bartek123 bartek123
830
BLOG

Logika wiary - Cz.VI - Logika Credo

bartek123 bartek123 Religia Obserwuj temat Obserwuj notkę 0

Marek Morawski (Marcin Idziński)

Logika wiary (Cz. VI) – Logika Credo.

Chrześcijaństwo jest jedyną z wielkich religii, która posiada zwarte Credo, czyli wyznanie wiary, zawierające wszystkie podstawowe jej elementy w jednolitym tekście. Dopracowano się go już po niecałych trzystu latach istnienia na Soborze Nicejskim (325) i potwierdzono ostatecznie w Konstantynopolu (381).

Historia Jezusa z Nazaretu, jak już stwierdziliśmy poprzednio,  była tak wielkim szokiem w kulturze zarówno Izraela jak i zhellenizowanego świata, że musiała spowodować istną burzę interpretacji. To właśnie stworzyło konieczność jak najszybszej kodyfikacji tej religii, gdyż groziło jej kompletne treściowe „rozjechanie się” w różnych kierunkach interpretacyjnych, a tym samym utrata tożsamości.

Redakcję tego podstawowego tekstu przypisuje część tradycji Epifaniuszowi, biskupowi Salaminy na Cyprze, który umieścił go w jednym ze swych „Listów”. Jest to tekst właściwie tożsamy z tak zwanym Credo Nicejskim.

Przyjmuje się, że podstawą zawartości Credo był tak zwany Skład Apostolski, którego tekst znamy z końca już II wieku. Była to modlitwa w formie pytań i potwierdzeń, odmawiana przy chrzcie. Jej treść przypisuje się najstarszej tradycji apostolskiej.

Tekst ten nazywany bywa czasem „Credo Trydenckim”, gdyż ujednolicając liturgię Mszy świętej, sobór ten umieścił ją po liturgii słowa w oficjalnym Mszale Rzymskim Kościoła Katolickiego. Po reformie liturgii (języki narodowe) Soboru Watykańskiego II tekst ten, w tym samym miejscu Mszy, jest odmawiany jako Wyznanie Wiary (Credo) wymiennie z Credo Nicejsko-Konstantynopolitańskim. Treść doktrynalna obu tekstów jest w zasadzie tożsama. Różnią się dwoma artykułami. Credo Trydenckie opuszcza, a raczej drastycznie upraszcza tak zwany homoousios z Creda Nicejskiego (zajmiemy się tym dokładniej niżej), i dodaje artykuł o „zstąpieniu Chrystusa do piekieł” pomiędzy Śmiercią na krzyżu, a Zmartwychwstaniem. Znaczenie tych różnic jest drugorzędne, gdyż wszystkie artykuły zawarte w obu tekstach wchodzą w kanon doktrynalny Kościoła. Do naszej analizy wybrałem teks nicejsko-konstatntynopolitański, jako obszerniejszy, a tym samym nieco głębiej „drążący” treść.

*   *   *

Artykuł pierwszy: - „Wierzę w jednego Boga, Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych.” – jest podstawową „konstytucją” tej religii. Wszelka dalsza spójność logiczna Credo wynika z uznania jego prawdziwości! Określa jasno kondycję wszystkiego co istnieje, jako rzeczy Stworzonych przez tego jedynego Boga.

Jest to podstawa wszelkich religii monoteistycznych, które rozumieją, że pojęcie „Bóg” może mieć o tyle tylko sens, o ile jest On i jedyny i wszechmocny. Odmówienie mu tych dwóch przymiotów likwiduje a priori sens pojęcia „Bóg” i przesuwa je w kategorie czegoś (bytów), co jest od czegoś zależne i wielorakie, a więc dla filozofii staje się bytem niekoniecznym.

W filozofii, implikuje to stanowisko uznające transcendencję, czyli uznanie, że możliwe jest istnienie rzeczy, osób, bytów nie związanych z innymi bytami tymi samymi formami i zasadami istnienia. Umożliwia wiedzę, że może istnieć coś lub ktoś, którego istnienie jest w stosunku do innych bytów; - poboczne, zwierzchnie, inne w swej naturze, itd. – niemniej to istnienie jest przez nas uznane jako realne (byt).

W nauce, transcendencja służy wielu możliwościom poznawczym! Np. Kant jako transcendentne uznaje wszystkie twierdzenia oczywiste, czyli nie wymagające żadnego dowodzenia, bez których nie widzi możliwości sensowności wiedzy w ogóle. Są one po prostu samą podstawą wiedzy, lub są w stosunku do niej „zwierzchnie”, czyli właśnie transcendentne. Dla fenomenologa rzeczywistość bez transcendencji nie istnieje, bo byłaby jedynie wiedzą o banałach, bez możliwości jej istotnego poznania. Itd. Itp.!

Jednak rozpatrywany artykuł Credo, poza określeniem całego sposobu istnienia wszystkiego, wprowadza jeszcze w stosunku do Boga pojęcie „Ojciec”!

I nie chodzi tu bynajmniej tylko o ojcostwo w stosunku do Syna, Jezusa Chrystusa, o którym mówią dalsze artykuły! Chodzi o wszechmocne ojcostwo Stworzyciela, czyli o – stworzycielstwo ojcowskie– co w kategoriach pojęć oznacza i osobisty (osobowy) i pełen miłości stosunek Boga do swego Stworzenia.

Takie pojmowanie Boga jest właściwe tylko religii judeo-chrześcijańskiej!  Określenie tego ojcowskiego „charakteru” Boga, już w pierwszym artykule Credo, ma wręcz podstawowe znaczenie dla jego dalszego logicznego rozumienia!

Artykuł drugi: - „I w jednego Pana Jezusa Chrystusa, Syna Bożego Jednorodzonego, który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami. Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego. Zrodzony, a nie stworzony, współistotny Ojcu,” – jest podstawą wszelkiego myślenia chrystologicznego, a więc wszelkiej wiedzy o Jezusie z Nazaretu i wiary chrześcijańskiej.

Najważniejsze są tu dwa stwierdzenia; - o Jego jedyności i o współistotności z Ojcem.

Można by więc na nasze potrzeby ten tekst nieco uprościć. Powiedzmy więc; - „Wierzę w Jezusa Chrystusa, Jednorodzonego Syna Bożego, współistotnego Ojcu”. Pozostałe sformułowania służyły autorom tekstu do dodatkowego umocnienia kluczowych sformułowań; - „współistotny Ojcu i Jedno-rodzony” - to właśnie homoousios, o który spór sygnalizowaliśmy w poprzednich częściach naszych refleksji.

„Jednorodzony” znaczy tyle, że Syn (Jezus Chrystus) jest jedynym synem Boga i że nie należy do istot (bytów) stworzonych, tylko pochodzi z natury Ojca. Jest więc mu współistotny - homoousios!

Słowo z języka greckiego, które to właśnie oznacza, pojawiło się w terminologii chrześcijańskiej po raz pierwszy właśnie w tym Credo między innymi dlatego, że wówczas jedynie kultura grecka rozumiała, że „coś może być pod względem swej istoty tym samym co coś innego”. Tylko filozofia grecka w zasadzie rozumiała wówczas, że każdy przedmiot posiada poza swą nazwą, która o nim informuje, i cechami które posiada – także swoją istotę, czyli poza wszystkim innym najgłębszy jakoby sens i formę swego istnienia. Nawet w tekście łacińskim tego Credo użyto odniesienia do tego greckiego terminu, pisząc; - „… unius substantiae cum Patre (quod graece dicunt „homousion”)…”, gdyż łacińskie określenie unius substantiae również nie oddawało zamierzonej treści wystarczająco dokładnie.

Dlaczego to było takie ważne, częściowo wyjaśnia zakończenie omawianego artykułu: - „a przez Niego wszystko się stało”.

Dzieło Stworzenia jest więc dziełem całego Boga, a więc i Ojca i Syna, którzy są odwiecznie, zawsze „jednią”.Implikuje to oczywiście dalsze, jednoznaczne rozumienie w pełni boskiej natury Jezusa z Nazaretu.

Dalsza część artykułów o Synu precyzuje jego ziemską egzystencję. Zaczyna się od stwierdzenia: - „On to dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba.” A więc wcielenie Boga nastąpiło dla zbawienia ludzi!

Dowiadujemy się teraz - czym, kim jest człowiek dla Boga!

Z tej refleksji powstaje cała chrześcijańska antropologia!

Uznaje ona, na tej podstawie, człowieka jako jedyny w swym rodzaju byt, z czego wynika jego godność, jednoznacznie decyzją Boga człowiekowi nadana!

Bóg, poprzez wcielenie swego Syna, dokonuje aktu dla jednej z istot, której istnienie wcale nie było i nie jest konieczne (którą Stworzył, a wcale nie musiał), tak, jak i innych bytów – materii, zwierząt, roślin itd.

Dokonuje tym aktem jedynego w swym rodzaju wyróżnienia człowieka spośród wszystkich innych bytów niekoniecznych, czyli wynikłych i wynikających tylko z jego woli.

Określenie „z nieba” jest tu również bardzo istotne!

W rozumieniu autorów znaczy to, że Bóg – jedyny byt konieczny, czyli nie stworzony, egzystuje poza „obszarem” tego wszystkiego co Stworzył, ale ten boski „obszar” jest w realnym kontakcie z obszarem Stworzonym. Antycypuje to również przekonanie, że wobec tego Bóg jest "wszędzie"! Ta konstatacja będzie miała zasadnicze znaczenie w rozpatrywaniu konkretnej obecności Boga w całości egzystencji i świata i w życiu człowieka. Ale o tym w innym miejscu.

Dalsza część tego chrystologicznego artykułu zajmuje się obecnością Boga-Człowieka-Jezusa na ziemi i jego egzystencją po jej opuszczeniu.

Zacznijmy od ziemskiej egzystencji.

Czytamy: - "I za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem. Ukrzyżowany również za nas pod Poncjuszem Piłatem został umęczony i pogrzebany. I zmartwychwstał trzeciego dnia, jak oznajmia Pismo."

Sprawę obecności w tym artykule pojęcia "Duch Święty" teraz pominiemy, gdyż ma ono swój osobny artykuł później i wówczas się tym zajmiemy.

To, że „stał się” na ziemi w sposób inny niż wszyscy ludzie, nie może dziwić, gdyż chodzi o Boga, który jako Stworzyciel „staje się” i w ogóle egzystuje inaczej niż człowiek Stworzony. Tekst podkreśla więc Jego boską istotowość! Ważne jest też stwierdzenie, że urodził się z Maryi, konkretnej kobiety, co w tym przypadku potwierdza jego realne człowieczeństwo. Bo…

…najważniejsze jest zatem w tym artykule to, że „stał się człowiekiem”!

Konsekwencje tego jasnego stwierdzenia są fundamentalne nie tylko z powodów, o których mówiliśmy poprzednio. Dochodzi do nich nowy, antropologiczny element, bo i z tego punktu widzenia musimy od tej chwili traktować osobę ludzką. Los, przeznaczenie człowieka zostaje odtąd wzbogacone o los, przeznaczenie dotąd w obrębie człowieczeństwa nieznane. Bóg jako Bóg pozostaje niezmienny z samej definicji, a więc jego akt w obrębie człowieczeństwa zmienia rzeczywistość tylko ludzką - jest wszak nie do pomyślenia (nie logiczne), by pozostawał obojętny!!

Dalsze stwierdzenia dotyczące obecności Boga-Jezusa na ziemi ugruntowują nadal jego pełne człowieczeństwo – jest ukrzyżowany jak inni ukrzyżowani, pogrzebany, jak inni pogrzebani, podlega prawom ustalonym przez ludzi i skutkom ich działania.

Ale będąc Bogiem czyni swe Ukrzyżowanie „za nas” aktem, który zasadniczo zmienia i kondycję  i odwieczny i wieczny na przyszłość los człowieka.

Teologia i wiara chrześcijańska nazywa ten akt Odkupieniem. Rozumie go w odniesieniu do grzechu pierworodnego, ale nie pojmuje go wąsko, a wręcz ontologicznie! Rozumiemy, że przez ten grzech całość natury ludzkiej została swoiście skażona, mówiąc prościej – swoiście popsuta. Jej cechą wynikającą z tego skażenia jest śmiertelność. Odkupienie, to właściwe przywrócenie naturze ludzkiej jej pierwotnego charakteru, czyli przeznaczenia do życia wiecznego w obecności Boga, w którym śmierć na ziemi jest tylko zmianą formy egzystowaniaw przywróconej człowiekowi miłości Boga, która ogarnia wszystko, wraz z całą wiecznością! Czyni to całą ludzkość ponownie pogodzoną ze swą pierwotną naturą - szczególnego Stworzenia Boskiego. Zmienia to zasadniczo i sam sens grzechu i jego skutki! I To nie tylko grzechu nazywanego pierworodnym, ale i każdego innego, który człowiek czyni! Grzech człowieka Odkupionego przez Boga nie jest więcej ostatecznym – ontologicznym – pozostawaniem poza bytem  Boga i jego miłością. Św. Paweł określa to niesamowicie lapidarnie: - „..rozlała się Łaska!”

Refleksja na temat Odkupienia jest w historii myśli ludzkiej niesamowicie bogata i nie będziemy tu jej streszczać. Zwrócimy tylko uwagę na to, że Bóg dokonuje tego aktu nie tyle na „swym” terenie, czyli jakimś „aktem boskim”, ale aktem na terenie człowieka, wobec człowieka i w formach dla człowieka dokładnie zrozumiałych. Bóg pozwala człowiekowi do końca oglądać swą miłość, posuniętą do granic ofiary - w owych czasach najdrastyczniejszej. Pozwala się człowiekowi dla jego Odkupienia poniżyć do granic wówczas rozumianych jako ostateczne. Jego akt miłości jest całkowicie jawny, a tym samym właśnie definitywny!

Ostatni fragment tego artykułu mówi o Zmartwychwstaniu.

Jest ono dla nas nie tylko potwierdzeniem boskiej wszechmocy, ale przede wszystkim logicznym następstwem Ofiary odkupieńczej. Bóg nie odchodzi, ani w śmierć, ani w „swoje nieznane” człowiekowi. Bóg, likwidując wynikłą z grzechu śmierć człowieka, wraca do nas już znowu jawnie i na naszym, ludzkim terenie, przynosząc nowe życie. Życie, z sobą! Wraca, by już zawsze być z nami! Mówi to wprost i określa sposób tego wiecznego „bycia z nami”. O tym nieco więcej za chwilę.

Warto tu jeszcze zwrócić uwagę na sformułowanie „jak oznajmia Pismo”. Łączy ono w jedną całość całą „historię zbawienia”, czy lepiej – historię miłości Boga do ludzi – czyli oba, Stary i Nowy Testament. Zwraca uwagę na to, że działanie Boga i jego wszystkie Objawienia, cała dotychczasowa historia ludzkości, o których informuje Biblia, czyli Stary Testament, są swoistym przygotowaniem do zbawczego Aktu Chrystusa.

Tu nie od rzeczy będzie zwrócenie uwagi na moment przyjścia Zbawiciela na świat.

Historia kultury wskazuje, że był to właściwie pierwszy moment, w którym było to i po ludzku myśląc – możliwe. By możliwa była percepcja tego Aktu z wszystkimi jego konsekwencjami, konieczne było i wykształcenie religii Izraela do określonego poziomu świadomości i wykształcenie pojęciowości w ramach całej kultury ówczesnego świata, by możliwy był i opis i osadzenie w ludzkich realiach tego właśnie Aktu. Jego powszechność dla ludzi potrzebowała tych obu warunków! Bez nich ów Akt mógłby utonąć przecież w przepaści przez człowieka stworzonych mitów, jako nie dający się przez umysł ludzki przyjąć jako fakt o określonym znaczeniu – właśnie ponadkulturowym. To oczywiście temat na inne, szerokie refleksje.

Kolejny artykuł: - „I wstąpił do nieba; siedzi po prawicy Ojca. I powtórnie przyjdzie w chwale sądzić żywych i umarłych, a królestwu Jego nie będzie końca.” – pokazuje nam do końca rzeczywistość po Odkupieniu.

Bóg nie przestaje być Bogiem! Po Zmartwychwstaniu ujawnił do końca to, czym JEST dla człowieka i jak będzie wyglądała ta wieczna wspólnota. Będzie ona wspólnotą… w Duchu Świętym, Trzeciej Osobie Trójjedynego Boga.

Zawarta w tym artykule eschatologiczna (ostateczna) wizja paruzji (ponownego przyjścia Jezusa na świat) oparta jest na zapisanych w Ewangeliach obietnicach Jezusa. Dotyczą one nie tylko samego końca świata, ale przede wszystkim ostatecznego przeznaczenia człowieka. Jego końcem nie jest śmierć, ale życie wieczne w królestwie Jezusa. Sformułowania o „sądzie ostatecznym” wynikają również częściowo ze słów Jezusa zapisanych przez ewangelistów, jednak kodyfikujący się Kościół dokonał w tym względzie stosunkowo daleko idącej interpretacji wypowiedzianych przez Pana sformułowań. Dokonał tego z dość oczywistego względu. Prawda Objawiona (częściowo już w Starym Testamencie) o życiu po śmierci domagała się jakiegoś, podstawowego wyjaśnienia, a poza tym jakiegoś usadowienia ostatecznego zwycięstwa dobra w całości koncepcji istnienia człowieka w świecie dobra i zła.

Kerygmat Kościoła, sformułowany w obecnie obowiązujących dogmatach (sformułowanych prawdach niepodważalnych), nie zakończył swego rozwoju wraz z tymi sformułowaniami zawartymi w Credo Nicejsko-Konstatntynopolitańskim. Jak uważał także Jan Paweł II, wiara jest procesem żywym i podlegającym rozwojowi, czyli coraz głębszemu rozumieniu Objawienia. Wyrazem tego jest sam rozwój zestawu dogmatów Kościoła Katolickiego. Formułowane były one (ma do tego tylko Sobór i Papież) w różnych momentach historii Kościoła, w związku ze zrozumieniem ich formułowanej treści i wobec podstawowych potrzeb ludu bożego. Samo ich formułowanie nastąpiło dopiero w okresie Reformacji i walki z nią, gdyż nawet Marcin Luter kwestionował część treści niepodważalnego do tej pory Creda, a część reformatorów odrzucała także wiele tekstów Objawienia uznawanego w Kościele za kanoniczne (święte). Konieczne więc stało się kolejne regulowanie zawartości samej wiary autorytetem samego Kościoła. Tym zagadnieniom przyjrzymy się bliżej w części VII tych refleksji. Teraz zauważmy tylko, że zawarta w Credo eschatologiczna wizja sądu wymaga koniecznie wyjaśnień dodatkowych.

Jej prostota sformułowań sugeruje bowiem pojmowanie sprawiedliwości boskiej w kategoriach zbyt drastycznie przypominających nasze, ludzkie. Bez powiązania ich z atrybutami Boga, takimi jak np. miłosierdzie, może być rozumiana opacznie. Pamiętać także należy o tym, że przecież Bóg nie jest tylko jakimś super gigantycznym człowiekiem! Jego kategorie są nam absolutnie nieznane, jak i ewentualne posługiwanie się nimi wobec swego Stworzenia. Wszelkie porównywanie więc sprawiedliwości boskiej, a o takiej jest niewątpliwie mowa w omawianej wizji eschatologicznej, do naszego pojmowania sprawiedliwości jest co najmniej niestosowne, nielogiczne.

Kolejny artykuł Credo mówi o Trzeciej Osobie Boskiej, Duchu Świętym: - „Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela, który od Ojca i Syna pochodzi, który z Ojcem i Synem wspólnie odbiera uwielbienie i chwałę, który mówi[ł] przez Proroków.”

Pojawia się tu oczywiście problem troistości jedynego Boga, nazywany „Trójcą Świętą”. W tym cyklu rozważań pominiemy jednak dokładniejsze omawianie tej kwestii! Dlaczego?

Jest to temat, który z wielu względów możemy uznać teraz za zbyt szczegółowy, gdyż dotyczy on wewnętrznych cech Boga, a nam chodzi tu tylko o logikę systemu Bóg-człowiek-Świat. Nie jest więc dla nas teraz istotne czy ten Bóg jest Trójcą, podobnie jak obojętne jest czy… ma brodę, czy śpi, czy się smuci itp. – choć w specyficznych warunkach teologicznych pytania te nie są bezprzedmiotowe, skoro uważamy, że Bóg jest Osobą.

Omawiany artykuł Credo wyjaśnia nam przede wszystkim – w jaki sposób Bóg był i jest obecny w świecie! To niezmiernie ważna kwestia dla zrozumienia całości Objawienia! – a także jego, poszukiwanej przez nas logiki.

Pierwszą konsekwencją tego stwierdzenia jest potwierdzenie, że to co nazywamy Pismem Świętym, nie jest dziełem samodzielnego umysłu człowieka, a jest tym, co Bóg postanowił człowiekowi - w naszym języku i w ramach właściwej człowiekowi pojęciowości - o sobie Objawić. Tym samym logika samego Objawienia nie do końca musi (może) być podporządkowana logicznym możliwościom ludzkiego umysłu! „Element boski” musi więc być przy naszej analizie tekstu zawsze brany pod uwagę! Tu właśnie znajduje swe wyjaśnienie między innymi pojęcie „asystencji Ducha Świętego” które odnosi się nie tylko do sposobu powstawania „Tekstów natchnionych”, ale jak niebawem zobaczymy, także do i obecnej „obecności” Boga w świecie.

Czy jest to w ogóle możliwe?

Część filozofii odrzuca a priori taką możliwość, gdyż uważa, że nie posiadamy żadnych narzędzi, za pomocą których moglibyśmy odnieść się do BYTU o zupełnie innych atrybutach, niż nam znane. Błąd tego myślenia polega na tym, że odrzuca ono właśnie – wiarę Bogu – w to, co Objawił, a więc tym samym i dziś pojmowaną wiarę w Boga! Słabość takiego stanowiska wynika również z tego, że tekst Pisma Świętego może, a więc i powinien być (jego treść) przedmiotem badania, jako swoisty przedmiot. „Brak odpowiednich narzędzi badawczych” w stosunku do przedmiotów o charakterze niematerialnym ujawnia tylko słabość wypracowanych metod badawczych w odniesieniu do tego typu przedmiotów, a nie absurdalność samego zadania naukowego! Naszym zdaniem konieczne jest po prostu włączenie w to „niesprawne instrumentarium badawcze” wiary Autorowi Tekstu, a wówczas zestaw „narzędzi” ulegnie uzupełnieniu. Podobnie przecież postępujemy w badaniu chociażby każdego tekstu (czy przedmiotu) artystycznego, którego rozumienie, a więc i badanie bez wiary w intencje twórcy, w to, co zamierzył nam zakomunikować, jest również niemożliwe.

Tak więc krytykę możliwości badania Objawionej w Piśmie treści uznać trzeba po prostu za nielogiczną.

Oczywiście logiczne myślenie na temat ducha, duszy, duchowości w ogóle wymaga szczególnej delikatności i dyscypliny. Nie znaczy to jednak, by było niemożliwe! Np. po przyjęciu założenia, że Bóg Ojciec i Syn Boży są jednej (tożsamej) natury – co było możliwe już w epoce hellenistycznej, jak pokazaliśmy to przy okazji omawiania homousion – wręcz narzuca się refleksja, że można poszukiwać chociażby nazwy (pojęcia) dla „tego czegoś”, co jest w naturze obu Osób boskich im wspólne. To tylko jeden z przykładów uprawnionych prób logicznego myślenia o tej Tajemnicy. Teraz jednak, z powodów wyżej podanych, pozostawimy kwestię „Trójcy Świętej”, jako temat osobnego cyklu.

Kolejnemu artykułowi – „Wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół.” – poświęcimy kolejną, całą część (7) naszej refleksji, a więc tu go pominiemy.

Artykuł – „Wyznaję jeden chrzest na odpuszczenie grzechów” – jest logiczną konsekwencją zbawczego Aktu Boga w Jezusie Chrystusie. Przyjrzyjmy się tej konsekwencji bliżej.

Chrystus, jak powiedzieliśmy, dokonał swą męką Odkupienia grzechów ludzkich i ustanowił dwa zasadnicze znaki wiążące człowieka z tym Odkupieniem, które nazywamy sakramentami; - są to chrzest i eucharystia. Bliżej logice sakramentów, czyli znaków w chrześcijaństwie przyjrzymy się w kolejnej części (7). Tam też zajmiemy się pojęciem sakrament i pozostałymi z nich.

Wiara w świętość chrztu wynika z zanotowanych w Ewangeliach Mateusza (Mt 28,19-20) i Marka (Mk 16,16) poleceń samego Chrystusa. Wielokrotnie na znaczenie chrztu zwraca uwagę św. Paweł w swych listach (głównie do Efezjan 5,26).

Podstawą samej formy chrztu przez obmycie wodą jest chrzest samego Jezusa w Jordanie, opisany w Ewangeliach synoptycznych Mateusza (Mt 3,13-17), Marka (Mk 1,6-11) i Łukasza (Łk 3,15-22). Ten Akt dokonany przez Jezusa jest pierwszym jego wystąpieniem publicznym, z czego czerpiemy przekonanie, że rozpoczyna on boską aktywność Jezusa wśród ludzi. Dotychczasowe Jego przebywanie pośród nas miało, według pojęć teologicznych, miało charakter „ukryty”. Jest więc ten chrzest swoistym przemienieniem dotychczasowej osoby w jej zasadniczą funkcję, nadaje jej zasadniczy sens istnienia na ziemi. Logiczną konsekwencją swoistego powtarzania tego chrystusowego Aktu przez człowieka jest więc nadanie mu podstawowego sensu istnienia osoby ludzkiej w perspektywie stosunku Bóg-człowiek-Świat!

Credo kończy artykuł o wiecznej perspektywie człowieka – „I oczekuję wskrzeszenia umarłych
i życia wiecznego w przyszłym świecie.

Koniec Credo jest więc swoistym powtórzeniem omawianej wyżej wizji eschatologicznej, której poświęciliśmy wystarczająco dużo miejsca, by tu ją jedynie przywołać. Dodajmy jedynie to, że wierząc w taką perspektywę, wierzymy jednocześnie w to, że została ona nam obiecana. Podstawą tej wiary jest jasne stwierdzenie Jezusa – „Kto we mnie wierzy ma życie wieczne.”

Artykuł ten jest tylko swoistym ukonkretnieniem tamtej wizji ponownego przyjścia Jezusa (paruzji), w odniesieniu do samego człowieka i sam nie wiele znaczy, tak jak człowiek znaczy zupełnie coś innego w oderwaniu od swego Stwórcy, bez niego i bez jego stałej obecności na każdym etapie naszego istnienia i w każdej jego formie.

 

bartek123
O mnie bartek123

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo