bartek123 bartek123
216
BLOG

Logika wiary - Cz. VII - Kościół

bartek123 bartek123 Religia Obserwuj temat Obserwuj notkę 4

Marek Morawski (Marcin Idziński)

Logika wiary (Cz. VII) – Kościół.

Czym jest Kościół, określa artykuł Credo; - „Wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół.

Powiedzmy od razu – określenie to jest na tyle skrótowe, a jednocześnie tak bogate w treści które zawiera, że z pewnością wymaga poważniejszej refleksji i wyjaśnień. Zajmuje się tym osobna dziedzina teologii (nauki o Bogu), zwana eklezjologią (nauka o Kościele). Nie będziemy jej tu streszczać, przywołamy tylko te elementy, które pomogą nam odnaleźć miejsce Kościoła w naszej logice wiary.

Zacznijmy od samego pojęcia Kościół, bo już ono pozwoli nam dostrzec istotną treść.

Określenie to pochodzi od biblijnego określenia qahali wydaje się, że właśnie tego słowa mógł używać Jezus, gdy konstytuował swój Kościół. W wersji greckiej (a więc w tej, która zawarta jest w Ewangeliach) brzmi ono ἐκκλησία (ekklesia). Rzeczywiste znaczenie w obu kulturach było bardzo zbliżone, a oznaczało szczególny rodzaj zgromadzenia. W kulturze greckiej zgromadzenie raczej świeckie, zwoływane przez władze polis, czyli miasta, w Izraelu zwoływane było również przez odpowiednią władzę (króla, proroka), ale w celach religijnych, czyli wspólnego czytania i badania treści Prawa, czyli tego co Bóg Objawił, a co w danym momencie mogło być ważne dla całego Ludu Wybranego.

Chodzi więc o zgromadzenie. Jednak zgromadzenie nie tyle spontaniczne, co raczej w jakiś sposób ukonstytuowane, a nawet zhierarchizowane, a w każdym razie zwoływane przez kogoś, kto posiada do tego jakieś prawo.

Z lektury Ewangelii wiemy, że Jezus przynajmniej częściowo tę hierarchię ustalił, mówiąc: -  "Ty jesteś Piotr (czyli Opoka, Skała) i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą"(Mt.16,18). Konkretyzacja kształtu tej hierarchii jest już dziełem apostołów i ich następców, ale – jak wierzymy – przy kolejnej asystencji Ducha Świętego, zesłanego im – jak podaje Pismo – przez Chrystusa w dniu Pięćdziesiątnicy.

Słowa Jezusa o czymś, wobec czego używa On słowa „Kościół”, lub wobec czegoś co w sposób oczywisty się do niego odnosi, znajdujemy aż w 11 miejscach Tekstu. Ale w Ewangeliach mamy jeszcze inne, wręcz zasadnicze słowa Jezusa, z których jednoznacznie wynika, że w tym Jego zgromadzeniu, czyli Kościele, On sam będzie zawsze obecny. „Gdzie dwóch albo trzech gromadzi się w Moje imię, tam jestem pośród nich.” (Mt 18,20)

A więc jest to zgromadzenie rzeczywiście święte, skoro obecny jest w nim sam Bóg!

Oczywiście tego typu zgromadzenie nie jest ani strukturą, ani instytucją, ani budynkiem, a przynajmniej daleko wykracza poza te uosabiane dziś ze słowem Kościół pojęcia. Jest przede wszystkim - misterium! Co to jest Misterium?

Słownik języka polskiego PWN jako pierwsze znaczenie podaje: - „(od łac.: misterium), tajemniczy obrządek lub niezrozumiałe, tajemnicze zjawisko.” W starożytności nazywano tym terminem religijne obrzędy, w średniowieczu np. przedstawienia religijne.

Tak więc jest Kościół przede wszystkim Zgromadzeniem ludzi z Bogiem, wokół Boga, przebywaniem z Bogiem. Silnie wyakcentował ten aspekt papież Pius XII w swej encyklice "Mystici Corporis Christi", przywołał go i nadał dzisiejszy kształt Sobór Watykański II, czyniąc zeń zasadniczy i podstawowy sens całego pojęcia „Kościół”.

W swych dokumentach Sobór ten silnie wyakcentował również powszechność tak rozumianego Kościoła, obejmując tym pojęciem właściwie cały rodzaj ludzki, który w całości został zbawiony powszechnymcharakterem Aktu Zbawczego Jezusa Chrystusa.

Nie ma także dziś żadnych wątpliwości co do tego, że Jezus życzył sobie, by wiara w Niego miała charakter wspólnotowy! By w taki właśnie sposób była i objawiana i praktykowana. By nie była tylko osobistą obecnością poszczególnego człowieka w systemie Bóg-człowiek-świat. Zgodnie z Jego poleceniem ma być także przekazywana! – Podstawowe w tej sprawie polecenie zostało zawarte w nakazie: - „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody, udzielając chrztu w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.”

Jak więc ma się do tego kościelna struktura, hierarchia, instytucja?

Według dokładnie rozumianego przesłania Soboru Watykańskiego II – są one wewnętrznymi składnikami tegoż misterium – jego ważnymi, ale nie najważniejszymi elementami, wobec zasadniczego, którym jest misterium wspólnoty wiernych z Chrystusem.

Jak to rozumieć?

W z natury społecznym charakterze wspólnoty ludzkiej Jezus akceptował jej hierarchiczny charakter. „Wypełniając” współczesne sobie rozumienie treści Starego Testamentu wyrażał wprawdzie zastrzeżenia do sposobu sprawowania swych funkcji przez najwyższą, religijną HierarchięIzraela (grupę kapłańską czy uczonych w piśmie, Faryzeuszy, Saduceuszy itp.), jednak jej istnienia nie kwestionował, a w swym Kościele także hierarchię ustanowił – również poprzez nadanie zadań uczniom, których do świata rozesłał.

Udzielając Apostołom daru Ducha Świętego (czyli ducha Ojca i Syna) pozwolił im zrozumieć ich posłannictwo szerzej, niż to w swym nauczaniu zapisanym w Ewangeliach literalnie określił. W miarę rozszerzania się na kolejne struktury społeczne, kulturowe, obyczajowe itd. to „posłannictwo” znajdowało kolejne formy jego realizacji, w zależności również od tych różnych od Izraela środowisk. Z czasem uzyskały one swój powszechny, ponad kulturowy charakter.

Sensem więc istnienia struktury apostolskiej, i jej następców, którą określamy Kościołem instytucjonalnym, są następujące zadania:

- Zachowywanie niezmienne podstawowych elementów treści wiary w Trójcę Przenajświętszą, co nazywamy „Depozytem Wiary”. Na ile było to konieczne już w pierwszej fazie jej rozwoju, pokazaliśmy wyżej. Środkiem ku prawidłowej realizacji tego zadania jest dana przez Jezusa po wsze czasy asystencja Ducha Świętego, która umożliwia rozwój (pogłębianie wraz z rozwojem przyrodzonych możliwości człowieka i odkryć jego umysłu) rozumienia tej wiary, jednak bez odchodzenia od jej zasadniczej treści.

- Dysponowanie sakramentami, czyli widomymi znakami obecności Boga w misterium Kościoła (szerzej na ten temat niżej),

- Sprawowanie liturgii, czyli najwyższej formy modlitwy zbiorowej chrześcijan (szerzej niżej),

- Nauczanie prawd (treści) wiary.

W ramach tych zadań w Kościele Katolickim, Ortodoksyjnym (Prawosławnym) i niektórych Kościołach które nazywamy odłączonymi (np. Anglikańskim) działa odpowiednia hierarchia personalna. Jej konstytuującą cechą jest sukcesja apostolska. Termin ten oznacza, że wszyscy jej członkowie posiadają błogosławieństwo (są konsekrowani, namaszczeni, wyświęceni do swej funkcji) w nieprzerwanym łańcuchu personalnym tego błogosławieństwa od Apostołów po dziś dzień. Tylko ta właśnie nieprzerwana sukcesja jest podstawą ich zadań (uprawnień) w religijnej posłudze w szeroko rozumianym Kościele! Dotyczy to w pierwszym rzędzie biskupów, ale w konsekwencji ich błogosławieństwa (święcenia, namaszczenia) także i księży, a także diakonów. Każdy z tych stopni konsekracji związany jest z innym poziomem obowiązków i uprawnień w ramach całości Kościoła.

Niektóre kościoły chrześcijańskie (głównie protestanckie) utraciły taką sukcesję w związku z odrzuceniem wyłącznego prawa do jej przekazywania przez hierarchię Kościoła Katolickiego w czasach konfliktów z tą hierarchią. Podobną utratę sukcesji apostolskiej mamy w przypadku wyświęcania kolejnych kapłanów przez biskupów wykluczonych z Kościoła prawomocnym wyrokiem.

Na czele hierarchii Kościoła Katolickiego stoi papież, jako następca św. Piotra, pierwszego biskupa Rzymu, którego szczególną funkcję wyznaczył sam Jezus (Mt.16,18). Wszystkie obowiązki określone powyżej sprawuje suwerennie każdy biskup na terenie swej diecezji, czyli w tak zwanym kościele lokalnym. Na diecezje, czyli kościoły lokalne podzielony jest cały „katolicki świat”, czyli wszystkie terytoria na których żyją wyznawcy tego Kościoła, a także tereny uznane przez Kościół jako misyjne, czyli te, gdzie prowadzona jest na bieżąco ewangelizacja zamieszkałych tam ludzi.

Papież określany jest niekiedy jako „Primus inter pares”, czyli „pierwszy między równymi”. Tradycja ta sięga czasów Ojców Kościoła w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, czasów tak zwanej Pentarchii, czyli jedności wyznania na terenie pięciu ówczesnych zasadniczych struktur regionalnych Kościoła (z centralnymi siedzibami w Rzymie, Konstantynopolu, Aleksandrii, Antiochii i Jerozolimie), gdy to swoisty prymat Biskupa Rzymu został ostatecznie uznany. W trakcie historii struktura ta straciła swe praktyczne znaczenie i w większości Kościołów zastąpiona została strukturą diecezjalną. Utrzymała swe znaczenie tylko w kościołach wschodnich, a także obrządku koptyjskiego.

Ten prymat papieża można w skrócie określić jako przewodzenie kolegium biskupów, czyli Soborowi i posiadanie prawa wypowiedzi ex kathedra, czyli o charakterze nieomylnym. Określa to Konstytucja Soboru Watykańskiego I Pastor aeternus1870 roku, która stwierdza: - „Ex cathedra - tzn. gdy sprawując urząd pasterza i nauczyciela wszystkich wiernych, swą najwyższą apostolską władzą określa zobowiązującą cały Kościół naukę w sprawach wiary i moralności.”

Ta nieomylność,wyróżniająca papieża spośród innych biskupów i grona osób w Kościele konsekrowanych, a dotycząca całego Kościoła, jest więc ściśle ograniczona do spraw wiary i moralności! Z prawa ogłaszania decyzji w formie Ex cathedrapapieże korzystają rzadko i są one zazwyczaj wynikiem wielopoziomowych konsultacji i zwykle wynikają z ustaleń soborowych lub szczególnych synodów biskupów.

Jednak tym, co praktycznie konstytuuje jeszcze ów prymat, jest także prawo papieża mianowania biskupów i innych hierarchów Kościoła Katolickiego (np. kardynałów).

W funkcji zachowania czystości Depozytu Wiary dodatkowo służą papieżowi struktury Kurii Rzymskiej, zwane Kongregacjami, zajmujące się na bieżąco sprawami wiary w poszczególnych jej aspektach i jej funkcjonowaniu w zmieniającym się świecie, w zmiennych z czasem otoczeniach kulturowych, cywilizacyjnych itp. Jest ich obecnie dziewięć. Im z kolei służą struktury niższego rzędu, których zadaniem jest głównie naukowa, w tym teologiczna, praca w zakresie wszelkiej problematyki Kościoła. Trzecim rodzajem struktur pomocniczych są organa państwa Watykan, które nie są związane bezpośrednio z Kościołem i jego wiarą. Ta więź, jest więzią tylko personalną poprzez osobę papieża, który jest jednocześnie głową tej struktury państwowej.

Z codziennej praktyki wiemy, że dziś Kościół „działa” także na terenie innym niż wyżej wskazany. Można by więc powiedzieć, że jest to swoiste „uwikłanie” Kościoła w sprawy jakoby poza jego zasadniczą misją! Tworzy to często sytuacje trudne do określenia. Jest to swego rodzaju signum temporis (znak czasu) wręcz nie do uniknięcia. Problematyka stricte religijna miesza się bowiem - w sposób trudny do oddzielenia - z polityczną, obyczajową, bywa stawiana wobec niejednoznacznych moralnie odkryć naukowych itd. Trudno przecież wytyczyć granice pomiędzy etyką odkryć energii nuklearnej dającej się wykorzystać do zabijania, odkryć w dziedzinie manipulacji genetycznej, by pozostać tylko przy najbardziej drastycznych przykładach. Trudno też wytyczyć granicę pomiędzy uprawnionym rozwojem obyczajowości, czy jej zachowania, a zgodą na niektóre jej formy zbiorowe.

Cała ta problematyka jest stałym przedmiotem wytężonej aktywności intelektualnej Kościoła instytucjonalnego po to - by zachować potrzebną i konieczną akceptację rozwoju, wynikającego z realizacji przez człowieka (ludzkość) nadanej mu przez Boga wolnej woli, a jej nadużyciemwobec wiary i wynikających z niej zasad. Warto w tym kontekście przytoczyć wypowiedź jednego z biskupów, uczestników Soboru Watykańskiego II, soboru który właśnie na tą dramatyczną rolę Kościoła w świecie zwracał wielką uwagę. Powiedział on z wielką szczerością: - "Zdajemy sobie sprawę z tego, że nasz urząd jest służbą, ale jak to robić - tego jeszcze nie wiemy."

Niech ta właśnie wypowiedź otworzy nam refleksje nad często formułowanymi zarzutami wobec Kościoła instytucjonalnego, nad logiką jego działania w stosunku do zarysowanej wyżej podstawowej i właściwie jedynej misji (sensem) – bycia misterium człowieka z Bogiem.

