Ignatius Ignatius
24
BLOG

Wpadł Bomba do Leśniczówki: Dragon - Relacja

Ignatius Ignatius Kultura Obserwuj notkę 0
Wrócił Dragom do macierzy, Fazee do formy (normy), wpadł Bomba do... Leśniczówki uronić łzę szatana.

Katowicki Dragon stanowił jeden z filarów polskiej ekstremy metalowej, (pal licho, że tej mainstreamowej), ze stajni Ś.P. Dziuby, występował na pierwszych edycjach Metalmanii. Co by nie powiedzieć zapisali się w historii polskiego metalu, nagraniem pierwszej, profesjonalnej polskiej death metalowej płyty długogrającej. Adrianowi 'Fredowi' Frelichowi przypisuje się zarejestrowania profesjonalnie pierwszych w Polsce growli (w dodatku w dwóch wersjach językowych: polsko i angielskojęzycznej). 

Na początku lat 90. wydali kilka albumów, każdy z nich zestarzał się (godnie) na swój sposób ale nadal potrafią bawić (debiut) czasem nawet w zachwycie rzucić na kolana (dwójeczka). W 2000 roku zespół się rozpadł, w 2016 wrócił do świata żywych. Z pośród reprezentantów ówczesnej epoki zaliczyli jeden z najbardziej treściwych powrotów na scenę. Po wieloletniej przerwie nagrali dwie ciepło przyjęte długograje i jeszcze ciepłą koncertówkę. Na domiar złego 20 lutego Dragon dokonał arcydzieła zniszczenia w chorzowskiej Leśniczówce.

W obozie Dragona dzieje się dużo pod kątem personalnym. Mowa o sekcji rytmicznej (obecnie można rzec, że działa w trybie rotacyjnym). Doszło do tymczasowego zastępstwa na pozycji gitarzysty basowego - Fazee'go zastępuje Kamil Staciwa (Hellkat). Krzysztof 'Fazee' Oset boryka się, (delikatnie rzecz ujmując) z kłopotami zdrowotnymi. 

Fred: A jak już tu u nas Fazi zagościł, to niech zagości wszechobecny duch Romana, który tutaj jest.
Fazi: Słuchajcie, trochę mnie nie było, tak. Los nie wybiera, czasami jest w dupie trochę. Powiem tak, prawie już byłem w tunelu, ale się okazało, że to był tunel pod rondem.
Fred: Za ciasny kurwa!
Fazi: Tak, że jeszcze się z Romkiem nie napiję, ale zawsze mogę mu coś zagrać. Tak, że Fredek, zapowiadaj przeboja.

Poważniejsza zmiana dotknęła stanowiska garowego. Mikołaj Toczko po czterech latach współpracy został zastąpiony Jankiem Tracińskim.To, że jest to właściwy zawodnik na właściwym miejscu, publiczność mogła dobitnie się przekonać na własne uszy podczas niniejszego koncertu. Jedynym mankamentem nagłośnienia w Leśniczówce była dysproporcja na linii perkusja-wokal-gitara. O ile Freda było jeszcze łatwo wyłapać z ściany dźwięku tak problem był momentami z gitarą Gronosa. W przypadku wyższych rejestrów partii solowych było git ale poszczególne riffy potrafiły się gubić w huraganie generowanie przez nowego pałkera (piszę o tym z perspektywy środka płyty stojąc vis-à-vis  z wokalistą.

To oczywiście detal bo i tak było grubo, gardło zdzieraliśmy, na potańcówkę brakło zwyczajnie miejsca. Istotnym punktem programu były wspominki Romana Kostrzewskiego - nie mogło być inaczej, biorąc pod uwagę wyjątkowe okoliczności: niedawną rocznice śmierci mistrza i szczególność miejsca odbywania się gigu.

Set był miodny, każdy chyba wyszedł zadowolony, choć mogli jeszcze ten bis wyżyłować, bo przyjęcie i odbiór sztuki był jak sądzę, satysfakcjonujący zarówno dla fanów jak i zespołu. Wyważenie dziedzictwa i po powrotnego materiału jest właściwe, bo mimo wszystko obliczone na „przeboje": „Nie zginaj kolan" czy tytułowy numer: „Arcydzieło zagłady" nie porywają wiary (aż tak) pod sceną, tak jak stary dobry Dragon z przełomu lat 80./90. Co nie znaczy, że ich obecność nie robi swojej roboty - świetnie rozbudował i odświeżył dragonowy  arsenał. 

Zespół postanowił złapać oddech po dwóch mocnych krążkach, więc wydali pod koniec 2025 roku wspomniany podwójny album koncertowy, z dwoma premierowymi studyjnymi strzałami. Wszystko fajnie tylko dlaczego nie uwzględniono choćby jednego z nich w secie skoro niejako promują ów album?

To samo tyczy się absencji kawałków z Scream of Death (1991) i Sacrifice (1994) - ta druga doczekała się niedawno godnego wznowienia - co stoi na przeszkodzie, żeby zaakcentować ów fakt choćby pojedynczym utworem?

Trochę szkoda, po dekadzie od powrotu na scenę, można by zadbać o przetasowanie setu i sięgnięcie po niegrany materiał, pokryty skamieniałym kurzem. Może gdy ustabilizuje się skład zespołu, to wówczas odważą się na takie szaleństwo. Jak na razie Dragon wciąż asekuracyjnie skupia się na najbardziej znanych, obowiązkowych sztosach.

Jako intro wybrzmiał akustyczny instrumental pt. „Cerveza", następnie zdetonowali „Unde Malum I" i „Nie zabijaj ze strachu" z ostatniego długograja. Na dzień dobry stanowiły mocne wejście i solidną rozgrzewkę przed potokiem smoły, który wezbrał wraz z manifestacją „Upadłego anioła". Dla kontrastu spuścili piekielne ogary w ekspresyjnym, rozpędzonym „Beliarze".

Zaprawdę w tym momencie Dragon zbliżał się do punktu kulminacyjnego gigu. Stara metalowa gwardia zaczęła eksploatację kluczowego elementu górnych dróg oddechowych, osiągając pik w „katowskim" segmencie, kiedy to na srebrnej tacy wjechały: „Morderca" i „Wyrocznia" - słowem amok. Dwa covery pod rząd jednego artysty, z jednego albumu to dość osobliwa sytuacja, fani spisali się znajomością tekstów i gorliwie zdzierali gardło do żywego.

W tym miejscu niemożna nie pogratulować planowania dramaturgii sztuki, wreszcie na deskach Leśniczówki pojawił się zapowiadany, wyjątkowy gość - perkusista Krystian 'Bomba' Bytom, który zagrał „Łzy szatana" - walec z rodzaju gargantuicznych, wzorowo rozpłaszczał i to w jak wyborowym składzie. 

Bardzo miła niespodzianka, aż wzięło mnie na wspominki koncertu z Krakowa z 2017r., kiedy to Dragon dzielił scenę z Wilczym Pająkiem i Katem & R. K.

Udział byłych muzyków to szczególne dla fanów momenty, które dają wiele frajdy, na długo zapadają w pamięci i zapisują się chlubną kartą w historii zespołu. Jest to też  doskonały przykład na to, że muzyka Dragon starzeje się godnie, namacalny ciężar emocjonalny płyty Fallen Angel (1990) poraża tak jak  30 lat temu. 

Na finał zostawili kolejnego kolosa z dwójki pt. „Szymon Piotr" a całość tradycyjnie przypieczętowano hymnicznym „Armagedonem", gdzie również należy pochwalić publiczność za zaangażowanie. 

To był jeden z najlepszych występów Dragona na jakim dane mi było być. Nowy garowy daje radę, mam nadzieję, że Fazee szybko osiągnie pełną sprawność bojową i rozpocznie się nowy rozdział w historii zespołu. Obecność pierwszego perkusisty była wielką gratką, szkoda że ograniczono się do jednego utworu ale może jeszcze będzie okazja, że z Bombą coś zmajstrują.



Zobacz galerię zdjęć:

Ignatius
O mnie Ignatius

♤Everything louder than everyone else♤ Entuzjasta hard'n'heavy

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura