Jakoś tak nie szło mi w pełni lata. Nie to żebym nie miał o czym myśleć ale raczej to, iż czasu na pisanie nie stało. Ogrom pracy i ta niechęć nasza do wszystkiego. Rzut oka na forum i dalej to samo. To na co nie mamy wpływu na bieżąco pochłania nas bez reszty natomiast to na co, tak mi się wydaje, jakiś tam wpływ mamy albo moglibyśmy mieć jako społeczeństwo pozostawiamy z boku, bez specjalnego zaangażowania. I tak psy szczekają a karawana ciągnie się dalej. Może do końca kadencji a potem jeszcze jedna ……..? Oj, będzie się działo.
Ale do rzeczy.
I. Skończyły się wakacje. Pani minister Szumi jak las, że gimnazja zdały egzamin bo jej siostrzeniec który był pierwszym rocznikiem zreformowanego nauczania podstawowego nie uwierzył w ekonomiczne cuda i nie zainwestował tam gdzie zrobili to inni. O pozostałych kolegach siostrzeńca pani las nie szumi. Pewnie tamci kasy na inwestycje nie mają, jeśli mają ją w ogóle. Siostrzeniec ma. (Gdybym ja miał taką ciocię też pewnie zrobiłbym to samo chociaż i bez niej mogę tej teorii przeciwstawić swoją, że stara szkoła też uczyła. Szczególnie ekonomiczne patrzeć na wszystko). Bardzo znaczący wpływ na tą ekonomiczną edukację już następnych pokoleń gimnazjalistów niewątpliwie miał także mecenas Tuska juniora, niejaki pan Roman G. Nikt inny tylko on, wykształcony humanista - wszak mieni się prawnikiem - przecież dokonał kopernikowskiego odkrycia, że oto „Nasza szkapa” wyszła spod pióra Sienkiewicza ……. Ale ekonomiczne spojrzenie jest ważniejsze tylko, że jakby o bezpieczeństwie nikt nie pamięta. Ja w swojej szkole podstawowej zaliczyłem kurs na kartę rowerową i od tamtej pory co nieco o przejściach chociażby dla pieszych wiem. A między innymi to, że przejście, jak sama nazwa wskazuje, to przejście a nie przejazd dla rowerów. Wychodzi na to, że nikt gimnazjalistom nie tłumaczy, iż przejeżdżać można tylko na wyznaczonych przejściach ze ścieżką rowerową a na pozostałych, niestety, rower trzeba przeprowadzić. Ale kto by tam gnoi o tym uczył. A po wakacjach wszyscy są podenerwowani wszystkim się spieszy i ……… koszty rosną.
II. A skończyły się także limity na przyjęcia do specjalistów, nie tylko w niepublicznych zakładach, i z dziedziny która jest niezbędna kiedy wyedukowany gimnazjalista nagle wjedzie rowerem na przejście. Ale co tam limity. One są po prostu, jak kiedyś kartki na mięso, tylko dla zwykłych zjadaczy chleba, ot naród trzeba czymś zajmować … Za przyjemność dostania się do lekarza słono płacimy a nikt z nas nie ma gwarancji, że za taką właśnie wizytę nie płaci dwa razy ……bo raz płaci sam a drugi, no właśnie. A skąd pacjent wie czy niepubliczny zakład opieki zdrowotnej nie weźmie za niego także kasy z NFZ-tu skoro znakomita większość tych zakładów nie wystawia rachunków ani też nie daje paragonów fiskalnych a jeśli już to tylko kwit „kasa przyjmie” który zostaje w karcie, do wiadomości lekarza, że to pacjent płatny. A pan minister, lekarz o małych spraw, bo dzieci już bym jemu nie polecił, tylko listy leków zmienia i twierdzi, że instytuty medyczne źle się prowadzą. O prywatnych przychodniach i gabinetach nie mówi nic. Także z resztą służby zdrowia jest OK. Jak z edukacją. I tak Szumi pan Arłukowicz też jak las a Giertych jaki jest każdy widzi. Szczególnie widzi to „Uważam Rze” …….


Komentarze
Pokaż komentarze