74 obserwujących
745 notek
652k odsłony
449 odsłon

WITAJ SZKOŁO! CZYLI USPOŁECZNIANIE DZIECI

Wykop Skomentuj22

Z okazji rozpoczęcia kolejnego roku szkolnego 1"Dziennik Wschodni" chciał w typowy dla siebie sposób (prześmiewczy - nie wprost) przedstawić czytelnikom wiadomość o nauczaniu dzieci w domu. Efekt zdaje się był odwrotny do zamierzonego, ponieważ prawie wszystkie wpisy (oprócz jednego) pod artykułem zamieszczonym w internecie były pozytywne, a wręcz entuzjastyczne. Zresztą o pozytywnym odbiorze przez czytelników pomysłu "uczenia w kuchni" może świadczyć także fakt, że w godzinach "szczytu" tekst został zdjęty...

Chciałbym tutaj odnieść się do najczęstszego zarzutu wobec edukacji domowej, z jakim się spotykam. Jest nim stwierdzenie, że dzieci wychowywane i kształcone poza przedszkolem i szkołą będą aspołeczne. Prawdopodobnie ci, którzy serwują taki zarzut, nie wiedzą, co mówią i gdyby się nad tym dobrze zastanowili, to przestaliby go używać. Skąd wzięło się w naszej terminologii słowo uspołecznienie? Wszystko to za sprawą socjalistów, którzy najpierw zaczęli uspołeczniać gospodarkę, a później ludzi.

Uspołecznienie to nic innego jak wdrażanie obywatela w obowiązującą wizję społeczeństwa, w której wolność nie ma wielkiego znaczenia. I tak obowiązek szkolny, powszechność przedszkola i wspólny model wychowawczo–edukacyjny stały się warunkami niezbędnymi w budowaniu społeczeństwa socjalistycznego. Nie uczęszczając do szkoły człowiek nie ma gdzie się uspołecznić i staje się jednostką niebezpieczną i nieprzewidywalną. Wymyka się ze statystyk. Jest dziki i nieobliczalny. Aż strach pomyśleć, jakie mogłyby być tego konsekwencje społeczne. Dlatego stworzono prawo, które nakazuje karanie nieodpowiedzialnych rodziców, którym przyszedłby do głowy pomysł nieposłania dziecka do szkoły.

Całkiem niedawno, bo za czasów szlacheckich,  w Polsce nie było obowiązku szkolnego, ale pojawili się socjaliści, którzy chcieli zmieniać świat na lepszy. Zaczęli wciskać ludziom ciemnotę, że kiedyś szkoła była tylko dla bogaczy, ale oni z tym skończą i dadzą możliwość uczenia się również biednym. Nieważne, że przecież ci bogaci często wcale nie posyłali dzieci do szkół, ale uczyli je sami albo poprzez wybranych przez siebie nauczycieli w domu, podkreślając, że jest to naturalne dla dziecka środowisko do wychowywania i edukacji. Co innego oczywiście młodzież , ale nie o tym teraz mowa, gdyż studia póki co nie są obowiązkowe. Dla ideologów socjalizmu wszyscy są równi, a dzieci są wspólne, czy to się komu podoba czy nie.

Opracowania na temat uspołecznienia z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych przedstawiają szkołę jako wspaniałe środowisko wdrażania dziecka w społeczeństwo, gdzie następuje rozluźnienie więzi z rodziną, które już w tym momencie mają zastąpić rówieśnicy oraz nauczyciel w szkole. "W młodszym wieku szkolnym najlepiej (oprócz domu rodzinnego) na uspołecznienie swoich uczniów oddziałują - szkoła i nauczyciel. Szkoła przekazuje im określoną sumę wiedzy, zaszczepia społeczne i moralne zasady postępowania oraz ideały, wyrabia postawy i przekonania. W wyniku nawiązywania w szkole nowych kontaktów społecznych ulegają pewnemu rozluźnieniu więzi dziecka z rodziną. Oddziaływania szkoły, nauczyciela, różnych organizacji dziecięcych są zorganizowane i wynikają z przyjętego programu pracy wychowawczej, której jednym z ważnych celów jest uspołecznienie dziecka wymagające prawidłowego pokierowania procesem socjalizacji."

Szkoła aspiruje do uczenia dzieci zasad moralnych i kanonu postępowania. A co się dzieje, jeżeli rodzice wyznają nieco inne zasady moralne i oceny różnych zachowań? Co wtedy? Albo dziecko zmieni zdanie, albo będzie przeciwstawiało się wykładniom pani w szkole, albo będzie uczyło się stania w szeregu od małego. Będzie żyło w dwóch sprzecznych ze sobą światach: w domu i szkole. Która rzeczywistość weźmie górę, a którą znienawidzi? Która rzeczywistość będzie dla dziecka punktem odniesienia i która będzie mu dawała poczucie bezpieczeństwa? W ten sposób w szkole dziecko uczy się zależności od grupy i nauczyciela. Musi dbać o ich akceptację, a to niszczy jego cechy indywidualne i oryginalność. Szkoła ujednolica ludzi i formuje według określonego przez MEN paradygmacie, który w różnych czasach i przy różnych władzach politycznych był nieco odmienny. A wyznacza go wszechobecna poprawność polityczna. Niektóre dzieci wyjdą z tego zwycięsko i będą wzmocnione walką z głupotą, niemoralną obyczajnością oraz indoktrynacją socjalistyczną, ale inne nie. Walka w życiu wzmacnia, ale czy powinna przyjmować takie rozmiary w tak młodym wieku? W rodzinie więzi między rodzicami a dzieckiem nie zostały jeszcze głęboko zakorzenione, a już serwuje mu się zmianę środowiska. Szkoła staje się gruntem, na którym ma wzrastać, uczyć się, co jest dobre i złe, co jest mądre i głupie, a osobą prowadzącą staje się pani w szkole i rówieśnicy - a nie rodzic. Taka obowiązkowa edukacja to trucizna dla rodziny, zabija więzi rodzinne. Rodzice pełnią tylko rolę inkubatora. Mają jedynie podlewać swoje latorośle, a ogrodnikiem stał się urzędnik państwowy.

Rodzice oddają swoje dzieci do szkół, bo tak trzeba, bo takie jest prawo, bo tak wszyscy robią. A czy rząd mówi, do jakiego zakładu naprawczego musisz oddać swój samochód? Nie! To dlaczego dyktuje warunki w nieporównywalnie ważniejszej materii, strasząc rodziców odpowiedzialnością karną. Bo gdy Twoje dziecko nie będzie zapisane do jakiejś szkoły, to możesz dostać grzywnę, a jeżeli to nie poskutkuje, to na drodze sądowej zostaną zastosowane bardziej radykalne sankcje karne. Czyżbym był niewolnikiem, który ma działać w ściśle określony sposób? Niestety tak!!!

Wykop Skomentuj22
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale