3 obserwujących
554 notki
225k odsłon
  84   0

Dwudziestopięciolecie Leash Eye: Wywiad z Opathem

Rozmawialiśmy ostatnio… w poprzedniej epoce przed plagami i wojną. Przy okazji albumu Blues, Brawls & Beverages (2019). Jak w tym czasie sobie radziłeś, co się działo przez ten czas w zespole? Jak przeżywaliście pandemię, życie m.in. bez grania przed żywą publicznością (nie wiem jak dla Ciebie ale, dziwne wynalazki streamowania live dla mnie nie stanowią nawet substytutu koncertu).

- Pandemię zniosłem bardzo dobrze. Nie przeszkadzała mi praca z domu…wręcz przeciwnie. Jeśli chodzi o zespół to pomijając brak koncertów funkcjonował on normalnie. Mieliśmy regularne próby, żeby nie wypaść z wprawy. Oczywiście brakowało grania na żywo, więc wykorzystaliśmy ten czas inaczej, nie traciliśmy czasu. Tworzyliśmy nowe numery, testowaliśmy nowy sprzęt, nagraliśmy Q&A video. Odbyła się także kolejna edycja Klasz Ov The Sejtans.

Jeśli chodzi o streamowane koncerty live to mam podobne zdanie jak twoje, ale nie jest ono aż tak radykalne ;). Pewnie dlatego, że ja nie jestem zbyt częstym bywalcem koncertów, a zwłaszcza znanych zespołów. Nie oglądam też tych zarejestrowanych na video. Jakoś oglądanie koncertu na ekranie mi nie pasuje, tak więc podejście do tych streamowanych koncertów mam w zasadzie obojętne ;)

Niedługo po albumie 2019 zaostrzyliście apetyt nie albumowym strzałem pt. „Last Call”. Czy wówczas już był zamysł pracy nad płytą?

- O właśnie, w pandemii zrobiliśmy także singla!

Z tego co pamiętam to już wtedy ogrywaliśmy jakieś nowe numery, ale stwierdziliśmy, że ten damy na singla i przypomnimy o sobie.
Założenie było takie, żeby przy użyciu nowoczesnych technik zarejestrować go własnym sumptem na naszej sali prób i w domach. W efekcie chyba tylko organy zostały nagrane prawilnie po staremu, czyli z wykorzystaniem mikrofonów.

Brzmienie gitary i basu wzięliśmy z komputerowej symulacji wzmacniacza lampowego. Bębny nagraliśmy na sali prób, ale brzmienia są też z symulacji i zostały nałożone w postprodukcji na żywe bębny.



W zeszłym roku z Bigosem i Mareckim rozstawiliście Wnyki, co w nie wpadło? I czy to jednorazowy akt kłusownictwa?


- W sumie to niewiele w nie wpadło. Szczerze powiedziawszy oczekiwałem większego zainteresowania tą EPką. Natomiast prawda jest taka, że w zasadzie nie zrobiliśmy nic, żeby zadbać o promocję projektu Wnyki i zwyczajnie w świecie przepadł. Może jeszcze kiedyś wrócimy do tego, bo fajnie się grało ale póki co zajmujemy się promocją Leash Eye a konkretnie Busy Nights, Hazy Days (2022)



Zahaczając o ten prepandemiczny czas: jak oceniasz poprzedni album i jak on się ma do najnowszego dzieła? Przy okazji gratulacje kolejnej znakomitej płyty!

- Dziękuję bardzo!
Wiesz, mi trudno jest oceniać z pozycji insidera, ale chyba troszeczkę wolę tę płytę od Blues, Brawls & Beverages (2019). Ale też nie mam pewności, co by było jak bym zapoznał się z nimi w tym samym czasie.

Obie płyty różnią się głównie brzmieniowo oraz sprzętowo. Do tego inne jest miejsce organów w miksie niż poprzednio i w wyniku czego są mniej słyszalne. Być może to pokłosie wysłuchania kilku komentarzy o tym, że na BBB nie słychać gitar ;)
Natomiast dla wielu najnowsza płyta jakoś tam przypomina nasz drugi album V.I.D.I. (2011), a to był taki kluczowy moment dla zespołu. Wtedy sporo osób nas poznało, wygraliśmy kilka ważnych konkursów kapel jak choćby Antyfest organizowany przez Antyradio, zagraliśmy przed Judas Priest w Spodku, Sonisphere Festival, Wacken i wiele innych.

Poprzedni krążek produkował mój krajan Haldor, kto tym razem bawił się suwakami i gałkami potencjometrów?

- Mikołaj Kiciak z Santa Studio. Na Blues, Brawls & Beverages (2019) reampował nam u siebie solówki i zdecydowaliśmy, że spróbujemy nagrać całą płytę. W Santa Studio jest bardzo dobry live room na czym nam zależało, a Mikołaj wie o co chodzi. Jesteśmy zadowoleni z produkcji i współpracy. Polecamy to miejsce.

„Where The Grass Is Green And The Girls Are Pretty” Czy wasza estetyczno-tematyczna otoczka to forma eskapizmu? A propos „Girls are Pretty” - Na płycie nie zabrakło intrygujących gości, waszą twórczość uświetniły piękne głosy Moniki i Margo? Skąd pomysł i jak doszło do realizacji?

- Już na poprzedniej płycie zastosowaliśmy patent z żeńskimi chórkami i wtedy tak jak teraz zrobiła je Monika Urlik. Głównie chodziło nam o dodanie smaku płycie, ale założenie było takie, żeby te chórki były bardzo oldschoolowe i południowe. Wyszło doskonale.

Natomiast zadaniem Margo  z Moyra było zrobienie wściekłego modern scream/growl w tle, no a ona w scream i growl umie...

Co do eskapizmu… chyba nie. Każdy z nas dość twardo stąpa po ziemi i nie potrzebuje niczego niczym zasłaniać ani maskować. Grając nie stajemy się nagle innymi ludźmi.

Zdradzisz z czym może mi się kojarzyć riff z „No Time to Take It Easy” czy mi się coś ubzdurało?

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura