statystyczny Polak po prostu nie ufa) zwiastująca jej krytykom dociskanie do ściany czy dantejskie sceny z antydemokratycznej blokady Marszu Niepodległości. Za to obóz liberalno-lewicowy jest rozochocony i zadziera nosa do granic możliwości. A jak ktoś czuje się pewnie, to… „Walka klasowa zaostrza się w miarę sukcesów rewolucji.” (Czy jakoś tak. Nigdy nie byłem mocny w pleceniu lewackich fanaberii.) Zatem konflikt polityczny zwany już teraz wojną polsko-polską wszedł w decydującą fazę. (No, chyba, że będzie jeszcze gorzej.) Na wojnie, jak to na wojnie, niszczy się przede wszystkim zaopatrzenie.
Salon & S-ka robi to w całkiem prosty sposób. Mając swoich ludzi u władzy wystarczy odciąć dotacje tu i ówdzie (wystarczy zestawić kasę „Frondy” z „Krytyką Polityczną) lub odmówić koncesji (TV Trwam?). A oprócz tego zwyzywać od faszystów i dorobić gębę tam, gdzie jej aktualnie szukać nie trzeba, żeby potwierdzić słuszność nietolerancji wobec wrogów tolerancji. Co zatem może zrobić prawica? Rewanż w postaci agresywnej retoryki czy wyolbrzymiania tego czy owego (nie mówcie mi, że tego nie widzicie) to stanowczo za mało. Należy usunąć zaplecze, żeby wróg się wykrwawił.
A zaplecze to Owsiak. Brylujący o dawna po telewizyjnych studiach „apolityczny” autorytet dał salonowi to, na czym mu naprawdę zależy. Młodzież. Salon chce „dopaść nas przez nasze dzieci” i ma ku temu sposobność. Goście woodstockowej Akademii Sztuk Przepięknych są dobierani według mainstreamowego klucza. A to znaczy, że nie mogą lubić Kaczyńskiego, a najlepiej jakby jeszcze mieli lewicowo-liberalny światopogląd. Warto też wspomnieć odczyt listu od prezydenta Komorowskiego, który był najzwyczajniej w świecie bardzo zręczną manipulacją. (Zainteresowanych odsyłam do „No to może jeszcze o Woodstocku”.) Bardzo pluralistycznie jak na tak „kolorową” i „różnorodną” imprezę. A filarem PW jest w końcu WOŚP, które dało mainstreamowemu buntownikowi absolutny prymat w byciu wzorem dla młodych.
Jeśli salon jest Tronem, to bez wątpienia owsiakowszczyzna jest Ołtarzem. Nie ma więc co się dziwić, że o WOŚP pisze się jak się pisze. Uwikłanie ideologiczne czy polityczne jeszcze nigdy nie przyniosło podobnym inicjatywom nic dobrego. A przynajmniej nie na dłuższą metę.
Na wojnie zazwyczaj obrywa się najbardziej cywilom. Tak jak dziś obrywa się tym, którzy staną na ulicach naszych miast podzwaniając puszkami.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)