O tym, że NFZ jest jak Lotto wiadomo było nie od dziś, ci co w TO grają wiedzą o co chodzi, natomiast ci którzy w TO nie grają, no cóż – biedni są.
Kiedy powstały pierwsze w Polsce kasy chorych ( 1919- 1933/46 ) śląska kasa miała pełną autonomię którą w jakiś sposób przywrócił, próbował przywrócić, współcześnie jej „słynny” prezes wprowadzając karty chipowe dla pacjentów. Lubelska kasa chorych tak daleko nie poszła ale też wprowadziła tzw. RUM –rejestr usług medycznych – papierowy. Tylko, że w obu przypadkach nikomu nie zależało na kontroli naszej, państwowej, kasy tylko na pilnowaniu nas –pacjentów a co za tym idzie nikomu nie zależało na rozwijaniu i udoskonalaniu któregokolwiek z tych dwóch systemów, elektroniczny miał większy sens ale papierowy mógł mieć większą kontrolę. Być może to i z tego też względu, że jak sama nazwa mówi – kasa chorych - zajmowała się lub, jak wynikało z jej założenia, miała się zajmować ludźmi chorymi. Ponieważ zanosiło się, że może być dobrze, następny rząd, dbając o dobre samopoczucie obywateli tudzież o ich zdrowie też, postanowił rozpieprzyć kasy chorych ( bo chorych już widać nie było ) i powołał do życia fundusz zdrowia który to już z samej nazwy służyć ma nie tyle chorym, bo tych już nie było, o ile zająć się profilaktyką i służyć nie tak zdrowym jak samemu zdrowiu … własnemu ?. Powstały liczne prywatne gabinety i przychodnie mające kontrakty z NFZ i tylko osoby tam pracujące wiedziały jak duże są owe „limity”. Pacjent, opłacający wizytę żywą gotówką, od pierwszej wizyty ładowany był w bambuko. Bez paragonu, ukłony dla skarbówki, bez podpisu pod świadczona usługą, ukłony dla NFZ, wracał do domu lżejszy i zdrowszy a kasa NFZ topniała w zastraszającym tempie. Nikt tego nie ogarniał bo i ogarnąć nie chciał. W tym miejscu ukłony dla NIK, CBŚ, CBA i wszystkich innych służb a przede wszystkim dla rzeszy polityków i urzędników żyjących na koszt podatnika. O takich praktykach wiadomo było od początku tylko, że pacjent nie miał ani możliwości ani odwagi sprawdzić czy zapytać o to, czy aby za daną usługę nie zapłacił dwa razy. Wczoraj bańka pękła oficjalnie, czy będzie reakcja …….i czyja ?
Jaki związek ma w takim razie z powyższym Lotto. Ano taki, że opłacając kupon zakładasz, błędnie zresztą, że to ty wygrasz. A wszystkim się zdawało ….. a to we wskazanym miejscu komuś się wygrało ( temat na odrębną notkę) Będąc chorym udajesz się do lekarza i aby nie czekać pół roku na wizytę płacisz. Czujesz się dowartościowany i ….. zdrowszy. Tylko nie wiesz o tym, że zapłaciłeś nie za wizytę ale za to, że nie czekałeś na nią tak długo. Pamięta ktoś ceny komercyjne ? Wygrałeś ? Nie ! Bo zostałeś porostu orżnięty. W przeszłości, nie tak znowu odległej, kartki na mięso też miały inny cel niż zapewnienie „wszystkim” kawałka „ woł. z kością”
Wychodzi na to, że proste rozwiązania są trudnymi w realizacji i nie ze względu na swoją prostotę co na reperkusje wynikające z tej prostoty dla „beneficjentów”. Ttylko na co komu szczelny jakikolwiek system w którym krążą pieniądze podatnika ?
„Głupich nie sieją ….” tak, tak – sami tez się nie rodzą. Głupimi stajemy się dając wiarę szlachetnym działaniom w naszym imieniu i dla nas z drugiej jednak strony ktoś musi być i biedny i głupi, bo „czemuś biedny – boś głupi” i vice versa.


Komentarze
Pokaż komentarze