Zabawne jest jak wielkim hukiem odbiła się tutaj notka dotycząca prof. (lub nie) Bartoszewskiego. Jest on autorytetem czy nie. Skrajne dwie grupy zaczęły się masowo wybijać. Cóż, przecież ktoś nie może mieć za autorytet kogoś, kogo ja za takiego nie mam. I na odwrót, nasz autorytet, to też wasz. Dziwaczne narzucanie woli. Rodem z kochanego okresu 45-89. Dziwaczna jest też logika, w której prezydent i premier zostają oskarżeni o to, że honorują ich zdaniem wielkiego Polaka. Czyż to coś wyjątkowego?? A jeszcze śmieszniejsze jest wyciąganie poszczególnych fragmentów z życia autorytetu, by pokazać, że gdzie tam, kiedyś, coś tam. A co was to obchodzi. Jak będę chciał to za autorytet uznam Leszka. Nikt nie zna, a co mnie to. To mój autorytet.
Skoro dla prezydenta i premiera autorytetem jest prof. Bartoszewski to honorują go i tyle. Co nas to. Że za nasze pieniądze. Lud na nich głosował. Że nie jest dla nas autorytetem, cóż lud na nich głosował.
Prawda jest taka, że dla większości autorytet to sojusznik poglądów. Nie ważne czego dokonał, nie ważna wiedza. Ważne, żeby opowiadał się po tej samej stronie. Fatalne to w skutkach ale niestety tak jest. Z tego powodu, nie mamy autorytetów, które łączyłyby wszystkich Polaków. Co gorsze, wojenki na które sami dajemy się sprowokować nie dają nadziei na przyszłość. Bo kto będzie gotów zaakceptować autorytet drugiej strony. Toż to poddanie bitwy.
idioci.blog.com


Komentarze
Pokaż komentarze