Blog
Nie taki diabeł straszny...
Ignatius
Ignatius Entuzjasta Hard'n'Heavy
0 obserwujących 489 notek 180727 odsłon
Ignatius, 17 października 2018 r.

50-Litza: Luxtorpeda + Goście - Relacja

903 4 0 A A A
50-Litza
50-Litza

Turbo, Acid Drinkers, KNŻ, Flapjack, 2Tm2,3, Luxtorpeda - jaka osoba łączy powyższe załogi? Robert ‘Litza’ Friedriech. Znany też jako m.in. Bobby, Wielebny. Swego czasu okrzyknięty polskim Hetfieldem. Muzyk, który nieustannie od wielu lat miesza na polskiej scenie rockowej i metalowej. W dodatku czyni to w bardzo pozytywny sposób.

13.10 w Hali-2 Międzynarodowych Targów Poznańskich, odbył się specjalny koncert z okazji pięćdziesiątki, która stuknęła Litzy 15.04 bieżącego roku. Jubileusz obchodzony był hucznie w terminie zbiegającym się z niedoszłą, siódmą edycją festiwalu LuxFest.

Program tego wyjątkowego wydarzenia składał się z dwóch części. Imprezę otwarł zespół Drope, w którym udziela się gitarzysta Lucjan Starosta (syn Ślimaka z Acid Drinkers) znany z Arki Noego. Doczekaliśmy czasów, że drinkersowa latorośl zaczęła młócić wzorem swych rodziców (jeden z synów Titusa grzeje w Anti Tank Nun). Młodzi poradzili sobie całkiem nieźle, trochę pohałasowali. Pokazali, że klasyków znają, wieńcząc swój występ rozpędzonym coverem „Ace of Spades”.

W właściwej pierwszej części wystąpiła grupa Luxtorpeda. W półtoragodzinnym secie zaprezentowano wszystko co Luxtorpeda ma najlepsze w zanadrzu. Przekrojowy set oparty na całej dyskografii - o dziwo bardzo dużo zaprezentowano utworów z debiutu. Przed koncertem zastanawiałem się, czy w urodzinowym koncercie zostanie pominięta część repertuaru, która poświęcona jest bardzo trudnym tematom. Okazało się, że nie ma zmiłuj. Zaraz po otwierającym wystrzałowym hicie „Mambałaga”, odpalono patriotyczny utwór „Za wolność” poświęcony Powstańcom Wielkopolskim. Luxtorpeda lubi żonglować nastrojami i tematyką –jedno jest pewne, teksty zawsze są o czymś. Na tym zresztą Litzy bardzo zależy, co podkreślił zapowiadając „Pustą studnię”. Najbardziej przejmującymi punktami programu były utwory „Nieobecny nieznajomy” i „44 dni”. Widać było, że sami wykonawcy (zwłaszcza Hans), autentycznie je przeżywali. Nic dziwnego bowiem, ciężar gatunkowy tematów w nich poruszanych jest nieprzeciętny. Litza nie ograniczał się do typowych zapowiedzi, pozwalając sobie na wiele interesujących anegdot. Dotyczących własnych przeżyć z różnych okresów swego życia. Koncert był szyty jakby na moją miarę, zaprezentowano te utwory, na których najbardziej mi zależało i które najbardziej lubię: „Jak husaria”, „Niezalogowany”, „W ciemności”. Zagrano nawet zaadaptowany przez Luxtopredę utwór „Gdzie Ty jesteś?” macierzystej grupy Hansa 52 Dębiec. Pierwszą część artystyczną zakończył utwór „Imago” – pozornie spokojniejszy, zawierający w sobie wiele emocji i treści, oddających ducha twórczości Luxtorpedy. To jest właśnie jeden z sekretów sukcesu tego zespołu. Nawet pozornie błahy tekst przeboju posiada wartościowy przekaz.

Dodam jeszcze, że w dniu koncertu miała miejsce premiera podwójnego koncertowego albumu LuxLive 2 (2018).

Po krótkiej przerwie Litza występował z częścią luxowego składu oraz mrowiem wyjątkowych gości. Pochodzących z większości składów, w których udzielał się jubilat na przestrzeni lat. Jak się okazuje taki koncert był spełnieniem marzeń nie tylko fanów ale również samego muzyka.  

Drugą część urodzinowego koncertu otwarli kaznodzieje z 2Tm2,3. Był to równie mocny strzał jak przejażdżka Luxtorpedą. Pod sceną zaroiło się od fanów w tymoteuszowych koszulkach. Tomasza Budzyńskiego dosłownie roznosiło od pierwszych sekund występu. Publiczność śpiewała w zasadzie wszystko. Choć przyznaję z żalem, że niestety nie było tego wiele. To był zwarty i energetyczny cios na chwałę Pana. Tymoteusz posiadał napęd na dwie perkusje, za jedynym zestawem zasiadła Beata Polak a za drugim Krzyżyk. Zaczęto od „Biada, biada” szybko poprawiono „Miłością”, aż miło było patrzeć i słyszeć jak przeżywany był koncert na scenie i pod nią. Szczęśliwie jakimś cudem Budzemu udało się namówić Litzę na bisy, co nie stało się regułą wobec pozostałych grup. Niestety skład był uszczuplony, zabrakło m.in. Dariusza ‘Maleo’ Malejonka, ale i tak był czad jakich mało. W tym szaleńczo ograniczonym czasie zespół zaprezentować zdążył jeszcze „Psalm 13”, „Jezus jest Panem” oraz dwa wulkany energii w postaci „Marana Tha” i „Effata”. Po tych dwóch ostatnich, mimo usilnym namowom Budzego, Litza definitywnie zakręcił kurek Dobrej Nowiny.

Porządek musi być, nie ma co się dziwić, skoro już w kolejce ustawiały się kolejne przebierające nóżkami ekipy.

Koledzy z KNŻ przybyli również w uszczuplonym składzie (za to z prezentami). W obsadzie zabrakło tytułowej, głównej roli. Niefortunny termin koncertu zbiegł się z kazikowymi wczasami - tak przynajmniej twierdzili pozostali muzycy zespołu.

Zmienił się tym samym klimat na bardziej bezwzględnie, przyziemny, niepałający już taką nadzieją jak poprzednie występy. Wyraźnie doszło do interesującego przetasowania publiczności pod sceną.

Opublikowano: 17.10.2018 21:50. Ostatnia aktualizacja: 17.10.2018 22:22.
Autor: Ignatius
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @Poliszynel Coś w tym z pewnością jest, ale popatrzmy na to z drugiej strony -  jednym...
  • @Jarosław Klimentowski Ani nutki - najświeższym kawałkiem był For the Greater Good of God z...
  • @Teutonick Było niezwykle sentymentalnie ze względu na różne, nakładające się...

Tematy w dziale Kultura