Wiadomo, że atak na chrześcijańską wiarę odbywał się i odbywa poprzez atakowanie historyczności Ewangelii. Zniszczenie zaufania do wiarygodności tego, co przekazują te teksty, stanowi skuteczne narzędzie do zrujnowania całej budowli. Po zwycięstwie chrześcijaństwa nad pogaństwem historyczna wiarygodność Ewangelii pozostawała bezsporna przez tysiąc trzysta lat. Nie ukazywały się dzieła polemiczne, takie jak pisma Porfiriusza czy Celsusa z ich drwinami na temat prawdziwości pism chrześcijańskich. Dopiero w XVIII wieku pojawiły się kontrowersje związane z protestanckim dogmatem Reformacji dotyczącym wolnego badania.
Wykładowca języków wschodnich, profesor z Hamburga Herman Samuel Reimarus ukończył przed śmiercią (1768) pisanie „Apologii rozumnych czcicieli Boga” liczącej około 4000 stron. Przypuścił metodyczny atak na wszelkie formy nadprzyrodzoności przekazane przez Biblię. Jezus to agitator polityczny, który zamierzał wywołać powstanie przeciwko Rzymianom, a po jego śmierci wyznawcy wypaczyli sens jego nauki uznając go za czysto religijnego reformatora, ukradli ciało, mówiąc, że został wskrzeszony a śmierć ich przywódcy przyczyniła się do odkupienia ludzkości. Sam Reimarus uważał chrześcijan za papugi powtarzające jedynie to, co usłyszały.
Nie odważył się opublikować swojego dzieła z obawy przed represjami Kościoła protestanckiego w Niemczech, dopiero po jego śmierci pewne wypisy z tego dzieła opublikował niejaki Gotthold Leasing, pod bezpiecznym tytułem „Fragmenty pewnego anonima”.
W Niemczech w pierwszych dziesięcioleciach XX wieku egzegeci biblijni (w większości protestanccy pastorzy) sprecyzowali tzw. Methoden, z których najbardziej znana jest Formgesichte (Historia Form), po niej nastąpiła Redaktiongesichte (Historia Redakcji) a w końcu wyłoniła się Wirkungsgeschichte (Historia skuteczności lub Historia efektów). Chodziło o to, że aby zdyskredytować wiarę, zaatakowana została pierwotna wspólnota chrześcijańska, przypisano jej intensywne działanie na rzecz stworzenia Ewangelii wg własnego gustu i dla własnej korzyści. Stworzono Chrystusa wiary, który niewiele ma wspólnego z Chrystusem historycznym.
W konsekwencji na przestrzeni ostatnich dwustu lat wierzący został przestrzeżony, że nie może już czytać swojej Ewangelii, poważnie traktując to, co się w niej znajduje, tylko musi korzystać z opinii eksperta, zdolnego wytłumaczyć mu jak rozumieć treści kryjące się pod wersetami.
Tymczasem w Ewangeliach występują elementy tzw. nieciągłości, czyli fragmenty z pozoru stojące absolutnej w sprzeczności interesami rodzącej się wspólnoty chrześcijańskiej. Z pozoru, ponieważ gwarantują one historyczną wiarygodność tekstów. Zastanówmy się nad kilkoma wybranymi ( z naprawdę dużej ilości) epizodami i ich logicznym i historycznym uzasadnieniem.
Klasycznym przykładem jest oczywiście epizod zaparcia się Piotra, w czasie przesłuchania Mistrza, na dziedzińcu pałacu, w którym rezydowali Kajfasz (Kajapha) i jego teść Annasz (Hannana). W oryginale greckim, Kefas wykrzykuje za trzecim razem przekleństwo: anatthematizein, a jest to określenie skrajne stosowane do ludzi, którzy mają zostać potępieni lub do miast, które mają być unicestwione. Czy Piotr złorzeczył Jezusowi czy sobie samemu, to tak czy inaczej jest to klątwa, która brzmi strasznie w ustach pobożnego Żyda w czasach, gdy to, co się mówiło miało ogromne znaczenie. Biorąc pod uwagę tylko ten fragment można zauważyć, że w ogóle zachowanie uczniów Jezusa opisane w Ewangeliach wskazuje, że nie ma mowy, aby te teksty były sztucznie skonstruowane, przeciwnie wygląda na to, że zmuszone są relacjonować też i to, co na pewno szkodziło dziełu apostolskiemu, ale co naprawdę się wydarzyło i żyli jeszcze naoczni świadkowie, mogący to wydarzenie potwierdzić i wytknąć palcem prosto w oczy przemilczenie lub kłamstwo. Nigdy, bowiem nie spotkano grupy ludzi, którzy energicznie (aż do męczeńskiej śmierci) przekonują, że zwiastują Prawdę w całym tego słowa znaczeniu, a jednocześnie przedstawiają siebie, jako całkowicie niegodnych zaufania, tchórzliwych, kłócących się miedzy sobą o lepsze miejsca w przyszłym królestwie, pozwalających swojemu Mistrzowi umierać w samotności i opuszczeniu.
Wracając do dramatu Piotra, specjaliści zauważają, że przecież nie zaparł się Jezusa przed Sanhedrynem, podczas przesłuchania i tortur, tylko przed służącymi grzejącymi się przy ognisku. Ale Piotr nie jest tchórzem, rzucił się z mieczem na Malchusa, podczas aresztowania w ogrodzie oliwnym, to wiary mu brakuje, dlatego też czymś niedorzecznym wydaje się, że wspólnota swobodnie konstruująca i manipulująca tekstami mogła wyobrazić sobie scenę, w której jej przywódca, filar wiary, skała, którego zadaniem było umacniać braci w wierze upadł tak nisko.
W tym epizodzie, jak relacjonuje Mateusz, Piotr został rozpoznany po akcencie „twoja mowa cię zdradza”. Jest to dyskretny znak historyczności, ponieważ tylko Żydzi ( a do nich zwraca się Mateusz, Marek do Rzymian a Łukasz do Hellenistów) mogli zrozumieć, dlaczego Galilejczyk natychmiast został rozpoznany w Jerozolimie. W Talmudzie znajdują się różne anegdotki na ten temat np. „głupim, Gallilejczyku”, którego nie można było zrozumieć czy chce on hamor (osła), hamar (wino) amaz (wełnę) lub immar (jagnię) z powodu niepoprawnego używania spółgłosek gardłowych. A dla uniknięcia niejasności nie wolno było Galilejczykom w Judei czytać Pisma w Synagodze.
Ale z całym szacunkiem dla rozumnych, sama postać Jezusa Mesjasza jest wyzwaniem dla rozumu i logiki. Trzeba zauważyć, że Poncjusz Piłat, który posłał na śmierć Jezusa, w najmniejszym stopniu nie naraził swojej kariery w związku z tym wypadkiem. Stało się to dopiero wtedy, gdy któryś tam z rzędu kandydat na Mesjasza ( w tamtym okresie oczekiwanie na władcę świata było powszechne w związku z proroctwem z Księgi Daniela) podburzył prowincję Samarię i wyprowadził tłum zwolenników na górę Garizim, gdzie obiecywał objawić się, jako Mesjasz. Zamiast mistycznego widowiska nastąpiło starcie z rzymską konnicą, wysłaną właśnie przez Piłata. Witteliusz, legat rzymski w Syrii, ugiął się przed protestem Samarytan i zdjął Piłata z urzędu. Inny fatalny kandydat, niejaki Teudas, ściągnął około 44 roku przepojony fanatyzmem tłum do Jerozolimy, obiecując, że rozstąpią się wody Jordanu. Znowu następuje bitwa z Rzymianami, odział Teudasa został rozproszony a zwycięzcy wnieśli jego głowę do Miasta, jako trofeum. A więc koniec o wiele bardziej zdatny do wzniecenia wiary uczniów (chwalebna śmierć) niż hańbiąca męczarnia krzyża. Albo inny kandydat na Mesjasza, tym razem z Egiptu, udał się na górę Oliwną wraz z tłumem ludzi obiecując, że obalą się mury Jerozolimy. Tym razem prokurator Feliks wyjeżdża na czele konnicy, następuje potworne starcie, ginie około 400 ludzi, ale uwaga, ani śladu ciała owego przywódcy, a świadkowie utrzymują, że widzieli jak ochraniany przez Boga cały i zdrowy przedarł się przez rzymskie oddziały. Wspaniała okazja by odrodzić mit wysłańca Jahwe, ale nic o nim (nawet imienia) ani o jego wyznawcach nie wiemy. Natomiast Jezus przetrwał haniebną klęskę i śmierć zarezerwowaną dla niewolników.
Jak wiadomo ówcześni Żydzi czcili cesarza, ale byli gotowi raczej dać się ukamienować niż nawet półgębkiem przyznać, że cesarz jest bogiem. Było to największe świętokradztwo.
W jaki sposób uczniowie, wiedząc, że ich Mistrz nie żyje, czy Paweł, Żyd z Cylicji, mogli przypisywać współczesnemu Żydowi z Galilei boską naturę, narażając się na okrutne prześladowania Sanhedrynu ale też , co bardziej istotne, ściągając sobie na głowy groźbę potępienia?
Inna wręcz sensacyjna nieciągłość, coś, co stoi w absolutnej sprzeczności z interesami wspólnoty a znajduje się w Nowym Testamencie to postać zdrajcy Judasza. Tradycja nie mogłaby wymyślić podobnego okropnego uchybienia jednego z apostołów, dlatego przyjęła je zmuszona faktem. Jeżeli Jezus musiał zostać wydany w ręce Arcykapłanów przy pomocy zdrady to mógł to zrobić ktokolwiek, ale nie jeden z wybranych przez Mistrza uczniów. I to nie pod wpływem impulsu, chwilowego załamania, ale na zimno z wyrachowaniem, z uściskami i pocałunkami, jako znakami rozpoznawczymi dla napastników? Dla twórców tej legendy sam Syn Boży miałby być ponadto warty jedynie 30 srebrnych monet (i to nie denarów ale sykli lub staterów), czyli równowartość niewolnika. Flakonik olejku narodowego wart był ponad 300 denarów czyli ponad dziesięć razy więcej niż Mesjasz? Ale, jak zauważono, gdyby motywem była chciwość wystarczyło uciec z kasą grupy a nie wymuszać taką w sumie małą kwotę na członkach Sanhedrynu.
Wymyślenie takiego epizodu podważa wiarygodność apostołów czy może wiarygodność miłosierdzia Jezusa w oczach wierzących? Już Celsus, starożytny przeciwnik chrześcijaństwa zdumiewa się nad faktem, że jakiś bóg mógłby zastawiać pułapki na swoich uczniów czyniąc z nich zdrajców i bezbożników. W Ewangelii Łukasza (22, 15 – 20) Iskariota uczestniczy w pierwszej Komunii Świętej a sam Mistrz, który przebaczał krzyżującym go, ponieważ nie wiedzieli, co czynią, Piotrowi, dlaczego nie uczynił tego w sposób jednoznaczny wobec Judasza? Słowa Jezusa i Piotra o Judaszu zapisane w Nowym Testamencie nie zawierają ostatecznego potępienia a kto wie czy gwałtowny żal zdrajcy a więc szczery i umotywowany miłością nie czyni potępienia jeszcze bardziej nieprawdopodobnym.
Inną osobistością, której wprowadzenie do Ewangelii kłóci się z interesami pierwotnego chrześcijaństwa jest Józef z Arymatei. Wspominają o nim wszyscy Ewangeliści, nie wiedzieć, po co wymyślając, o ile swobodnie kompilowali teksty, że na uczynek miłosierdzia ( oddanie prywatnego grobowca) zdobył się przedstawiciel Sanhedrynu, Zgromadzenia zabójców Jezusa, śmiertelny wróg rodzącego się chrześcijaństwa, który później bezlitośnie prześladował uczniów Nazarejczyka. Z drugiej strony znowu mamy do czynienia z powiększeniem winy uczniów, którzy nie tylko uciekli podczas męki, ale już po zakończonym dramacie nie mieli odwagi się ujawnić i potrzebna była opatrznościowa pomoc ukrytego sympatyka (lub dwóch, ponieważ Jan wspomina, że przybył również Nikodem, jeden z najbogatszych ludzi w Jerozolimie, ukryty uczeń Jezusa). To nie uczniowie, ale słudzy członków Wysokiej Rady zajęli się przygotowaniem do pogrzebu.
Podobnie sprawa wygląda z zastosowaniem zwyczaju ułaskawiania złoczyńcy w święto Paschy (privilige Paschalis – szczegółowo o tym zwyczaju kiedy indziej) wobec postaci Barabasza. Każdy Ewangelista opisuje postać Barabasza różnymi terminami, ale nie sprzecznymi, które mogą dać dosyć precyzyjny portret pamięciowy.
Mateusz 27, 16: Trzymano wtedy znacznego więźnia zwanego Barabaszem
Marek 15, 7: Był tam jeden zwany Barabaszem, uwięziony z buntownikami, którzy w rozruchu popełnili zabójstwo.
Łukasz 23, 19: Był on wtrącony do więzienia za jakiś rozruch powstały w mieście i za zabójstwo.
Jan 18, 40: Barabasz był zbrodniarzem.
Ostatni termin zbrodniarz (lestes w oryginale greckim) stosowany był również do określania zelotów to znaczy „partyzantów”, „terrorystów”. Joseph Blinzler niemiecki biblista proponuje tłumaczyć lestes, jako „podżegacz” lub wręcz, jako „bojownik ruchu oporu”. Pamiętajmy, że np. hitlerowcy czy władza ludowa w Polsce również żołnierzy podziemia określała mianem bandy czy bandyci.
Łukasz określa, że rozruch powstał w Mieście to znaczy w Jerozolimie, co może stanowić potwierdzenie „mesjańskiego” charakteru przestępstwa popełnionego przez Barabasza. Można, zatem z dużym prawdopodobieństwem wykluczyć, że był on pospolitym przestępcą, jak chcieliby np. Giuseppe Ricciotti, Roman Brandstaetter, lub Mel Gibson. Chodziłoby tu, zatem raczej o więźnia politycznego, członka ruchu oporu, który zabił (zapewne wiele razy), ale w próbie powstania lub zamachu. W Ewangelii Mateusza skierowanej przede wszystkim do Żydów mowa jest o znacznym więźniu, odbiorcy dobrze wiedzieli, o kogo chodzi.
Imię Bar Abbas (Barabasz) oznacza po aramejsku Syn Ojca i raczej na pewno jest pseudonimem, przypisywanym i innym przywódcom ruchów anty rzymskich, np. niejaki Szymon Bar Kochba - Syn Gwiazdy, którego imię nawiasem mówiąc po klęsce powstania z 132 r n.e. zostało zmienione na Bar Koseba – Syn Kłamstwa.
Jest to jeden z wielu ciekawych dowodów historycznej wiarygodności Ewangelii, które dobremu Jezusowi przeciwstawiają, jako alternatywę nie złego Barabasza, ale swoistego bohatera sprawy narodowej.
Wszystko to wskazuje, że epizod z Barabaszem przekazuje coś, co się naprawdę wydarzyło, a wzmacnia to wrażenie informacja Orygenesa, że ów antagonista Chrystusa nazywał się tak samo jak On. Aż do połowy III wieku wiele manuskryptów Ewangelii podawało całkowite imię: Jezus Barabasz. Potwierdza to także uczony żydowski Shalom Ben Chorin, zauważając, że nazywał się Jezus Barabasz, ale późniejszym chrześcijanom wydawało się niestosowne, aby zbrodniarz zachował imię Jezus.
Na podstawie tych kilku (z wielu) fragmentów Ewangelii widać, że tak jak w interesie pierwotnej wspólnoty nie leżało wymyślanie postaci Judasza, lecz raczej ukrycie go, czy też pominięcie milczeniem zaparcia się Piotra, tak samo niestosowne było wymyślenie postaci Barabasza. Jest tu echo prawdziwego wydarzenia, które trzeba było opowiedzieć, czy się to podobało czy nie, bo natychmiast naoczni świadkowie, zwróciliby na to uwagę, co wskazuje również na to, że wszystkie wydarzenia opisane w Ewangeliach zostały włączone do pierwotnej Katechezy ustnej, a potem spisane na żywo powiedzielibyśmy dziś, a nie po 100 czy 200 latach.
Judaizm nie posiadał własnej bazy danych na temat Jezusa, a czerpał swoje informacje i zniekształcał je od chrześcijan, co wykazałem w poprzednim wpisie. Zatem skoro Ewangelie byłyby wymysłem czy oszustwem skompilowanym gdzieś w Rzymie w 150 lat po śmierci Jezusa po co wstawiano by do nich te wszystkie kompromitujące epizody. Przecież świadkowie już nie żyli a Żydzi nie posiadali swoich źródeł, skoro Jezusa nazywali synem Pantery ( od greckiego Parthenu – dziewica, co po zniekształceniu daje imię własne Pantera i w ten sposób Syn Dziewicy staje się synem jakiegoś męża o imieniu Pantera). Po co epizodów opisanych powyżej wstawiać takie kompromitujące zdarzenia jak:
Świadkami narodzenia Mesjasza byli pasterze, którzy nie mogli o niczym zaświadczyć w Izraelu bo byli uznawani za permanentnie nieczystych?
Po co informować o tym, że Jezus je i pije, chętnie i często wyciąga się przy stole, najwyraźniej z tego zadowolony i wcale nie udaje. Okazuje się znawcą enologii (nie wlewać młodego wina do starych bukłaków czy stare wino lepsze jest od młodego). Jezus ucztuje przy stole zastawionym przez faryzeusza, a tu nagle wdziera się kobieta grzeszna, po prostu ulicznica, wylewa olejek alabastrowy na jego nogi a On strofuje zgorszonego gospodarza, a ją błogosławiąc odsyła w pokoju. Brakuje tej postaci wszystkich cech, jakich wymaga się od tego kto chce odgrywać Mesjasza. Jak można wziąć za Boga czy zmyślić jako Boga postać tego rodzaju. On nawet nie miał tego minimum roztropnej hipokryzji by uniknąć publicznego traktowania jako pijak i żarłok (Łk 7,35)!!!
Co więcej, najbardziej uduchowiona Ewangelia św Jana informuje, że początek znaków poprzez które objawił Swoją chwałę do tego stopnia, iż uwierzyli w Niego uczniowie miał miejsce w Kanie Galilejskiej. Cud o motywach niebezpiecznych z punktu widzenia religijnego ideału. Wszechmoc Boża użyta dla dostarczenia wina i to znakomitego rozbawionemu towarzystwu ludzi już podpitych. Nie było innych powodów tylko radość ziemska, doczesna... a zatem dwuznaczna wg mentalności religijnej wszystkich czasów. I poprzez taki wyczyn książka stwarzana kawałek po kawałku w trosce o religijny rygoryzm ukazywałaby początek działania swojego bohatera?
A u Ewangelistów nie ma żadnego śladu jakiejkolwiek próby przeskakiwania nad tymi kłopotliwymi szczegółami dotyczącymi ich postaci
W kolejnych wpisach zajmiemy się szeregiem innych epizodów wskazujących na szokującą historyczność i wiarygodność Ewangelii.
LIT :
Brandstaetter R.: Jezus z Nazarethu W drodze Poznań 2006
Ricciotti G. Dawne dzieje Izraela Pax W-wa 1956
Szamot M., Apokalipsa czytana dzisiaj, WAM Kraków 2000
Messori V.: Opinie o Jezusie Wyd. M 2004 Kraków
Giuseppe Ricciotti „Życie Jezusa Chrystusa” „Dawne Dzieje Izraela” PAX
Messori V., Umęczon pod ponckim Piłatem? Wyd M Kraków 1996
Messori V., „Mówią, że zmartwychwstał” Wyd M Kraków 2004
Rops D.: Dzieje Chrystusa Pax Warszawa 1987
Flawiusz J.: Dzieje wojny żydowskiej przeciwko Rzymianom Armoryka Sandomierz 2008
Forstner D. OSP.: Świat symboliki chrześcijańskiej Pax Warszawa 1990
Szamot M.: Oto Ty Adamie WAM Kraków 2010
Thiede C. P. : Jezus człowiek czy Bóg KDC Warszawa 2006
Ks. Starowiejski M.: Apokryfy Nowego Testamentu KUL Lublin 1986
Schreiner J.: Teologia Starego Testamentu Pax Warszawa 1999
Messori V.: Opinie o Jezusie Wyd. M Kraków 1994
Galbiatti A., Piazza A.: Biblia Księga zamknięta? Pax Warszawa 1971
Gnilka J.: Teologia Nowego Testamentu Wyd M Kraków 2002
i inne



Komentarze
Pokaż komentarze (8)