święty niepokój
Czasem pojawia się potrzeba napisania czegoś. Publicznie, ale tak naprawdę - dla siebie.
3 obserwujących
7 notek
5860 odsłon
  142   0

Kościół - o finansach i roli

Jestem po lekturze notki na temat finansów Kościoła katolickiego: http://fmpisblog.salon24.pl/383358,finanse-kosciola-katolickiego . Nie jest to żadne odkrycie – autor po prostu wypunktowuje fakty na temat tej kwestii. Piszę o tym, bo zwyczajnie ucieszyłam się, że ktoś propaguje wiedzę, która nie jest wprawdzie trudna do odnalezienia, ale nikt jej za bardzo nie poszukuje. Wystarczą miejskie legendy i zjadliwe komentarze na temat bogacenia się „pazernego kleru” kosztem tak biednych owieczek, jak i, co gorsza, niewierzących, którzy „płacąc podatki muszą pośrednio finansować to bagno”. Nie będę powtarzać wyszczególnionych już przez autora informacji dotyczących faktycznego obrazu finansów kościelnych i obowiązków księży w stosunku do państwa. Dodam może tylko, że każda parafia ma także wiele zobowiązań finansowych wobec kościelnych instytucji, liczonych od liczby mieszkańców parafii (a nie faktycznej liczby wierzących biorących udział w jej życiu), które pożerają lwią część mitycznej już „tacy” i „kopert” z kolędy.


Zdaje mi się, że znam przynajmniej częściowo źródło czarnego PR Kościoła, przedstawianego jako maszynkę do wysysania pieniędzy ze społeczeństwa. Bierze się to stąd, że jest on traktowany jako supermarket z sakramentami, do którego wielu „wiernych” przychodzi tylko przy okazji. Skoro tak robią, to wcale nie bulwersuje mnie pobieranie od nich opłat. W znanych mi parafiach proboszczowie nierzadko nie żądają żadnych pieniędzy od faktycznych członków wspólnoty, chodzących regularnie na msze, uczestniczących w parafialnym życiu (niekoniecznie materialnie), ewentualnie dają sobie wcisnąć symboliczną ofiarę. Jeśli ktoś pojawia się „znikąd”, by „posłać dziecko do I Komunii” lub „załatwić pogrzeb”, to przepraszam – ale skoro tylko przychodzi po usługę, to powinien za nią zapłacić. No i to właśnie rodzi bunt. „W moim kościelnym supermarkecie powinny być przecież promocje”. Na dodatek Kościół śmie napominać, piętnuje hedonizm i inne aspekty współczesnego pędzącego nie wiadomo dokąd świata, promuje rodzinę, małżeństwo, wierność. To niedopuszczalne tak ingerować w „moje prywatne życie”…


Chcę jeszcze poruszyć ważną kwestię roli Kościoła, szukając także przez to uzasadnienia dla tego, że nasze pieniądze po prostu mu się należą i powinniśmy na niego chuchać i dmuchać (mając oczywiście świadomość, że jego „pracownicy” to też jest zbiorowisko ludzi, w którym zdarzają się czarne owce – jak wszędzie). Kościół obecnie pozostaje jednym z niewielu bastionów twardych zasad moralnych oraz tradycji, wartości cementujących rodzinę, które z małych wspólnot mogą i powinny promieniować na całość społeczeństwa. Etos społeczny Polaków niestety wali się w gruzy, tożsamość narodowa, solidarność i patriotyzm robią się niemodne, zanikają, a także nie mają gdzie się objawiać w dzisiejszej rzeczywistości. Dlatego, choć od pewnego czasu z wiarą u mnie nie najlepiej, wspieram Kościół jako ważną instytucję społeczną, nie wyłącznie religijną.
 

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale