3 obserwujących
562 notki
229k odsłon
  24   0

Mistrz mistrzem mistrzów: Summer Dying Loud 2022 - Relacja

Summer Dying Loud 2022 cz. II
Summer Dying Loud 2022 cz. II

W wyniku dokonanej przez autora selekcji stylistycznej,  domeną dnia drugiego okazały się tzw. klimaty.

Dzień trzeci stanowił jego radykalne przeciwieństwo. W kategorii skrajnego siarczystego wyziewu mistrz poganiał mistrzem, że aż ciężko było nadążyć.

Trudno o bardziej wyrazisty kontrast zestawiając obiektywne piękno muzyki Tides From Nebula z piekielną rzeźnią z pod znaku kaźni zgotowanej przez sonicznych, satanistycznych zwyrodnialców rodem z Zielonej Góry...

Witchmaster 

Nie spodziewałem się i niezmiernie uradowany byłem faktem, że występ dowodzonej od 1996 roku hordy przez Krzysztofa 'Geryona' Włodarskiego uświetnił sam Zbigniew 'Inferno' Promiński. Miast zasiąść za perkusyjną baterią pokazał, że potrafi również pastwić się na wieśle całkiem nieźle... nie jest to objawienie - wszak w obu rolach realizował się i realizuje conajmniej od ponad dekady w Witchmaster właśnie ale i również niedgyś w Deus Mortem. Zaskoczenie tyczy się samej aktywności koncertowej Inferno, ze względu na absencję instrumentalisty, na tegorocznej trasie po Ameryce Południowej jego flagowego zespołu Behemoth).

To w dużej mierze pomorski perkusista odpowiedzialny jest za ludobójczą siłę rażenia Witchmaster choć w tej roli wybornie wykazał się - Krzysztof 'Zaala' Zalewski.

Plugawe trzy kwadranse z tymi oprawcami upłynęły jak z pejcza strzelił. Zielonogórska horda zapewniła bezdyskusyjnie najintensywniejsze doznania spośród tego co dane mi było usłyszeć na tegorocznej edycji Summer Dying Loud.

Bluźnierczy, bezpardonowy wandalizm wzniecono i podsycano odczłowieczonymi bezeceństwami takimi jak „Satanic Metal Attack”, „Infernal Storm”, „Kingdom of Decay” sięgających samych początków bestialskiego procederu. Znanych najlepiej z morderczego aktu, który został zarejestrowany pod koniec ubiegłego wieku pt. Violence & Blasphemy (2000).

Te relatywnie miłe dźwięki dla uszków, wyjątkowo wypaczonych muzycznych dewiantów, uzupełniono o takie nośne, pełne pasji romantyczne przeboje jak  „Necroslaughter”, „Obediance”, „Blood Bondage Flagellation” i oczywiście największy z nich szlagier, tytułowa pościelówa „Masochistic Devil Worship” - z drugiego woluminu oprawców, który - aż trudno w to uwierzyć, ukazał się równe dwie dekady temu. To czysta poezja skatalizowana w antymiłosierne nutki - a obdzierane na żywca, najlepiej oddają dźwiękowego ducha diabolicznego sadyzmu zielonogórskiego zespołu muzyczno-wokalnego.

Prócz ekshumacji jarych staroci zapalczywie znęcano się również przy pomocy bardziej współczesnego arsenału. Liźnięto niczym krawędź zużytej żyletki eponimiczny album z 2004 roku z którego zagrali: „The Eyes of Darkness are Mirror of Cave”. Śmierdzący starym trupem set przewietrzono również tytułowym utworem (pisząc te słowa już z przedostatniej płyty) Antichristus ex Utero (2014). Swoją drogą dopiero podczas tego kawałka gitarnik zorientował się, że coś jest nie tak z jego nagłośnieniem. Wracając jednak do anonsowania - wreszcie ukazał się po ośmioletniej przerwie długogrający album zatytułowany Kaźń (2022). Są to pierwsze chore dźwięki od czasu publikacji winylowego splitu z Voidhanger który ukazał się w 2017 roku. Album rozkłada na łopatki, kopie po nerkach, skutecznie łupie czaszki. 

Szybko jednak powrócono do dwudziestoletniego dobrze zakonserwowanego truchła. Nieprzeniknioną, dźwiękową ścianę z concertiny zatytułowanej „Fuck Off and Die”.

Witchmaster takes no slaves

Storm and Holocaust

Worship versus scorn

So fuck off & die!


Urocze... trudno o bardziej wymowne pożegnanie... 

Master

Swego czasu mistrz Paul Speckman z Chicago emigrował do Czech, przyznacie to dość osobliwy transfer, który zaowocował m.in. ciekawą artystyczną współpracą z Krabathorem. Wyobraźcie sobie, to tak jakby David Vincent wbił na parę lat do Polski i zaciągnął się do Vadera...

Po małej dygresji, przypomnę jeszcze tylko, że Master to czołowy, długowieczny reprezentant death metalowej szkoły z Illinois, który został powołany do życia w 1983 roku. Zagrali zgodnie z przewidywaniami i oczekiwaniami do bólu oldschoolową surowiznę. Tchnęli pozory życia w zwłoki, których swąd rozkładu roztaczał się niczym za dobrych latach 90. kiedy rozprzestrzeniała się death metalowa mania po ziemskim globie.

Występ Master należał do ścisłej festiwalowej czołówki. Zagrali bez zbędnej napinki, zadęcia i szopek - iście morderczy gig. Wzorcowy mięsisty US death metal na solidnym thrashowym kręgosłupie. W przeważającej mierze oparty na materiale z dwóch pierwszych albumów. To właśnie stanowiło główne paliwo występu, naturalnie odegrane masterowe standardy - bezcenna możliwość obcowania z nieumarłą historią metalowej ekstremy.

We are your Masters

So set your soul free

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale