Horatius Horatius
2282
BLOG

Egoizm nasz powszedni

Horatius Horatius Polityka Obserwuj notkę 37

Wczoraj przeglądając główną Salonu24 można było dostać zawału serca. Rewolucja, kontrrewolucja, upadek rządu, Dzień Sądu, sanacja i co tam jeszcze kto chce. A wszystko przez ACTA, które pobudziły nasze szlachetne obywatelskie instynkty.

 
Najbardziej optymistyczny i zagrzewający lud do wznoszenia barykad był tekst Gadowskiego. Wieścił on, że oto zaraz jakże światła i idealistyczna, a jednocześnie buntownicza, młodzież przepędzi złego Tuska gdzie upieprz rośnie i wreszcie będzie mogła rozkwitnąć Nowa Rzeczpospolita, mlekiem i miodem płynąca. Zaraz, zaraz, a gdzie się nagle podziali znienawidzeni „MWzWM”, na których Salon tak niedawno sarkał i narzekał? Ci, którzy szczali na krzyż pod Pałacem Prezydenckim i jako zlemingizowany tłum (żeby nie powiedzieć motłoch) śmieli głosować na Partię Miłości? Nima. Zniknęli, rozpłynęli się w powietrzu, albo pochowali w piwnicach. Za to wreszcie pojawiła się nasza świetlana przyszłość, młode pokolenie, istna generacja JP2/’89-bis, która wreszcie spełni pokładaną w nim nadzieję i „odnowi tą ziemię” tak, jak Polska na to zasługuje. A wszystko dlatego, że wreszcie „żelazny elektorat” (sic!) wystąpił zwartym murem przeciwko Platformie.
 
W ostatnich dniach w naszym społeczeństwie faktycznie zawrzało. Cóż, ostatnio wrze w nim z paromiesięczną amplitudą, ale ten podskórny ruch był jakiś inny. Groźniejszy, bardziej złowrogi… Bardziej oburzony niż „Oburzeni”. Nawet idąc po ulicy słyszało się rozentuzjazmowane rozmowy o ACTA. Problem polega na tym, że to raczej nie cenzura w Internecie poruszyła nasze wrażliwe na państwowe i społeczne potrzeby serca, tylko realna groźba, która uderzyła w nasze potrzeby. Bo jak przyjdzie ACTA, to skończy się wchodzenie na Chomika, ściąganie filmów z Internetu oraz pisanie prac licencjackich i/lub magisterskich metodą „kopiuj-wklej”. I tu nasz świat runął. A w największej mierze runął dla młodego pokolenia, dla którego Internet jest bardziej rzeczywisty od rzeczywistego świata i stanowi większą potrzebę niż jedzenie i picie. Bo jak tu żyć bez ściągania muzy z neta? Większość młodych ludzi w ogóle nie kupuje płyt. A tak nasze portfele odchudzą się. I to znacznie, patrząc na ceny dyktowane przez wytwórnie. Na najnowszy film trzeba będzie pofatygować się do kina, a nie wklepać w wyszukiwarkę jego tytuł. I jak, do jasnej cholery, napisać pracę dyplomową, skoro nie można zerżnąć z sieci? Książki przepisywać? Ręcznie? No, prawdę powiedziawszy to do niejednej pracy naukowej lepiej jest pozycję ściągnąć z torrentów, niż wybulić grubą kasę na ściągniecie książki z Brytanii czy Stanów Zjednoczonych. (Zachęcam do sprawdzenia za ile. Czasem naprawdę włos się na głowie jeży.) No i chyba najważniejsze: Polacy są największymi amatorami porno w Internecie… A jak ACTA wejdzie w życie, to nic tam, panie, nie wiadomo…
 
I takie to właśnie złowrogie widmo zawisło nad naszymi rodakami. Żaden tam obywatelski sprzeciw i dzika rządza zachowania wolności słowa, tylko czysty egoizm. Należy jednak przyznać, że dla niektórych ten egoizm ma ideologiczną lub polityczną podbudowę. ONR ostatnio polubił wiecowanie, bo przez to ociepla wizerunek i ściąga nowych członków w swoje szeregi. Lewica tradycyjnie lubi wszystkie protesty i manifestacje. No, chyba, że jakiś zakład pracy pada, to wtedy to nie… (O czym niedawno pisałem.) A prawica od dłuższego czasu czuje się pod ścianą. Szczególnie prawicowe media, które widzą damoklesowy miecz dyndający nad ich głowami, wykorzystają wszystko, żeby obrócić to przeciwko nie kryjącemu niechęci do nich premierowi. A co gdyby, dajmy na to, anty-ACTA-owe wiece nie godziły w Wielkiego Dona? Czy wtedy też prawica tak cieszyłaby się obserwując ludzi z maskami Guy’a Fawksa/V jak Vendetta? Przecież niedawno Anonymous zablokowali stronę zakonu Marianów broniąc ks. Bonieckiego.
 
Polak to idealny poddany. Taki homo postpeerelus. Jak może coś uciułać, uniknąć szarwarku czy pańszczyzny to siedzi cicho jak mysz pod mietłą i patrzy tylko czy bożęta do mleka czasem nie szczają. Jak może nazbierać chrustu w pańskim lesie, czy krowę wypasać na dworskiej łące, to na wiwat wnet czapkę z łba zerwie i „hurra” krzycząc ponad głowę rzuci. Ale jeśli, nie daj Boże, ekonom z dworu do stodoły wlizie, żeby snopki porachować i zobaczyć, czy coś tam ich nie za dużo i do folwarku należne zabrać… No, to wtedy porywa się za widły, dwór puszcza z dymem i robi takie niepokoje antyfeudalne, że aż się rabacja galicyjska ze wstydu chowa.
 
Nic tak nie łączy jak wspólny interes. Pamiętnego 11 listopada anarchistyczni „antyfaszyści” najchętniej by się z ONR-owcami pozabijali, a wczoraj u nas w Lublinie wiecowali razem, tylko do siebie czasem pokrzykując i się tu i ówdzie przepychając. ACTA zmienia ludzi. A już studentów to w ogóle. Całkiem niedawno idąc za nową linią propagandową rząd studentom „zrobił dobrze”. Na moim wydziale jakoś dziwnie dużo osób w tym roku dostało stypendium ministra za wyniki w nauce… Ale studenci to niewdzięczne świnie! A to przecież oni, do spóły z wycierającymi mleko spod nosa licealistami, nakręcają całą inicjatywę. Filmy z neta są widać ważniejsze.
 
A to dopiero początek. Szykuje się protest kierowców w sprawie cen paliw. Co będzie dalej? Przechodnie przestaną chodzić na znak protestu w sprawie nierównych chodników? Będą fruwać? Podatnicy przestaną płacić podatki, bo są złodziejskie? Posiadacze instalacji gazowych zaczną okupację Sejmu, bo gaz jest skandalicznie drogi? W tym kraju trzeba by oprotestować wszystko, z obywatelami włącznie. Bo każdy siedzi tylko i czeka, aż „państwo da”. Nie ważne, że nie ma z czego. Ma dać! Bo to jego obowiązek! I nawiasem mówiąc, to za Gierka było lepiej…
 
Dzisiejszy Polak nie potrafi pracować. No, chyba, że na własne konto. W konta wspólne nie wierzy. W dobro wspólne też nie. Nie ma co wieszczyć wizji wielkich przemian, skoro na ulice wygoniły nas w taki mróz nasze przyziemne potrzeby, a nie obywatelskie odruchy. Pikietujący na ulicach polskich miast to kaleki ruch społeczny, a przynajmniej nie długotrwały. To nasza, spóźniona wersja prawdziwych „Oburzonych”. Oburzonych, że tracą coś, do czego są przywiązani. Polaków nie ruszyła ani katastrofa smoleńska, ani zabójstwo Rosiaka, ani samopodpalenie pod Kancelarią Prezesa Rady Ministrów. Irytuje ich tylko stan portfela. Więc nawet jeśli, co mało prawdopodobne, animowany przez Anonymous ruch zdoła się zinstytucjonalizować, co delikatnie mówiąc nie jest prawdopodobne, to i tak dalej czeka nas chaos.
 
 
 
Horatius
O mnie Horatius

Najlepiej przekonać się jakie mam poglądy czytając moje teksty.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (37)

Inne tematy w dziale Polityka