Jak już powiedzieliśmy, Kościół jest zgromadzeniem ludzi wokół Boga. Jednak ludzi nie pozbawionych przez to swej wolnej woli, która może być użyta w sposób niedoskonały, omylny, a nawet wręcz zły! Co do tego, że tak właśnie człowiek może swej wolnej woli użyć, wątpliwości nie mamy. Obecność Boga w tym Zgromadzeniu przecież nie pozbawia jego uczestników tej wolnej woli! Nie czyni z nas kogoś innego niż jesteśmy! Daje nam tylko możliwość - poprzez tą bliskość – bycia innymi, ale tego nie warunkuje! Byłoby to odczłowieczeniem człowieka, co miłość Boga wyklucza.

(Problemem zła człowieka wobec Boga i ludzi zajmiemy się w innym cyklu refleksji)

Logicznie wynika stąd konsekwencja, że zgromadzenie to jest – i święte i grzeszne zarazem. Ważne jest tu zrozumieć, że Bóg udzielając poprzez sukcesorów swych apostołów swego namaszczenia osobom konsekrowanym (wyświęconym na kapłanów, biskupów itd.) daje im tylko szczególne uprawnienia i obowiązki w ramach swego Kościoła, w tym Zgromadzeniu Powszechnym!! – nie pozbawiając ich ludzkiej w pełni natury z wszystkimi jej cechami, w tym możliwości czynienia zarówno dobra jak i zła!Bóg nie posługuje się tu „aniołami”! Bóg chce, by wszelkie posługi dla ludzi spełniali ludzie!

I tu ważne przypomnienie zasadniczej natury! By to lepiej zrozumieć trzeba przypomnieć, że nawet aktu Zbawienia ludzi dokonał Bóg, Jezus Chrystus – jako człowiek! To pełne człowieczeństwo Jezusa Chrystusa jest zasadniczym wskazaniem, że dobro człowiekowi niesie właśnie człowiek z Bogiem, niemniej nadal człowiek! Na ile jest on „z Bogiem” zależy w trakcie działania w każdej chwili i w każdym miejscu od działającego człowieka! Bóg nas do tego uzdatnia, ale… tylko uzdatnia! Chce, by dobro, które dla nas posiada - realizowane było przez człowieka! Czy człowiek to rozumie i czy godzi się na to by to czynić – zależy nadal i zawsze od nas! – Na tym polega omawiana przez nas wyżej conditio humana– kondycja ludzka.

Jak czytelnik z pewnością już zauważył, nie próbuję tu stworzyć jakiejś apologii Kościoła, a przynajmniej Kościoła jako struktury czy instytucji! Staram się tylko osadzić go jako realną część kultury w realnym dziś świecie. Pokazać jego realny sens i logikę tego sensu. Jego realną wartość w obecnym systemie funkcjonowania świata ludzkiego. Prowadzi to do konkluzji, że jako instytucja budowana i prowadzona przez ludzi posiada – bo jako taki musi – wszystkie wady i zalety ludzkiej instytucji. Dopiero zdawszy sobie z tego sprawę możemy dostrzec jego znaczenie nadprzyrodzone, dopiero gdy nasza ocena nie jest zniekształcana emocjonalną reakcją na niedoskonałość struktury i ludzi w niej usadowionych. Dopiero, gdy także uwolnimy się od dewocyjnego traktowania i przypisywania świętości wszystkiemu, co się na pojęcie Kościół składa. Dopiero wówczas możemy dostrzec to, co jest jego świętością prawdziwą i w ramach naszej logiki wiary - konieczną.

Nim przejdziemy do omawiania dalszych, istotnych zadań Kościoła instytucjonalnego, warto jeszcze zdać sobie sprawę, że jako zgromadzenie ludzi nie załatwia on niczego w najistotniejszej warstwie naszego działania! Jak zresztą żadna instytucja stworzona przez ludzi! Chrześcijanin, jak i każdy człowiek, działa na własną odpowiedzialność !!! - i błędy czy niedoskonałości struktur państwowych, kościelnych czy jakichkolwiek innych nie zwalniają go z tej osobistej odpowiedzialności! Ważne, by to rozumieć!

 

Człowiek żyje i działa w systemie Bóg-człowiek-świat, w którym Kościół Święty jest misterium tego systemu, a jego struktury instytucjonalne tylko pomocą w rozeznaniu naszego miejsca w tym systemie i wspólnotą poszukujących tego miejsca.

 

A więc niezmiernie ważne jest by nie mylić, nie zastępować systemu Bóg-człowiek-świat systemem Kościół-człowiek-świat!To prowadzi jedynie do wypaczenia pojmowania pojęcia Kościół – i stawia pod znakiem zapytania sens zarówno tego Świętego Misterium jak i ważnej struktury instytucjonalnej.

Zajmijmy się teraz sprawą Sakramentów, których jedynym szafarzem jest Kościół instytucjonalny.

Zacznijmy od nieco anegdotycznej uwagi; - w języku polskim słowo „szafarz” pochodzi od szafy, czyli miejsca przechowywania rzeczy cennych jak i wiąże się z czynnością „szafowania” nimi, ich rozdawania z tej „szafy”, dysponowania nimi. Przywołałem tę etymologię słowa, gdyż dobrze oddaje ona uprawnienie Kościoła w stosunku do Sakramentów.

Sakrament (od łac. sacramentum) znaczy znak widzialny. W greckim przekładzie Biblii (Septuaginta) używane jest słowo mystērion,to samo, które oznacza nasze misterium, o którym była mowa wyżej. Chodzi więc o najwyższą formę przebywania człowieka wobec Boga, Jego znak widomy bycia z nami tu i teraz.

Choć obecne dziś w chrześcijaństwie Sakramenty (znaki) zostały ustanowione przez Jezusa Chrystusa, spotykamy je również i w Starym Testamencie. Najbardziej spektakularnym z nich jest woda, która wytryska ze skały uderzonej laską przez Mojżesza w trakcie wędrówki Ludu Wybranego przez pustynię. Jest ona znakiem widomym obecności Boga tu i teraz. W tym przypadku konkretność i realność treści zawartej w Znaku jest wręcz oczywista. Obserwowane zjawisko, jako naturalnie wykluczone, ma wszystkie cechy tak pojmowanego Znaku.

Oczywiście wszelkie tego typu znaki (w tym też i Cuda czynione przez Chrystusa) można próbować tłumaczyć na sposób zjawisk naturalnych. Ma to jednak tę wadę, że są to tłumaczenia jedynie bardzo hipotetyczne, a poza tym to tłumaczenie próbuje przenieść je w sferę zupełnie innego systemu pojmowania rzeczywistości, ograniczonej do systemu  człowiek-świat. Zrównuje to ze sobą wszystkie tajemnice, których jako ludzie jeszcze nie odkryliśmy, zawarte w otaczającej nas naturze, sprowadzając całość życia ludzkiego do sfery funkcji naturalnych materii, a więc i samego człowieka jako nośnika takichże tajemnic. W takim myśleniu zanika wszelka istotowa różnica pomiędzy człowiekiem a otaczającą go naturą, z czym trudno się zgodzić chociażby porównując jego stosunki z tąże naturą. Nie będziemy tego tematu tu teraz rozwijać, gdyż znaleźlibyśmy się już na terenach czystej filozofii, a nawet antropologii, co nie jest tu naszym celem.

Sakramenty są więc widomymi znakami obecności Boga (jest ich siedem) tak w Zgromadzeniu (Najświętszy Sakrament zwany też Mszą świętą i kapłaństwo) jak i w istnieniu poszczególnej osoby (chrzest, bierzmowanie, sakrament pojednania zwany też spowiedzią i Komunią świętą, sakrament chorych, małżeństwo).

Przyjrzyjmy się bliżej najważniejszemu w Zgromadzeniu, czyli misterium obecności Boga wśród ludzi, zwanego Najświętszym Sakramentem, zachodzącym w każdej Mszy świętej. Ustanowiony przez Jezusa w trakcie Ostatniej Wieczerzy przed Męką i Zmartwychwstaniem, jest znakiem i pamięci o Wydarzeniach Zbawczych jak i realnej obecności Chrystusa pod postacią chleba i wina. Proste, ludzkie pytania koncentrują się zazwyczaj na tym – jak jest możliwa owa obecność, czyli sakramentalne przemienienie chleba i wina w realną obecność w nich Ciała i Krwi Boga.

Oczywiście najważniejsza jest tu Tajemnica samego Boga, o której zasadniczej logice i konieczności egzystencjalnej mówiliśmy już wcześniej dużo. Bez niej – przypomnijmy – nie byłaby potrzebna wiara, która przemieniłaby się w rodzaj encyklopedii systemu Bóg-człowiek-świat, a więc byłoby to końcem religii, a więc i wszelkiej transcendencji. Człowiek przemieniłby się w tylko wykonawcę określonych zadań w systemie, a więc przestałby być po prostu człowiekiem.

Ale i tą największą z Tajemnic stosunków między Bogiem a człowiekiem możemy przynajmniej częściowo zrozumieć po ludzku, czyli zgodnie z logiką naszego myślenia. Oto jeden z możliwych przykładów:

Drwal ściął drzewo i pociął je na odpowiednie części. Kawał pnia ma teraz dwie równe płaszczyzny. Zmęczony pracą położył na pniu coś w rodzaju obrusu, na nim przyniesione z domu wiktuały i zaczął posiłek. Pień, pomimo że nadal jest tym samym pniem, stał się stołem. Spodobał się drwalowi, więc wziął go do domu i nadal używa pnia, który stał się stołem – który w tren sposób zmienił swój sens istnienia, a więc stał się czymś innym niż był, nastąpiła zasadnicza przemiana pnia w stół.

To logiczne wytłumaczenie możliwości przemiany przedmiotu materialnego (w naszym przypadku chleba i wina w Ciało i Krew), czyli realne przejęcie przez przedmiot innego zupełnie sensu i formy istnienia, oczywiście nie wyjaśnia wiele z Tajemnicy Najświętszego Sakramentu, ale przynajmniej pokazuje, że najistotniejszy sens i forma istnienia nie tyle zależą od samego przedmiotu, który widzimy, ale od tego, kto ten sens i formę istnienia mu nadaje!! Decydujący jest wszak ów sens i forma istnienia przedmiotowi nadane, a więc odtąd realnie istniejące, a nie sam przedmiot, który może pozostawać tym samym czym był, mimo, że jest już zupełnie czym innym. Filozof nazwałby to przemianą na poziomie bytu. To właśnie następuje w Eucharystii, gdy Bóg dokonuje tej przemiany dla nas, by realnie być wśród nas.

Podobnie rzecz się ma i z innymi Sakramentami, które by zaistniały, wymagają prośby o ich zaistnienie i warunków duchowych, koniecznych do ich zaistnienia. Te warunki są liturgią, a więc formami najwyższej modlitwy, które ludzie przy asystencji Ducha Świętego w swej rozwijającej się od początku i zawsze wierze wypracowali.

Tego dzieła, tej pracy nad formami liturgii, czyli formami zbiorowego przebywania z Bogiem, gdy gotowi jesteśmy jako ludzie na przyjęcie Znaku obecności Boga – nie można by, jak wskazuje nasze wiekowe doświadczenie, wykonać poza właściwą tej pracy strukturą! Nie możliwe byłoby także zachowanie poza nią ani czystości i jednoznaczności treści tej liturgii, ani jednoznaczności wynikających z niej skutków dla ludzi. Tę strukturę właśnie, w której jest to wszystko możliwe, nazywamy Kościołem instytucjonalnym, powołanym do istnienia przez Jezusa Chrystusa i przy asystencji jego Ducha egzystującym. To właśnie ten Święty element w Kościele instytucjonalnym trwa, choć jego ludzka działalność obarczona bywa wszelkimi ludzkimi wadami jego członków.

Pozostaje nam jeszcze chwilę zająć się tym, co nazywamy Urzędem Nauczycielskim tegoż Kościoła.

Wynika on z wspomnianego wyżej, nadanego przez Chrystusa, obowiązku niesienia Jego Dobrej Nowiny wszystkim ludziom i wiąże się z omówionym wyżej Depozytem Wiary, który tylko tenże Kościół posiada.

W kategoriach ludzkiej logiki Depozyt ten, skoro ma być treścią ludzkiej wiary, nie może funkcjonować poza ludzkimi pojęciami (niedokładnie, ale jednak możemy powiedzieć w skrócie – językiem). Ma być poza tym dostępny wszystkim ludziom, a więc musi posiadać cechę zrozumiałości i komunikatywności powszechnej. Wynika z tego, że ta transcendentalna przecież treść musi być przechowywana (kontrolowana) przez instytucję ludzką, bo tylko w takim przypadku możliwa jest jej koherencja, jako taka pojmowana (rozumiana) przez ludzi. Tylko z tak rozumianego Depozytu Wiary wynikać może jej sensowne przekazywanie! Historia religii uczy, że ilekroć zaczyna on (ten depozyt) poza Kościołem być interpretowany czy używany, mamy do czynienia z powstaniem nowej religii! – a przynajmniej nowego jej wyznania (Credo) czyli takiej czy innej zmiany jej zasadniczej treści, a co za tym idzie – i sensu dla człowieka (ludzi) podstawowego – czyli przesłania (Objawienia i Ofiary) samego Jezusa Chrystusa!

W związku z tym powstaje pytanie o sens i wartości tego chronionego przez Kościół Depozytu tej właśnie Wiary, skoro treści w nim zawarte mogą podlegać stosunkowo dowolnej interpretacji. Bo że mogą, wynika również z posiadania wolnej woli ludzi, którzy to czynią. Tym problemem zajmiemy się nieco bliżej za chwilę. Teraz zwróćmy uwagę na  pewne elementy drugorzędne, choć istotne.

Oczywiście jawi się tu pytanie – dlaczego Depozyt Wiary Kościoła zostaje niekiedy od nowa, poza Kościołem interpretowany, w konsekwencji kwestionowany? Z konieczności musimy ten temat potraktować tu skrótowo, zwracając tylko uwagę, że funkcjonuje on w ramach tak zwanej w teorii idei „historii buntu”, na płaszczyznach różnych; - psychologicznej, politycznej, a nawet ekonomicznej, gdyż część tych znanych w historii głębokich czy pozornie głębokich buntów ma charakter czysto koniunkturalny.

W zasadzie bez większego znaczenia pozostają inicjatorzy (twórcy) tych buntów, czyli herezji, nowych wyznań czy religii, bo akt taki podlega wyłącznie ocenie moralnej danego „buntownika”, ale skutki wykraczają daleko poza osobę i czyn buntownika. Najważniejsi są ludzie, którzy w ramach tych nowych (częściowo czy całkowicie) wiar żyją. Ich intencje, czyli owa wiara, są zazwyczaj czyste. Każda wiara zaczyna się przecież od otrzymanego jej przekazu (inicjacji), również wiara katolicka, wspartej osobistą łaską udzielaną przez Boga. Stąd też Sobór Watykański II nie stawia tych ludzi, zwanych „innowiercami” poza Kościołem!! Stwierdza, że te różne wiary są w sposób tajemniczy, bo nie do końca przez nas zrozumiały, również przejawem zbawczej łaski Boga i podlegają powszechnemu charakterowi Odkupienia dokonanego przez Jezusa Chrystusa i dotyczą również osób zupełnie poza jakimikolwiek religiami. Podstawą takiego stanowiska jest przekonanie chrześcijańskie, że Bóg kocha całe swoje Stworzenie i całość Stworzenia przeznaczona jest do Zbawienia, a człowiek, nawet Kościół, nie jest władny ani tego oceniać, ani tejże Tajemnicy boskiej do końca przeniknąć.

Po tej uwadze trzeba wrócić do tematu szczególnego sensu i wartości Depozytu Wiary posiadanego właśnie przez Kościół.

Wynikają one wręcz bezpośrednio z zanotowanego przez ewangelistów, choć w różnych wersjach słownych, jasnego stwierdzenia Jezusa Chrystusa; - „Ja jestem drogą i życiem.”

Nie Kościół, a Chrystus!

To właśnie rozumiejąc, Kościół instytucjonalny wycofał się na Soborze Watykańskim II z głoszonego długo stwierdzenia, że drogą do Zbawienia jest tylko on. Jednak to ten tylko Kościół, na podstawie Sukcesji Apostolskiej, jest przez tegoż Jezusa Chrystusa jednoznacznie w Ewangeliach zobligowany, by jego przesłanie i głosić, a więc i zachowywać jego czystą treść! Poddawanie w wątpliwość tego stanowiska, prowadzi logicznie do odrzucenia całej wartości przekazu ewangelicznego, a więc w naszych ludzkich kategoriach odrzucenia całej nie tylko wynikającej z tego przekazu religii, ale i całej kultury z tego przekazu wynikającej. Czym jest to w istocie? Warto się nad tym zastanowić!

Sprzężenie zwrotne, jak to się popularnie nazywa, między religią a kulturą w której żyje człowiek nie może ulegać kwestii. Wszechstronnie (logicznie) myśląc, odrzucenie skutków tego sprzężenia jest po prostu - kreacją nowego, innego człowieka. Oczywiście myślę tu o religii, jako elemencie egzystencji ludzkiej od czasu uzyskania przez człowieka samoświadomości. Religia chrześcijańska jest w ludzkiej naturze szczególną formą odpowiedzi na Objawienie Boga, objawienie Jezusa Chrystusa. Świadomość Boga jest częścią kondycji ludzkiej od chwili jej zaistnienia! Trudno znaleźć dziś poważnego antropologa, który zechciałby temu zaprzeczyć, choć na gruncie nauk przyrodniczych trudno i na to znaleźć odpowiadające tym naukom potwierdzenia. To kolejny element koniecznej w kondycji świata, w którym żyjemy – tajemnic i Tajemnicy – których istnieniu nikt logicznie zaprzeczyć nie jest w stanie.

Z powyższych przemyśleń wynika raczej logiczny wniosek, że Depozytowi Wiary, który chroni Kościół instytucjonalny, ani wartości, ani sensu odebrać nie powinno się (nie można?)! Ponieważ jest to depozyt nie tylko religijnego charakteru, ale też swoisty – bo dotyczący konkretnego Objawienia Boga – depozyt wiedzy historycznej o tym Objawieniu!

I w niczym nie umniejsza ani jego sensu, ani wartości dla ludzi, grzeszność (niekiedy nawet wielka) ludzi, którzy ten depozyt chronią.

Obowiązek przekazywania tego Depozytu, zwany nauczaniem, ewangelizacją, przepowiadaniem, katechizacją itp. może być spełniany w różny sposób! Te formy są wynikiem decyzji ludzi, chroniących omawiane treści, a sam wybór form szerzenia wiary chrystusowej – jako dzieło ludzkie – może i bywa niekiedy opaczny. Przykładem historycznym może być chociażby ewangelizacja „ogniem i mieczem”, z pewnością sprzeczna z treścią przekazywanego Posłania. Oczywiście Jezus pozostawił i w tym względzie stosunkowo jasne wskazówki. Jednak w ramach rozwoju kultury świata, w której rozwijało się chrześcijaństwo, były one nie zawsze dobrze i głęboko rozumiane. Ewangelizację, zwaną także nawracaniem niewierzących, realizowano często sposobami wynikającymi raczej  z bieżącej kultury życia zbiorowego niż z treści szerzonej religii.

Wskazania Jezusa są przecież jasno zawarte w Jego osobistym przepowiadaniu Dobrej Nowiny, którą ludziom przyniósł. Uważny czytelnik Ewangelii zwróci z łatwością uwagę na fakt, że Jezus nigdy nikogo do przyjęcia Jego nauki w żaden sposób nie przymuszał! Przyjęcie Nowiny lub jej odrzucenie zawsze pozostawiał tym, do których się zwracał! Nie ukrywał też nigdy swego niezadowolenia z zwyrodniałych form praktykowania religii, „całym sercem” nakłaniał do przyjęcia głoszonych przez siebie Prawd, jednak nawet na negatywne skutki ich odrzucenia wskazywał niezmiernie rzadko.

Dla uważnego egzegety jest więc jasne, że Bóg zawsze pozostawia decyzję o przebywaniu w jego bliskości człowiekowi. Nauka Jezusa jest tylko zaproszeniem do tej bliskości – nigdy nakazem!

To spostrzeżenie wręcz kluczowe dla zrozumienia czym może i powinno być szerzenie Jego Dobrej Nowiny. Raz jeden tylko Jego zachowanie zapisane przez świadków jego życia wykracza poza formy serdecznego zaproszenia! Gdy wypędzając „przekupniów z Świątyni” ostro protestuje przeciw wynaturzeniu liturgii – formy przebywania człowieka z Bogiem. Nadaje to oczywiście dodatkowe znaczenie temu, co nazywamy tu Depozytem Wiary.

Współczesny Kościół rozumie wynikające z tego przykładu konsekwencje i gołym okiem widzimy wielkie i wspaniałe dzieła jego miłosierdzia, tolerancji i przykłady świętości, które daje światu w procesie swego nauczania. Trzeba być ślepym lub mieć po prostu złą wolę, by temu przeczyć.

Jednak nie ma także powodu przeczyć temu, że swoiste relikty w postaci przymuszania ludzi do przyjęcia Dobrej Nowiny są w jego działalności nadal obecne!

Przykładem wyraźnym  mogą być chociażby próby swoistej ekspansji, poprzez próby wpływania na ustawodawstwa państwowe, by zmusićdo stosowania zasad chrześcijańskich całe społeczności, składające się często z wielu nie chrześcijan. To właśnie klasyczny relikt z metodologii nawracania „ogniem i mieczem”, tylko w formach dziś w kulturze stosowanych. Oczywiście Kościół musi w ramach swej misji starać się, by chrześcijanie nie byli ustawodawstwem państwowym przymuszani do działań sprzecznych z religią chrystusową. Jednak walka o wolność życia chrześcijańskiego jest czym innym niż unifikacja zasad życia zbiorowego, która wymuszałaby ich stosowanie przez nie chrześcijan. Tego typu działalność jest błędna przede wszystkim z tego względu, że w sposób nieodpowiedzialny przysłania zasadniczą i najważniejszą misję Kościoła, którą wskazaliśmy wyżej, czyniąc go dla osób postronnych czymś innym, niż jest on w swej istocie.

Z tego co powiedzieliśmy dotąd można wysnuć logiczny wniosek, że i w Kościele instytucjonalnym, tak jak i w powszechnym najważniejsze jest misterium bycia człowieka z Bogiem i wszystko to, co z tego określenia wynika, a to że obserwujemy od tej zasady odstępstwa jest jednak także dowodem na jego prawdziwe i rzetelne zakorzenienie w świecie, realizowane przez ludzi czasem równie świętych co grzesznych. Ten dylemat przypisany pozostanie każdej poważnej działalności ludzkiej zawsze.

*   *   *

Na koniec tego cyklu przemyśleń kilka słów!

Ostatni akapit w sposób dość brutalny sprowadza całość tematu logiki wiary w świat ludzki z wszystkimi jego zaletami i wadami. Myślę jednak, że taka musi być konsekwencja poszukiwania logiki w Tajemnicy wiary chrześcijańskiej, w poszukiwaniu logiki w spotkaniu Boga z człowiekiem. Ostatecznie skutkiem tej logiki musi być też wyprowadzenie logicznych wniosków na temat ludzkiego postępowania. Oczywiście nie tylko ludzi związanych z Kościołem instytucjonalnym!! Ta logiczna konsekwencja dotyczy przede wszystkim nas wszystkich, chrześcijan, a ci, których nazywamy naszymi pasterzami – jak zwykle w takim Zgromadzeniu, swym przykładem nam pomagają lub nie. Ale to już specyfika każdego zgromadzenia wokół wielkich wartości! - Kościoła, państwa, całej kultury i cywilizacji. W życiu zbiorowym – jak to widzimy na co dzień – niestety (!) sam autorytet Boga „największemu buntownikowi w naturze” *, czyli człowiekowi - nie wystarcza. Potrzebne mu są także autorytety ludzkie, bo to one są „swoistym sakramentem” – ludzkim znakiem Boga dla ludzi. Tak pojętym sakramentem może być każdy z nas, gdy zrozumie logikę i przyjmie przesłanie zawarte w Dobrej Nowinie, którą przyniósł nam Jezus z Nazaretu.

 

* sformułowanie Blasie Pascala.

 

 

 

 

 

 

 

bartek123
O mnie bartek123

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo