Jestem żywym świadectwem tego, że Polska żyje w naszych sercach, nawet wtedy, gdy nie ma jej na mapie. Moich dziadków i pradziadków oraz wiele innych rodzin zesłali do Kazachstanu. Myśleli naiwnie, że ich zamrożą(-50 C w zimie) i zamęczą katorżniczą pracą w "trudarmiach". Myśleli, że oni zapomną swój język, swoją Ojczyznę oraz kulturę, ale… w Kazachstanie Polacy żyją do dziś!
Ja urodziłam się w Północnym Kazachstanie, w Kokczetawskiej Oblasti w okresie, kiedy Kazachstan był częścią CCCP. Chodziłam do szkoły rosyjskiej, gdzie uczyłam się języka rosyjskiego oraz historii Rosji. Natomiast takich przedmiotów jak historia Kazachstanu, język kazachski za czasów moich rodziców ani za moich czasów w szkole nie było. W naszej świadomości nie było również takiego kraju jak Kazachstan - była Rosja. Kazachowie głównie w północnej części kraju, stanowili mniejszość. Były tylko małe wioski np. Mandaniat, Talap, gdzie zachowała się tradycja kazachska.
Bóg sprawił, że dostałam się na studia do Polski. Teraz znam dobrze język polski, mam polskie obywatelstwo, ale co najważniejsze w sercu zdecydowałam, że moją Ojczyzną jest Polska!
Ale co tymczasem stało się z Polską? Okazuje się, że teraz jestem już nie Polką, ale Europejką?! Dziwi mnie obojętna i beztroska postawa moich Rodaków, Polaków! Dziwi i smuci mnie fakt, że tak łatwo, bez przymusu godzą się na zatracanie swojej narodowości oraz na utratę Ojczyzny. Wręcz nie mogę uwierzyć, że nie widzą ogromnych konsekwencji wynikających z takiej postawy. A konsekwencje mogą być takie, jak w Kazachstanie! Za niedługi czas polskie dzieci będą się uczyć europejskiej historii, geografii i "tolerancji", a język polski będzie przedmiotem nadobowiązkowym.
Obawiam się, że znów znajdę się w nowym, tym razem jewropskim, sojuzie...
Tatiana Woropajewa



Komentarze
Pokaż komentarze (22)