W Lublinie minął kolejny długi dzień strajku okupacyjnego firmy Protektor. Proletariat jak nic! Biedni, pokrzywdzeni, dyskryminowani przez złe władze spółki. A lewicy nima…
Protestujących widzi codziennie w najgorszym razie kilkuset mieszkańców Lublina. Stoją z transparentami przy ul. Władysława Kunickiego, jednej z najruchliwszych i najbardziej zakorkowanych w całym mieście. (Którą sporadycznie blokowali.) W poniedziałek minie równo tydzień od początku strajku. W mediach aż huczało od tego jak niesprawiedliwie potraktowano pracowników okupujących budynek. Byli odseparowani od świata, pozbawieni żywności i środków czystości, a do tego otoczeni kordonem policji i ochroniarzy. Władze spółki postąpiły wobec nich nie fair informując ich o tym 29 grudnia wysyłając im rozwiązanie umowy o pracę przez kuriera. A później umyły od wszystkiego ręce zrzucając to na policję. Sprawa była tak poważna, że mediacji podjęła się nawet kuria. Aż nóż się w kieszeni otwiera.
A ja obserwuję to wszystko i zachodzę w głowę. Gdzie do cholery pojawili się nasi lubelscy lewicowcy? Gdzie działacze naszego oddziału „Krytyki Politycznej”? Gdzie nasi anarchiści, którzy swojego czasu rozdawali „żywność zamiast bomb”? No po prostu gdzie?! Pojawił się jedynie Michał Kabaciński z Ruchu Poparcia Palikota, ale rasowy lewak traktuję tą partię raczej jako liberalny komitet uwielbienia burżuazyjnego Mr. P.
A nasze rodzime lewicowstwo zapewne robi to, co lewica w ogóle. Siedzi na Parnasie i oddaje się nauce i sztuce. Albo biega po salonach w wywrotowych trampkach Nike’a. I zapewne plecie w kółko o dyskryminowanych, wyzyskiwanych, proletariacie, aktywizacji obywatelskiej i Žižku. A strajk odnotowało jedynie Centrum Informacji Anarchistycznej. Tylko jakoś czarnych flag przed fabryką nie widziałem.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)