3 obserwujących
524 notki
199k odsłon
157 odsłon

Freedom Sweet Freedom: Sweet / Dżem - Relacja

Wykop Skomentuj3

31.08 odbył się specjalny koncert z cyklu WROCK for Freedom - Legendy rocka. Jak co roku o tej porze z okazji święta Wolności i Solidarności celebrowania pamięć o podpisaniu Porozumień sierpniowych. Tegoroczna edycja miała miejsce na placu Centrum Historii Zajezdnia.

Zacznę od tego, że organizatorzy na wyrost anonsowali koncert mianem „legend rocka". O ile udział jednego z dwóch składów roszczących sobie prawa do szyldu Sweet - uznać można za adekwatny. Na polskie standardy obiektywnie kwestia Dżemu też nie powinna budzić kontrowersji. To już zrozumieć mi ciężko co tam robił Jelonek i Nocny Kochanek - z całą sympatią dla obu wesołych i jakże barwnych składów, ale przecież jeszcze wszystko przed nimi. W końcu Iron Maiden też dzielił scenę z KISS na początku drogi do nieśmiertelnej chwały.

Paradoksalnie, największym zwycięzcą tegorocznej edycji został otwierający imprezę Jelonek. Jest to skrzypek, kompozytor, którego metalowa brać znać może przede wszystkim z zespołu Hunter. Ponadto muzyk udziela się od lat jako muzyk sesyjny - także jeżeli na jakiejś polskiej płycie usłyszycie partię zagraną na tym szlachetnym instrumencie, istnieje prawdopodobieństwo, że to Jelonek.

Solowa działalność rogacza jest spełnieniem Jelonka - właściwie Michała Jelonka. Na swym koncie ma dwie dobrze przyjęte płyty, Jelonek (2007) i Revenge (2011). Stylistycznie mieszczące się w granicach symfonicznej  metalowej progresji z przymrużeniem oka.

Tak jak nadmieniłem na samym wstępie Jelonek swym występem zaorał całą resztę. Prezentując zgrabną mieszankę z obu albumów zasilaną ponadto zarówno zmetalizowanymi standardami muzyki klasycznej jak i repertuarem wydawałoby się daleko wykraczającym po za ramy muzycznych zainteresowań zwariowanego skrzypka.

Występ ten najlepiej oddał ducha celebrowania święta Wolności. Jelonek wraz swą wesołą kampanią zagrali koncert pełny bardzo pozytywnej energii, niespodzianek wszelkiej maści w postaci niecodziennych coverów. Swobodnie wykracząjcych, po za ramy stylistyczne, z którymi kojarzyć się może twórczość Jelonka. Miłe wrażenie zrobiły na mnie sensowne pogadanki odwołujące się do Święta, który koncert miał uczcić. Docenić i cieszyć się wolnością bez zbędnych aluzji dotyczących dnia dzisiejszego - Jak widać da się.

Występ Jelonka nie może się obyć bez atrakcji w postaci czynnego angażowania w zabawy z  „Ścianką wrocławianką" na czele -  cały czas coś się działo, widać i słychać było, że wszyscy świetnie się bawili. Jelonek jest sceniczną bestią i swoim show pozbawionym fajerwerków autentycznie porywa.

Symbolicznym gestem było zdjęcie przerobionego hełmu wermachtu - wszak była to wigilia ataku Niemiec na Polskę.

Jelonek potrafił pożenić Wampira z prowincji z „Daddy Cool" Boney M, „Taniec z szablami" Chaczaturiana z „(You Gotta) Fight for Your Right (to Party!)" Beastie Boys... słowem szaleństwo. Pomimo, że w koncert odbył się w środku dnia w ponad trzydziestostopniowym upale publiczność została porwana do zabawy i nikt nie wybrzydzał.

Oprócz tańca z szablami zachwycił mnie „Mahna Mahna" w wielu tj. trzech smakach. „Mahna Mahna" w wersji standardowej, „Mahna Mahna" na wysokich obrotach i dla mocnego kontrastu „Mahna Mahna" przetaczająca się w gęstym doom metalowym duchu.

Może trudno w to uwierzyć ale Jelonek był największym zwycięzcą festiwalu. Było dynamicznie i interesująco.  Formuła od lat się sprawdza, bije z niej świeżość i radość grania. Świetna komunikacja z publicznością, charyzmą skasował pozostałych uczestników festiwalu (choć akurat pod tym względem to żaden wyczyn...)

To co od razu uderzało w uszy to doskonale wyważone brzmienie skrzypiec i pozostałych instrumentów. Zresztą każdy z uczestniczących zespołów został tak wybornie nagłośniony.

Gdyby tylko ktoś to zgrabnie poprowadził marketingowe to sądzę, że udałoby się osiągnąć Jelonkowi popularność Frog Leap'a.

Nocny Kochanek jak to Nocny Kochanek, w formie, wszystko chodziło jak w zegarku. Problemem jest tylko to, że gdy się już raz widziało koncert tego typu zespołów, to za drugim razem już tak samo nie bawi (w przeciwieństwie do Jelonka). Zespół jest w trakcie promowania udanego krążka Randka w ciemność (2019).

Tak jak ostatnio upalne powietrze dodatkowo rozpalane było pirotechniką. Serwowano hit za hitem poświęcone m.in. straszliwemu poniedziałkowi, czarnej czerni, Andrzeju, którego wciąż pytali o imię. Nie mogło obyć się bez pieśni o haniebnym sprzeniewierzeniu się ideałom metalu. Tak jak zabraknąć nie mogło chwytających za serce oraz innych narządów, przejmujących ballad: o Dziewczynie z kebabem, Andrzeli i oczywiście koniu na białym rycerzu - z nieodłączną partią zagraną na flecie. 

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura